Melodramat · 6 min czytania
Apocalovetic
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{i}Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość. – B. Prus{/i}
Kłótnia. Który to już raz... Drugi? Dwudziesty? Czy to ważne? Czy to istotne, gdy twoja twarz topi się we łzach? Gdy twoje oczy, zawsze radosne i pełne życia, spowite są mgłą smutku? Gdy włosy w bezładzie, bo kogóż obchodzą wtedy włosy? Gdy palce dłoni bezskutecznie próbują się zapleść i w końcu bezwolnie opadają, ciągnięte siłą ramion na znak bezsilności? Czy to ważne? - Chodźmy na spacer... Bez słowa opuszczamy nasz dom, ostoję spokoju, którą opanował mętlik i chaos. Chłodny wiatr osuszył mokre policzki i rozwiał zmierzwione włosy. Wyglądasz tak ślicznie. - Nigdy wyglądałaś piękniej niż teraz. Zbywasz mnie milczeniem. Słusznie. Zasłużyłem. Nie patrzysz na mnie. Spoglądasz w inną stronę. Zaszczycasz spojrzeniem ławkę, blokowisko, piaskownicę, psa. Idziemy bez słowa. Zaczyna padać. Nie mam parasola, daję ci swoją kurtkę. Opierasz się, lecz po chwili zarzucasz ją na ramiona. Biegniemy do wejścia do kamienicy, by skryć się przed deszczem. A w bramie...
- Dlaczego, powiedz mi?... Dlaczego mi to zrobiłaś? - Odczep się w końcu ode mnie! - Powiedz, w czym on jest lepszy? - Potrafi kochać! To coś, czego ty nigdy nie umiałeś!... - Ale... ja... wszystko dla ciebie robiłem!... - Niby co?! Przestałeś chodzić na mecze i grać na komputerze? Przestałeś pić? Wielkie rzeczy!... - Proszę cię... - Nie kochasz mnie! Widzę to!... - Nie dałaś mi powodu, żebym przestał cię kochać... - Daj mi spokój...
Spoglądam na ciebie ukradkiem. Twoja mina wciąż niewzruszona, twoje oblicze nadal kamienne i nieugięte. Wreszcie kierujesz na mnie uparte spojrzenie. Widzę, jak twoje oczy mówią do mnie, mówią tak głośno i wyraźnie, mówią dobitnie i mocno! Co mówią?... Raczej – jak mówią... Mówią z wyrzutem. Wychodzisz spod dachu. Przestało już padać, wzmógł się wiatr, bezskutecznie próbuje schłodzić i ukoić rozgorączkowane głowy. Kierujesz się do parku. Idę, powstrzymując w sobie przemożną chęć powiedzenia choć słowa. Coś mnie jednak stopuje. Dlaczego? Dlaczego nie pozwala mi się odezwać? Siadasz na ławce. A naprzeciwko...
- Znudziłeś się... I to jest powód? - ... - Tyle czasu byliśmy razem. To nic dla ciebie nie znaczy? - ... - Nie umiesz nic odpowiedzieć? - ... - Oby cię już nikt nigdy nie pokochał i obym te słowa wypowiedziała we właściwym momencie.
Patrzę na ciebie, po chwili kierujesz na mnie wzrok. Spoglądam ci w oczy długo, tak, jak jeszcze nigdy tego nie robiłem. Słońce nieśmiało błyska spoza chmur, delikatnie oświetlając twoją twarz. Bawi się figlarnie promykami, muskając nos, usta, policzki. Mrużysz oczy, chwytasz moją