Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 33 min czytania

Anva

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Niebo zarzuciło na siebie czarny płaszcz nocy, przyozdobiony złotymi gwiazdami. Wiatr przelatywał między drzewami nucąc swą zgrabną pieśń. Ich wysokie korony kołysały się delikatnie na boki. Gdzie niegdzie, jakieś zwierze dało o sobie znać cichym pomrukiem, słyszalnym jedynie dla wprawnego ucha. Noc była cicha i spokojna.

To była jedyna leśniczówka w lesie. Wznosiła się tuż nad brzegiem zielonego jeziora. Dochodziła do niej niewielka dróżka, która biegła kilka kilometrów na południe, by tam wyłonić się do większej, asfaltowej drogi. Za ścianą lasu, majaczyły wysokie góry, których tło wybitnie urozmaicało tutejszą florę i faunę.

Miejsce to w sam raz nadawało się do wypoczynku, jeśli ktoś lubił, tak odosobnione klimaty. Chrystian był tego typu osobą. Był leśniczym i rad był z zajęcia, które wykonywał. Dawało mu ono wiele satysfakcji i szczęścia. Szczęścia, które teraz mąciła pewna bardzo smutna okoliczność.

Ich ciała okryła śnieżnobiała pościel. Zbliżył się do Moniki i zaczął całować jej usta. Zamknęła oczy. Czuła gorący oddech opływający policzki.

-Nie chcę Chrystianie. Nie dziś… -Dobrze Moniś. – odpowiedział i położył rękę na jej brzuchu. -Kopie? – zapytała spoglądając z uśmiechem na niego. -Chyba troszkę się rusza, ale pewnie poszło już spać. – odrzekł, odwzajemniając jej pogodny wyraz twarzy.

Leżeli tak obok siebie. Chwile płynęły im powoli.

-Moniś, nie myśl o tym. Proszę. Lekarze często się mylą. – rzekł do żony, kiedy jej uśmiechnięte oblicze pokryło się smutkiem. -Wiem. – odrzekła. – Modlę się, aby tak było i tym razem. -Nie bój się. Ja jestem i będę przy tobie.

Uśmiechnęła się.

-Najbardziej właśnie dokucza mi strach, że może mi Ciebie zabraknąć.

Kiedy wstał świt, dziewczyna czuła się już trochę lepiej. Nadal jednak był wyczuwalny smutek, który od kilku tygodni dręczył jej duszę. Wstali by zjeść śniadanie. Było dosyć wcześnie, więc Dorotka, ich córka spała jeszcze w swoim pokoju. Oni nie chcieli spać. Monika nie chciała. Pragnęła wykorzystać każdą chwilę z tych niewielu, które pozostały do końca jej dni..

Cały dom obiegł zapach smażonej jajecznicy z boczkiem. Śniadanie przygotowane przez Chrystiana było już gotowe. Usiadła, ale zjadła tylko niewielką część.

-Zjedz Moniś – powiedział – musisz teraz dużo jeść. Nie smakuje ci? -Smakuje Krzystku – lubiła tak do niego mówić. – Ale jakoś nie mam apetytu. – Martwię się.

Chłopak przybliżył się do niej.

-Wiem Moniś. Wszystko rozumiem. – Przytulił ją swymi ramionami i słowami, które wypowiedział.

-Czy myślisz, że uda mi się ją urodzić? Czy myślisz, że będzie zdrowa? Że zdążę, nim choroba dokończy we mnie to, co zaczęła?

-Na pewno misiu. Tak powiedzieli lekarze.

-Lekarze często się mylą. – odrzekła przypominając mu wczorajsze słowa.

Zapłakał. Z jej oczu również uroniły się łzy.

-Chciałabym urodzić ją zdrową. Tak bardzo tego pragnę. A z drugiej strony wiem, że nigdy jej nie zobaczę, ani nie będę patrzeć jak dorasta.

-Moniś. Urodzisz ją zdrową i razem ją wychowamy . Zobaczysz. – odrzekł, ledwo powstrzymując potok łez.

Ich smutek przerwał niewinny dziecięcy głos.

-Mamuń, czemu płaczesz?

To była Dorotka. Miała siedem lat i czerwone, uśmiechnięte policzki, których barwę przykrył teraz cień smutku. Jej długie, jasne włosy zupełnie odzwierciedlały barwę włosów jej matki, a w niebieskich oczach, kryło się spojrzenie ojca. Weszła do kuchni.

-Misiu. Nie płacz, proszę. Obiecaliśmy, że spędzimy ten miesiąc tak, jak nasz pierwszy. Nie chcę, aby owiewał to wszystko smutek. – wiedział, że wymaga zbyt wiele.

-Wiem. Ale to nie takie proste Krzystku. Jestem młoda, kocham, urodzę kolejne dziecko. Tak bardzo chciałabym żyć, a muszę odejść Chrystianie, czy to rozumiesz? Za dwa miesiące może już mnie nie być.

Nie wiedział, co odpowiedzieć. Sam był przybity tą sytuacją. Najbardziej dokuczała mu myśl, że ją traci .Traci na zawsze. Jeśli nic nie zrobi i ona odejdzie, już nigdy do niego nie wróci. Najgorsze było to, że nic nie mógł zrobić. Mógł tylko czekać na cud.

-Dokąd mamuś chcesz odejść? – zapytała Dorotka.

#

W południe postanowili wybrać się na spacer. Na dworze było ciepło, cicho i spokojnie. Wyszli, pozostawiając w kuchni nie umyte naczynia. Dorotka biegła przed nimi podskakując zgrabnie i nucąc wesołą melodię. Oni mocno spletli swe dłonie i w milczeniu podążali za córką.

Drzewa przepuszczały przez liście najzgrabniejsze promyki słońca. Wiatr pieścił kwiaty, ściółkę, ich twarze. Jeden zwinny motylek, zawirował przed nimi, niesiony podmuchem wiatru i przysiadł na włosach Moniki.

Wędrowali tak jeszcze przez chwilę aż w końcu, zmęczeni, przysiedli na uwalonym pniu, który samotnie leżał przy drodze. Przytulili się do siebie. Rozmawiali o tym, co będą dziś robić, o tym, co będą robić, gdy wrócą do domu, o tym jak spędzą zbliżające się wakacje. Wiedzieli, że wakacji już nie spędzą razem, że to, co teraz mówią, to tylko marzenia, które nie będą mogły się urzeczywistnić. Lubowali się nimi i zatracali w nich.

Nagle niebo przykryło się ciemnymi obłokami. Zawiał chłodny i mocny wiatr. Drzewa wokół zaczęły szeleścić, jakby zapowiadały nadejście burzy. Przerwali swój monolog i skierowali się w stronę powrotną, do domu. Dorotka biegała uśmiechnięta przed nimi. Oni zaś zachowywali się tak, jakby ta mała dziewczynka, skradła im całą radość z życia. Z życia, które tracili, którego tak mocno pożądali i którego wartość, dopiero teraz potrafili docenić.

Chrystian strasznie cierpiał. Kochał Monikę z całych sił, dla tego próbował ukryć swą rozpacz przed ukochaną, by nie stwarzać dodatkowych powodów do smutku. Wewnętrznie jednak, był rozdarty. Dusza rwała się w poszukiwaniu wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Niemoc rozdzierała jego serce. Boże! Pozwól jej żyć! - Krzyczał nocą, bijąc pięściami w poduszkę, która nasiąkała jego łzami. Zaciskał zęby z rozpaczy, to otwierał szeroko usta, wydając niemy krzyk, który zamieniał się w długi jęk kogoś, kto został zdradzony.

Najtrudniej było mu to wszystko ukryć. Jeszcze trochę, jeszcze miesiąc, dwa a wszystko się zakończy. Niedowierzał jednak w to, co go czeka, co ją czeka. Gdzieś w sercu, kryła się mała iskierka nadziei, wiara w to, że może zdarzy się cud.

#

Zatrzymali się, gdy ujrzeli leżącą nieopodal postać. Z początku myśleli, że to jakiś przedmiot, albo ułamana gałąź leżała przy drodze. Kiedy jednak podeszli bliżej zorientowali się, że to był człowiek. Mały, drobny. Nie, to było dziecko. Mała dziewczynka, bez ruchu leżała pod drzewem.

Miała długie, czarne, kręcone włosy. Oczy uśpione, ukołysane nieprzytomnością. Była szczupła, drobniutka. Odziana jedynie w białą sukienkę, która zdawała się być przemoczoną. Monika złapała ją pod ramie i obróciła na plecy. Ubranie rzeczywiście było mokre, a twarz dziewczynki wygasła i nieprzytomna. Brzuszek unosił się delikatnie i opadał, dając oznakę życia.

Mężczyzna bez słowa, wziął małą na ręce i czym prędzej pospieszyli do chatki. Dziecko było lekkie, jego głowa zwisała bezwładnie na ramieniu mężczyzny. Długie, ciemne włosy opadały wzdłuż ciała Chrystiana. Nieprzytomne dłonie unosiły się w rytmie marszu.

Ta sytuacja bardzo ich zaskoczyła i pozwoliła na chwilę zapomnieć o zmartwieniu, jakie uszykował im los, który teraz trafnym zagraniem skierował ich uwagę na zupełnie inne tory. Idąc tak w trójkę milczeli. Nawet Dorotka zachowywała się cicho, rzucając, co chwile spojrzenie na śpiącą dziewczynkę.

Nim zdążyli powrócić, niebo zupełnie przykryło się czarnymi chmurami i zaczął kropić deszcz, który po chwili przemienił się w prawdziwą ulewę.

-Zdążyliśmy w samą porę. – powiedział Krzystek przekraczając próg mieszkania. Jego kurtka ociekała zimnym deszczem. -Chodź do pokoju. Trzeba ją przebrać i ułożyć w ciepłym łóżku.

Zrobiło się ciemno. Gęste chmury wypełniły każdy zakątek nieba. Deszcz dużymi kroplami uderzał o dach domku, wygrywając nieprzyjemną melodie. Chłód wtargnął przez uchylne okna. Ciemność dnia rozdarła złota błyskawica.

-Ja już ją przebiorę, a ty idź zadzwoń na pogotowie i na policję. Rodzice na pewno szukają dziewczynki.

-Dobrze Miśku. – odparł Krzystek i wyszedł z pokoju.

Monika założyła dziecku suche ubranie i ułożyła je wygodnie w łóżku. Próbowała również obudzić małą, ale dziewczynka wciąż była nieprzytomna. Dotknęła dłonią jej czoła, ale nie było gorące. Nie znalazła też żadnych śladów ran na ciele dziewczynki. Nie wiedziała, co jej się mogło przytrafić.

Postanowiła, że najlepszym rozwiązaniem będzie poczekać na przyjazd karetki pogotowia. W tym momencie do pokoju wszedł Chrystian.

-Telefony nie działają. To pewnie przez tą burzę. – powiedział i ukucnął przy łóżku.

-I co teraz będzie? Ta dziewczynka potrzebuje pomocy. Nie wiem, czemu nie chce odzyskać przytomności, choć ogólny jej stan wydaje mi się dobrym, zresztą nie jestem pewna. Nie jestem lekarzem.

Dziewczynie plątał się troszkę język. Wydawała się być zdenerwowaną i roztrzęsioną. -Nie martw się. – uspokajał ją. – Nic więcej na razie nie możemy zrobić. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Poczekaj – rzekł po chwili - przyniosę ci ciepłej herbaty. – to rzekłszy wyszedł z pokoju, pozostawiając ją samą z dziećmi.

Po paru minutach zjawił się z powrotem trzymając w dłoniach rozgrzany napój.

Spędzili tak jeszcze kilka godzin, siedząc przy łóżku dziewczynki. Dorotka wtuliła się w mamę , a Krzystek obejmował je swymi ramionami. Wkrótce nastał wieczór, a burza wcale nie ustępowała. Jej ponure barwy, splotły się z ciemnym kolorem nocy.

-Miśku, jesteś zmęczona. Musisz odpocząć. – Połóż się spać, a ja przypilnuję małej. – Powiedział Chrystian, kiedy ujrzał zmęczenie na jej twarzy.

-Nie, lepiej zostanę tutaj. W każdej chwili może się obudzić. Mogę być wtedy potrzebna.

-Nie, ona się szybko nie obudzi – zaprzeczył. - Jeśli tak by miało być, to już by to zrobiła.

Nalegał.

Monika zastanawiała się przez chwilę, jaką podjąć decyzję, chodź jej myśli błądziły już w krainie snów.

-Dobrze. – zgodziła się. – Położę się, ale jeśli mała się zbudzi, natychmiast po mnie przyjdziesz, tak?

-Obiecuję. – odrzekł krótko, widząc jak senna stała się jej twarz. – Zaprowadzę Cię do pokoju, a Ty Dorciu, popilnuj przez chwilę, swej nowej przyjaciółki. Za minutkę wrócę. Dobrze?

-A gdzie ja będę spała tatusiu? – zapytała w odpowiedzi córka.

-Położysz się spać przy mamusi. Pójdziesz do niej, jak tylko wrócę. Zgoda?

Dorotka pokiwała głową, na znak, że umowa stoi. Po chwili, została sama w pokoju, wraz z nieprzytomną, malutką dziewczynką, której twarz pogrążona była w głębokim śnie.

-Jak myślisz? – zapytała Monika, kiedy leżała pod kołdrą. Sen zaciskał jej powieki. – Skąd wzięła się tutaj ta dziewczynka?

-Szczerze mówiąc – odparł Chrystian – nie mam pojęcia. W promieniu paru kilometrów nie ma żadnego domku, żadnej drogi. Tylko gęsty las i… - dodał po chwili namysłu – jego tajemnice.

To powiedziawszy uśmiechnął się do żony i pocałował ją w czółko. Wiedział, że jeśli on uda, że niczym się nie przejmuje, że sprawy wyglądają dobrze, wtedy i ona nie będzie się martwiła. A na tym mu zależało najbardziej. Stres mógł pogorszyć stan Moniki i przyspieszyć chwilę, kiedy będą musieli się rozstać.

-Kochasz mnie? – zapytała.

-Kocham.

W jej oczach ukazały się łzy.

-Krzystku… kiedy… - chciała coś powiedzieć, ale przerwała jej córka wchodząca do pokoju, z wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

-Ona się obudziła! - Krzyknęła.

Spojrzeli po sobie. Nie mówiąc ani słowa, czym prędzej ruszyli z powrotem do pokoju, gdzie w białej pościeli, leżało dziecko. Rzeczywiście miało otwarte oczy i usta uchylone, jakby w wielkim zdziwieniu.

-Hej… maleńka. – odezwała się Monika, zbliżając się do dziecka.

Maleńka odwróciła twarz w jej stronę, ale nic nie powiedziała. Kobieta przysunęła dłoń i objęła nią policzek dziewczynki.

-Nie bój się myszko. – Powiedz mi, jak masz na imię? – próbowała zachęcić wystraszoną dziewczynkę, do rozmowy.

Maleńka nadal milczała.

-Jak masz na imię dziewczynko? – ponowiła pytanie, rysując na swej twarzy wielki, miły uśmiech.

Tak jak i poprzednim i tym razem nie było żadnej odpowiedzi. Zdziwiony wzrok spoczął na twarzy Moniki i zastygł w bezruchu.

-Chyba jest niemową. – rzekł Krzystek.

-Wydaje mi się, że gdyby nią była, to gestykulowałaby chociaż rękami. – odparła i znów zwróciła się do dziecka:

-Jesteś głodna? Może chcesz pić? – nie czekając jednak na odpowiedź poprosiła męża, by przyniósł herbaty.

Na dworze wciąż szalał żywioł, trzaskając jasnymi gromami o ziemię. Miotane wiatrem gałęzie drzew uderzały o okna i ściany domu. Takiej burzy, nie było tu od dłuższego czasu.

Mała wkrótce usnęła, nie odezwawszy się ani słowem. Skosztowała jedynie słodkiej herbaty, którą przyniósł Chrystian. Przez dłuższy czas wlepiała swe małe oczęta w twarz Moniki, aż nagle odwróciła się do ściany i pogrążyła we śnie.

Dorotka usnęła na kolanach taty, który teraz niósł ją do swego łóżeczka.

-Obiecałeś, że będę spała z mamą – odezwała się, gdy przykrywał ją ciepłą kołdrą.

-Mała oszustka – odparł z uśmiechem. – Myślałem, że śpisz.

-Spałam – odparła szybko.

-Za to, że oszukiwałaś, śpisz tutaj.

Zamruczała.

-To ty oszukujesz! – krzyknęła i zamknęła oczy.

Zgasił światło i wyszedł. Może to i on oszukiwał, ale nie mógł pozwolić sobie, na noc bez niej. Bez Moniki. Bez ciepła jej ciała, ciepłego oddechu. Tak bał się, że wkrótce może mu tego zabraknąć. Kiedy wszedł do pokoju, żona już spała.

Założył piżamę i wsunął się pod cieplutką kołdrę, przesiąkniętą jej zapachem. Pocałował delikatnie policzek i zasnął wtulony w jej ciało. W nocy wstał jeszcze dwa razy, by sprawdzić stan dziewczynki. W końcu zapadł w głęboki sen, który trwał aż do rana.

Wschód słońca przegonił burzę, chodź gdzie niegdzie na niebie widać było jeszcze roztrzaskane gromami ciemne chmury. Promienie wstającego słońca wkradły się do pokoi i zaczęły podnosić powieki, śpiącym ludziom. Najpierw obudziła się Monika.

Pogrążona jeszcze w sennych marzeniach, zapomniała o tym, co przydarzyło im się wczoraj. Zapomniała o dziewczynce, którą znaleźli. Przytuliła się do swego męża i zamknęła jeszcze na chwilę oczy. Leżała tak, aż obudził się Krzystek.

-Witaj maleńka. – odezwał się.

Jego głos, chodź czuły i delikatny, wyrwał ją ze snu.

-Witaj Krzystku. – odparła, całując go w policzek.

Sny odpłynęły daleko, a Poranek był już w pełni. Słońce uniosło się nieco nad horyzont i swym blaskiem opiewało cały las. Do ziemi, przez gęsto rosnące drzewa, dobijały się cieniutkie jego promyki. Nasiąknięta deszczem gleba, stała się grząska i pachniała burzą. Kwiaty zaczęły obracać się w stronę złotych promieni, wezbrane strumyki szumiały swą poranną pieśń. Tak zakwitł dzień.

Wszyscy siedzieli w kuchni. Śniadanie już zostało zjedzone, a po nim pozostał jedynie przyjemny zapach wiejskich bułeczek i gorącego mleka. Dziewczynka siedziała skulona na krzesełku, chowając dłoń w drugiej dłoni. Głowę miała spuszczoną. Wciąż nie odezwała się ani słowem.

-Sprawdź Krzystku, może telefon już działa. Trzeba zadzwonić do miasta.

-Sprawdzałem, przed chwilą. Cisza…

-No, więc – zaproponowała Monika – musimy odwieźć ją samochodem.

-Chyba nie ma wyjścia. – zgodził się.

Podszedł do małej. Jej twarz uniosła się lekko.

-Pojedziemy teraz do miasta, tak? Wrócisz do rodziców, dobrze?

Dziewczynka nic nie odpowiedziała. Znów spuściła głowę i w milczeniu siedziała dalej.

-Pójdę przygotować samochód, a ty miśku, przygotuj dzieci.

Po chwili wyszedł z mieszkania. Na zewnątrz pachniało deszczem. Zmoczone listki drzew delikatnie kołysały się na wietrze. Tuż po prawo, na jednym z konarów ukazała się wiewiórka. Gdzieś dalej dzięcioł rozpoczął swoją pracę. Słońce świeciło już w pełni. Był dzień.

Kiedy tylko minął frontową ścianę domu i ujrzał miejsce, gdzie zaparkował samochód oniemiał z wrażenia. Sporych rozmiarów gałąź leżała wbita w jego szybę.

Zaklął. Nagle dobiegł go krzyk Moniki. Niewiedząc, co się mogło wydarzyć, ruszył czym prędzej w stronę wejścia. Stanął przed drzwiami i nacisnął klamkę. Drzwi uchyliły się. Złota łuna światła uderzyła wprost w jego oczy.

W tle jasnych promieni ujrzał małą dziewczynkę, trzymającą dłoń Moniki. Ich oczy były wpatrzone w siebie, a wokół świat jakby wirował. Ruszył w kierunku żony, ale jakaś magiczna siła odepchnęła go i upadł na ziemię. Widział jeszcze coś niesamowitego, coś, w co nie sposób mu było uwierzyć. Monika klękała przed dziewczynką, a ta mocno obejmowała jej dłonie, które teraz owinął jakiś magiczny, złoty krąg. Oplatał je niczym wąż, który przesuwał się wzdłuż ramienia dziecka.

-Monika !! – krzyknął, ale nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Świat…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%