Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 13 min czytania

Apostoł Grozy cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Bez wątpienia, nie żyje. Słowa wypowiedziane przez medyka brzmiały dla niej wprost niewiarygodnie. Nienawidziła go, to pewne, codziennie modliła się o jego śmierć. O wieczne potępienie dla potwora, który kiedyś był jej mężem, którego kiedyś kochała... Teraz jednak, gdy upragniona chwila nadeszła, nie mogła w to uwierzyć. Była pewna, że nawet śmierć nie ma władzy nad demonem, nad tą przeklętą siłą która zawładnęła jego ciałem. A jednak, w końcu jej modlitwy ba, modlitwy wszystkich poddanych przeklętego po wsze czasy tyrana zostały wysłuchane! Bóg zlitował się nad tym skrawkiem ziemi i nie pozwoli więcej na przelewanie niewinnej krwi swoich owieczek. Dobro musi zwyciężyć, a światłość rozświetli nawet najczarniejszą noc. - Dzięki ci Panie, że wreszcie mnie wysłuchałeś! Księżna rozkazała zostawić Rodgara tak jak skonał, na marmurowej posadzce. Jutro z samego rana wezwie ludzi, którzy bez zwłoki spalą ciało tego zwierzęcia, a przeklęte prochy rozsypią na wietrze tak, żeby absolutnie nic po nim nie zostało... A pierścień? Od zawsze podejrzewała, że to on daje mu tę wielką siłę. Stopi się razem ze zwłokami Księcia. Ogień musi dosięgnąć tą piekielną rzecz i nikt już nie będzie mógł korzystać z jej mocy. Teraz wszystko będzie inaczej... po prostu umarł! Na pewno już smaży się na samym dnie piekła. Jak ona go nienawidziła! Setki razy prosiła Pana, żeby zdechł. Ten pies, dla którego nie było żadnej świętości... To była pierwsza noc od wielu lat, kiedy Księżna spokojnie zasnęła, a jej serce przepełnione było nieopisaną radością. Przed snem jeszcze raz podziękowała Bogu, że to piekło nareszcie się skończyło, że Pan okazał wreszcie swą wielką moc i teraz nadejdą spokojne czasy.

Umarła szczęśliwa.

Pożar strawił cały pałac, nikt i nic nie miało prawa ocaleć po tym jak przetoczyła się przez niego namiastka Ognia Piekielnego. Ognia Oczyszczenia.

A prochy Księżnej porwał wiatr i poniósł je gdzieś hen daleko, przed siebie... na południe. Na bagna – Rodgar uśmiechnął się paskudnie.

Galopował teraz na swym wielkim, szarym wierzchowcu po zasypanym ogromną ilością białego, czystego śniegu bez wątpienia... nieprzejezdnym gościńcu. - Prorok nie znajdzie uznania wśród swoich, gdzie mam się udać Panie? Nie usłyszał żadnej odpowiedzi, nic, żadnego głosu rozbrzmiewającego w głowie, po prostu wiedział już, że jego celem jest wschód. Barbarzyński, dziki wschód. Pędził przed siebie, niezmordowany i silny, wyszukiwał drogę wśród zdradliwych zasp i majestatycznych, ośnieżonych drzew. Doskwierał mu jednak głód, wiedział też, że musi zatrzymać się na chwilę, bo jego koń nie wytrzyma tak szaleńczego biegu. - Jestem głodny, spragniony... Panie czy ja nadal jestem człowiekiem? Rozejrzał się dookoła. Kilkadziesiąt metrów od niego znajdowała się jakaś dziwna, nienaturalnie ukształtowana zaspa. Podjechał do niej i wtedy dostrzegł dym wydobywający się gdzieś z boku. Stał przed chatką któregoś ze swoich myśliwych. Kiedy już udało mu się odszukać drzwi, trzymając konia za uzdę wszedł z nim do środka.

-Książę Rodgar...- powiedział, a właściwie mruknął postawny mężczyzna stojący naprzeciwko wejścia, celując w głowę nieproszonego gościa. - Odłóż kusze Kemar – Książę pamiętał doskonale imię swojego najlepszego łowczego – Nie masz chyba zamiaru mnie zastrzelić, prawda? Rodgar przyglądał mu się dokładnie, badawczo, tak... teraz dopiero potrafił patrzeć! - Widzę wszystko, ty mały, nędzny człowieczku. Marzysz o tym żeby nacisnąć spust - pomyślał – ale nie jesteś w stanie. Nikt nie jest. Patrzyli sobie w oczy. Kemar był silny. Chociaż drżały mu ręce, kuszę cały czas trzymał w tej samej pozycji. Książę widział kłęby nienawiści zasnuwające jego umysł, łowczy nie zapomniał jak ten postąpił z jego żoną. Spodobała się Rodgarowi na uczcie z okazji udanego polowania i..... wziął ją do siebie. Po prostu, rozkazał jej pozostać w pałacu, z którego już nigdy nie wyszła. Tak jak dziesiątki innych kobiet. Ból, cierpienie, ale przede wszystkim dzika nienawiść, to wszystko teraz w nim zawrzało, paliło Kemara od środka. Rodgar czuł to doskonale i uśmiechnął się. To było właśnie to czym się karmił. Wygrał to starcie, od początku wiedział, że wygra. Mężczyzna opuścił kuszę i usiadł na drewnianej podłodze, oparł się plecami o ścianę, a głowę schował pomiędzy dłońmi – Wejdź mój Książę. Rodgar znalazł w leśnej chatce wszystko czego potrzebował. Łowczy przygotował dla niego dobrze wysmażoną dziczyznę, a i parę butelek wina znalazło się gdzieś w piwniczce. - Kemar, mam dla ciebie dobrą wiadomość, zatrzymam się tu, aż zniknie ten cholerny śnieg.

Książę mieszkał w chatce łowczego, aż do wczesnej wiosny, prawie dwa miesiące. Jak sądził, spędził ten czas co najmniej pożytecznie. Kemar był teraz jego najbardziej oddanym, a na razie jedynym sługą... tak sługą, narzędziem, ale i uczniem. Codziennie czytali Ewangelię, Rodgar wyjaśniał mu cierpliwie to, czego jeszcze niedawno sam nie rozumiał, a przy okazji sam zgłębiał jej sens. Kemar słuchał uważnie, bo jak można nie słuchać takiego głosu? - Uczniu mój, wiesz już wiele i wiele rzeczy cię nauczyłem, ale to i tak nic w porównaniu z tym, jakie łaski spłyną na ciebie, kiedy wreszcie wyjdzie z pod ziemi nasz Pan. Śniegi stopniały, muszę ruszać... tak aby przygotować świat na Jego przyjście. - Wiem Mistrzu, czy chcesz abym ci towarzyszył? Proszę pozwól mi być ze sobą kiedy to się zacznie! - Nie Kemar, potrzebny jesteś tutaj. Jesteś łowcą... tak jak kiedyś rybacy mieli łowić ludzkie dusze, tak ty będziesz na nie polował. Będziesz za sprawą Pana czynił liczne znaki, a twoim ulubionym będą spalone ciała i połamane kości niewiernych! Staraj się jednak jak najwięcej z nich przeciągnąć na naszą stronę, na tych ziemiach mieszkają prawie sami wieśniacy, zorganizowanie ich nie będzie trudne. Będą widzieć w tobie wielkiego przywódcę, ale nie mają cię kochać! Mają cię szanować i lękać się ciebie! Strach to teraz twoje drugie imię. Uczyń tutaj wszystko tak jak ci nakazałem, a w odpowiedniej chwili wezwę cię do siebie razem z twoim wiernym wojskiem. Pamiętaj tylko, najważniejsze jest to, aby i oni zrozumieli tak jak ty zrozumiałeś... żeby tak jak ty wiedzieli, że to jedyna możliwa droga, droga do władzy. Pozostałe niosą pustkę! Nauczaj ich, znasz Ewangelię! Nieś ją coraz dalej, a wszystkie dusze, które zdobędziesz będą ci policzone. Kemar patrzył na niego, słuchał i wiedział, że jest on drogą, która doprowadzi go do chwały. Przyklęknął na jedno kolano. - Mistrzu, możesz na mnie liczyć. Upoluję tyle…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%