Opowiadania.pl · 11 min czytania
Antyrefleksje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozstała się dziś wieczorem z facetem. Spotykała się z nim parę razy. W zasadzie nawet nie wiedziała dlaczego to robi, może z braku lepszych zajęć do roboty? Przeważnie siedzieli w knajpce i sączyli piwko. Zawsze robił wrażenie istoty nie z tej ziemi. Siedział obok, ale zupełnie jakby błądził w innym wszechświecie. I te jego zagubione oczka. Jak psina. Psina, która boi się, że ktoś zaraz zrobi z niej kebab. Był z nim w zasadzie jeden problem, bardzo jej się podobał. Zresztą gdyby wyglądał jak jaszczur z kosmosu to dawno rzuciłaby go w cholerę. Chociaż tak na dobrą sprawę nawet nie chodzili ze sobą. Trudno w ogóle nazwać co między nimi było. Może po prostu nic nie było? Wyglądał jakby jego maksymą życiową było: Miej wyjebane, a będzie Ci dane. Najgorsze, że wysyłał jej sprzeczne sygnały. Zawsze był milutki, nigdy złego słowa nie powiedział i tak patrzył nią czule. Z drugiej strony jednak totalna olewka. Czy go kochała? Gdybym go kochała, to czułabym to przecież całym sercem i duszą i nie musiałabym sobie zadawać durnych pytań, bo wiedziałabym że go kocham. Z drugiej strony, gdybym nie kochała to też bym wiedziała i w ogóle nie podejmowałabym tego tematu. Więc to jest miłość, której nie ma? Co za absurd. I do czego to mnie doprowadziło? Do punktu wyjścia. Tak więc jednoznacznie nie mogła odpowiedzieć czy go kocha. Słyszeliście kiedyś durniejszą historię? Z pewnością tak, ale ta jest i tak wystarczająco absurdalna i groteskowa. Właśnie dlatego się rozstali. Gdy tylko powiedziała mu słynne: nie możemy już się więcej spotykać weszła do wanny, napuściła gorącej wody, wzięła do ręki żyletkę i... Ogoliła sobie nogi. A właśnie tak, spodziewaliście się czegoś innego? Cięcia żył co najmniej? Jeśli jesteście spragnieni dramaturgii i brutalności kupcie sobie Fakt albo obejrzyjcie odcinek M jak miłość. Ten w którym Kożuchowska wpada na kartony. Jakież to straszne, ileż zła uczyniły zwykłe, tekturowe kartoniki. Do piekła z tymi zbereźnikami, zabić się można przez nie. Zrobię sobie teraz psychoanalizę i to za darmo. Przynajmniej zaoszczędzę. Jednak nie kocham go, inaczej nie goliłabym nóg z takim stoickim spokojem. A może to etap zaprzeczenia, teraz nic a jutro wstanę, dojdzie do mnie potworność mojego czynu i wpadnę w głęboką depresję. I dostanę przewlekłego rozwolnienia. Albo ostrego. Które jest gorsze? Zawsze mnie to zastanawiało. Tylko po co tak go namiętnie pocałowałam na pożegnanie? Nie trzeba było, pieprzy mi się już we łbie na starość. Każdy mężczyzna marzy o takim ostatnim spotkaniu. Cóż trzeba będzie znaleźć nowego normalnego faceta i żadnych psów od tej pory. Zapomniałam o najważniejszym. Wzięła komórkę i wykasowała jego numer. Mam skłonności do pisania głupot,jeszcze coś do niego napiszę i będę żałować. Kurcze, tylko że jego numer mam też w kalendarzyku. Wzięła i wymazała. Hmm gdzie jest jeszcze jego numer? W sieci. To co mam usunąć cały internet? Internet- i ty przeciwko mnie? Dobra, nie myśleć już o tym. Wyłączyć mózg. Nacisnęła przycisk i wyłączyła. Wyszła z wanny i poszła spać. Z początku nie mogła zasnąć, bo próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego włosy na nogach u kobiet nie wyginęły w trakcie ewolucji. Bezskutecznie. Po wielu nieudanych próbach znalezienia rozsądnego wytłumaczenia, zasnęła. Obudziła się całkiem późno, prawdę mówiąc dochodziła 12. Mimo to nie chciało jej się wstawać. Trzeba przecież coś dzisiaj zrobić. Jak zwykle nie miała pomysłu na życie. Niektórzy planują, organizują co będą robić za pół roku, a ona nie potrafiła nawet wykombinować co ma robić dzisiaj. Chcąc nie chcąc jej myśli wróciły do wczorajszego wieczoru. Wszystko byłoby ok, gdyby nie wyraz twarzy tego faceta. Czemu malowała się na niej rozpacz? Dziwny typ. Musze to rozgryźć, dopóki nie wpadnę o co tu chodzi, nie wstanę. Facet nie jest najmłodszy, może bał się że już nikogo innego nie znajdzie? Nie piał z zachwytu z tych naszych spotkań, ale po prostu ma taki charakter, może na swój sposób był ze mną szczęśliwy? Ja chyba nigdy nie zrozumiem płci przeciwnej,na dobrą sprawę mam nawet kłopot ze zrozumieniem swojej płci. Zawsze trafiam na niekontaktowe pierdoły, dziwaków albo na agentów z ADHD. Trochę to przykre. Był koleś, który na pierwszym spotkaniu opowiadał jak kleszcz mu się gdzieś wessał i musiał jechać na ostry dyżur. Przy tym to nie był pierwszy kleszcz, wcześniej też go kąsały. Opowiadał to z takim przejęciem, że nie wiedziała czy śmiać się czy płakać. Gdyby jeszcze chłopak miał 5 lat to by zrozumiała, ale w tym wieku tak pieprzyć... Przez chwilę po prostu ją zatkało. Gdy się odetkała spytała się go uprzejmie czy planował już nakręcenie trylogii: Kleszcz-poczatek, Kleszcz-ostatnie starcie i Zemsta kleszcza. Dodała też, że słuchając go straciła pół godziny życia i nikt jej tych minut już nie zwróci. Zmieszał się chłopak. Dopili kawkę do końca i już się więcej do niej nie odezwał. Potem na jakiejś imprezie wydawało jej się, że poznała sympatycznego, kontaktowego faceta i wymienili się numerami. Ale były to tylko pozory. Typ jak wkrótce się okazało miał zaawansowane ADHD. Już następnego dnia, wysłał jej z 40 smsów. I zadzwonił 3 razy. Zniecierpliwiona