Fantasy · 3 min czytania
Anty-bajka o rycerzu i smoku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wielkie ślepia spoglądały na niego z wysokości równej najwyższym sosnom. Nie uląkł się jednak i trwał w siodle, choć rumak wyraźnie zaczął się denerwować. Ślepia patrzyły na niego zupełnie spokojnie, jakby potwór był pewien zwycięstwa. Rozdwojony język pojawiał się i znikał badając powietrze. Rycerz mocniej ujął drzewce kopii. Nadchodził czas próby, chwila prawdy, o której następne pokolenia powiedzą, że była WIELKA. Zamknął przyłbicę i spojrzał na gada poprzez małe otwory. Potwór lekko pochylił się, jakby chciał dokładnie przyjrzeć postaci na koniu. Przerażający syk dobiegł z jego paszczy. Rycerz opuścił kopię i spiął konia ostrogami. Wystraszony, choć wciąż posłuszny rumak poderwał się do biegu. Odległość między rycerzem i smokiem zaczęła się zmniejszać. Chrzęściła zbroja, trzeszczało siodło, tarcza stukała o blaszane ramię, tętent niósł się daleko w las płosząc stada drobnych ptaszków. Smok wyniośle otworzył paszczę i nabrał powietrza. Ogromna siła zassała do jego wnętrza tysiące litrów tlenu, który zmieszał się w czeluściach wnętrzności z ogniem i uderzył głośno hucząc. Płomień pomknął na spotkanie rycerza i jego rumaka. Człowiek jednak nie uchylił się, popędził wierzchowca i przemknął tuż pod chmurą rozgrzanej śmierci, która za jego plecami spopieliła połać lasu.