Fantastyka · 11 min czytania
Apocalypsis
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Minęło tyle czasu, zanim zauważyliśmy, że coś jest nie tak. Tyle błędów zostało popełnionych, a być może mogliśmy ich uniknąć. Jednak patrząc na to z perspektywy czasu, stwierdzam, że dzięki tym porażkom byliśmy w stanie dostrzec to, czego nie widzieliśmy wcześniej. Ile byśmy oddali, żeby móc widzieć bez tych wszystkich pasm nieszczęść. Patrzymy, a jednak nie widzimy. Słuchamy, a jednak nie słyszymy. Świat składa się z niewielkich elementów, które nim kierują. Zegar nie działa prawidłowo, jeżeli choć jeden z malutkich trybików, nie funkcjonuje tak, jak powinien funkcjonować. Czy tak jest z ludzkością? Nasze doświadczenia pokazały, że to stwierdzenie jest słuszne. Mimo, iż kilkaset tysięcy lat temu Ziemia radziła sobie sama, to zaledwie kilka wieków wcześniej, w dobie cyfryzacji, zanikania więzi personalnych, wojen, klęsk żywiołowych, okazało się, że ludzkość nie pracuje jak zegar. Kilka społeczności podniosło opór i buntując się zahamowało prawidłowy rozwój naszej cywilizacji. Dlaczego wtedy nikt tego nie zauważył? Dlaczego nikt nie zaczął działać? Bazując na teorii ewolucji - nie zostaliśmy stworzeni do podziałów, tylko do współpracy. Kilkaset lat temu udowodniono, że jest możliwe poruszanie się w innych wymiarach, że faktycznie istnieją różne, alternatywne czasoprzestrzenie. Zaczęło się od Einsteina. To on, na podstawie swojej teorii względności, zauważył, że jeśli obiekty poruszają się szybciej lub w silniejszym polu grawitacyjnym, to następuje dylatacja czasu. Czas płynie wolniej pod względem różnych obiektów i rejonów świata. Ta różnica staje się jeszcze większa, gdy coraz bardziej zbliżamy się do prędkości światła. Później Siergiej Krikalow jako pierwszy doświadczył dylatacji czasu wybiegając w przyszłość o 1/50 sekundy. Wydaje się tak niewiele, ale zapoczątkowało to dynamiczny rozwój fizyki hiperprzestrzennej. Jest to jedyny dział nauki, za pomocą którego byliśmy w stanie pojąć otaczającą nas rzeczywistość. Zdjęcia naszej planety widzianej z pozycji naszego satelity, matematyczne rachunki , które wskazały, że pozna naszym wymiarem, istnieje jeszcze 26 innych - to wszystko sprawiło, że nasz glob "skurczył" się w naszych oczach. Wysnuto teorię, że przenikanie przez wymiary może odbywać się dzięki rotacji. Wszystko przecież obraca się wokół innego obiektu, będącego w nieustannym ruchu. Badania prowadzone w następnych latach potwierdziły hipotezę, którą postawiono już dekady wcześniej. Nasz układ słoneczny był kiedyś harmonijny. Zaburzony został przez zniszczenie planety, znajdującej się pomiędzy Marsem, a Jowiszem, nazywanej ongiś "Planetą V". Między tymi dwoma ciałami niebieskimi znajdowała się ogromna przestrzeń, istniejący tam glob nie mógł jednak egzystować w tym miejscu zbyt długo, ponieważ grawitacja Jowisza rozerwała go na drobne kawałki - asteroidy. Nic nie jest doskonałe... Układ Słoneczny był wtedy na etapie izolowania się od reszty wszechświata, gubił swój rezonans. Doświadczenia prowadzone w dwudziestym pierwszym wieku dowiodły istnienia planety Nibiru, nad której istnieniem spekulowano już na początku tego przełomowego stulecia. Nie stworzyła ona jednak zagrożenia, tak jak przewidywano, ale pozwoliła ustalić, że niektóre planety poruszają się po zupełnie abstrakcyjnej trajektorii. Żaden człowiek nie był i nie jest w stanie pojąć wartości, jakie wiąże ze sobą nauka. Jest ona zupełnie nieosiągalna, ponad ludzki umysł. Niesie także wiele sprzeczności i tu także tkwił nasz błąd. Ludzie podążali za innymi ideałami, zapomnieli zupełnie o bliźnich i postawili na własne dobro. Dobro materialne. A przecież wszystko co czynimy, czynimy dla innych. Nie byłoby wielkich odkryć medycznych, gdyby nie chęć uczynienia świata lepszym. Wizja pomocy drugiej osobie. Był to krok w dobrą stronę, aczkolwiek potem zawrócono. Rozpoczęło się... Choroby, głód, kataklizmy, napięta sytuacja w podzielonym społeczeństwie - wszystkie te czynniki kumulowały się w wielkim wulkanie, aż w końcu magmy było za dużo i doszło do erupcji. Ludzi cechowała wtedy moralność Kalego. Każdy egoistycznie szukał sposobów na przetrwanie dla siebie. Zabijali innych, gdy oni im kradli jedzenie, ale sami okradali innych. Wydawano nieraz i na śmierć własne rodziny. Koniec świata zawsze wyobrażano sobie jako wielkie zniszczenie, apokalipsę przedstawioną w Biblii. "Apokalypsis" w grece oznacza "odsłonięcie" i toteż się stało. Kurtyna poszła w górę, klapki opadły i dzięki światłym ludziom tej ery, prowodyrom epoki, w końcu udało się dotrzeć do utopijnego apogeum. Koniec świata nie jest końcem wszystkiego, jest końcem świata jaki my znamy. Ludzkość finalnie osiągnęła kompromis. Mordy i wojny, z którymi mieliśmy do czynienia sprawiły, że to, co dotychczas cieszyło ludzkie oko, teraz leży głęboko pod stertą gruzów. Może to i lepiej... Teraz wielką wagę przywiązuje się do tego, co przetrwało, co nikt nie był w stanie zniszczyć - do tradycji, do przyjaźni, do miłości. Ludzie wspólnie świętują, bawią się, razem spędzają czas, bo zrozumieli, że nieważne są podziały kulturowe, religijne. Wszyscy jesteśmy tą samą rasą i nasz wspólny dobytek, jest naszym wspólnym osiągnięciem. Pracujemy, ale dla wspólnego dobra, bo należy dążyć do szczęścia ziemskiego. Razem działamy, by stworzyć wynalazki, które spełnią potrzeby i zaspokoją pragnienia mieszkańców naszej kuli ziemskiej. Największe umysły często spotykają się na…