Erotyka · 7 min czytania
Anna Helena
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Koła pociągu dudniły cicho. Zamknął drzwi przedziału i popatrzył na ukochane pamiątki. Amulet, o kształcie miniaturowego, złamanego dawno temu sztyletu oraz zdjęcie Anhel. Anny Heleny. Nawet teraz, mimo że minęło tyle lat, nie mógł na nie patrzeć bez drżenia serca. Szukał jej od tamtej pory, bezskutecznie i uparcie, pragnąc poznać prawdę o tym, co się wydarzyło. * Poznał ją przez sieć mając siedemnaście lat i zakochał się. Godzinami mógł wpatrywać się w jej zdjęcie, pisać do niej e-maile i wyobrażać sobie jak gładzi te wspaniałe, rude włosy, jak tonie w bursztynowych oczach. Obsesja na punkcie Anhel zawładnęła nim i nie obchodziło go ani, że jest starsza o 10 lat ani że nie zna jej osobiście. Kupił kilka amuletów, mających zapewnić wzajemność w miłości i odprawił setkę internetowych rytuałów. W końcu kolega poradził mu, żeby spotkał się z nią, zamiast wzdychać do monitora. Pomysł okazał się być łatwiejszy do realizacji niż przypuszczał. Anhel sama zaproponowała mu udział w letnim obozie, na którym miała być jedną z opiekunek. W rzeczywistości przerosła nawet jego marzenia. Sposób w jaki poruszała się, odgarniała z czoła włosy, jej głos, zapach… Często rozmawiali przy ognisku, oglądali gwiazdy. Czuł się przy niej wspaniale, jak przy nikim innym wcześniej ani później. Marzył, by ten obóz trwał wiecznie a wszyscy jego pozostali uczestnicy gdzieś zniknęli. * W mieście gdzie mieszkała był kilkukrotnie, szukając jej, szukając samego siebie. Wspólni znajomi odsunęli się. Miał tylko strzępy informacji, z różnych źródeł, zupełnie do siebie nie przystających. Dopiero po latach, dawny znajomy i zarazem przyjaciel Anhel powiedział mu, że spotka ją w rodzinnej wsi, przy grobowcu rodziców. Nie wiedział nawet, że pochodziła z tej miejscowości, ale natychmiast wsiadł w pociąg. * Ciepłe, sierpniowe popołudnie było przedostatnim dniem obozu. Odprowadzili na stację kolegów. Drżał z niecierpliwości wiedząc, że będą wracać sami. Osiem kilometrów, przez las. Nie pamiętał o czym rozmawiali w drodze do obozu, za to doskonale pamiętał prąd, jaki go przeszył, gdy ich dłonie zetknęły się a następnie splotły w uścisku. Zatrzymali się na niewielkiej, zacienionej polanie. Patrzył w jej oczy, próbując wyrazić to, co czuł. - Daj spokój, wiem. Widzę – szepnęła słodko. Pocałował ją, nie protestowała. Smakowała jak poziomki, które zbierali po drodze. - Po to tu przyjechałeś, nie? – spytała cicho, łapiąc oddech. - Przyjechałem tylko dla ciebie i po ciebie – odparł szeptem, zanurzając dłonie w jej gęstych, długich włosach. Zwarli usta w kolejnym pocałunku, tym razem głębszym i śmielszym. Oparła się o drzewo, odchylając prosząco głowę do tyłu. Musnął delikatnie ustami płatek jej ucha i spełnił niemą prośbę, wodząc językiem po całej szyi i niżej, aż do dekoltu. Zatrzymał się niepewnie, docierając do krawędzi bluzki. Rozpięła powoli guziki. Pod nią miała nagie ciało. - Ja śnię – szepnął, czując tętniącą w żyłach krew, która spłynęła niżej i ogarnęła ogniem lędźwia. Musiała to poczuć, delikatnie i z wprawą uwolniła tłamszoną męskość. Poprowadziła jego dłonie, pokazując jak gładzić aksamitne w dotyku piersi, jak zsunąć spódnicę, bieliznę… Położyła się na trawie. Klęczał nad nią, próbując w nią wejść. Pomogła mu, oplatając nogi na biodrach. Ogarnęła go ciepła, wciągająca wilgoć, przy każdym ruchu niosąca błogą obietnicę nieziemskiej ekstazy. Patrzył na falujące w rytm pchnięć mlecznobiałe piersi, oblane teraz rumieńcem i kroplami potu, na rozchylone usta i…