Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 13 min czytania

Art of crazy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To była z tych jesiennych niedziel, kiedy naprawdę odechciewa się wstawania z łóżka. Za oknem deszcz i ciemne chmury, wiatr wieje… puste mieszkanie i początek roku akademickiego potęgują cierpienia, zwłaszcza po imprezie poprzedniego wieczoru. Właśnie, wczorajsza posiadówka u Marcina... Uśmiech sam cisnął mi się na usta. Wreszcie poznałem Marlenę… Tak, tę słynną Marlenę z historii sztuki. Piękną, długonogą brunetkę z dużymi oczami... Pamiętam, że wszyscy zawsze o niej marzli, mimo że krążące o niej opinie nie wskazywały na jakiekolwiek trudności w zdobyciu tej jakże pięknej istoty. Ja postanowiłem jednak zafascynować ją czymś innym niż bezpośredniością. Dlatego, gdy zechciała zaciągnąć mnie do pustego pokoju w mieszkaniu Marcina odmówiłem. Zdziwiła się, ale wiem też, że zrobiłem na niej wrażenie. Inaczej nie wzięłaby ode mnie numeru telefonu. Nikogo z naszego wydziału o to nie prosiła. Usiadłem do komputera, który całą noc ciężko pracował, abym wieczorem mógł obejrzeć najnowszą kinową superprodukcję. W dole ekranu coś niepokojąco mrugało. Wiadomość. Pewnie wczoraj zapomniałem wyłączyć to nieszczęsne gadu-gadu, a ktoś usiłował się ze mną skontaktować… jakby mnie nie znał, bo przecież nigdy poważnych spraw nie załatwiam przez komunikatory! No i nie myliłem się. Obcy numer. Już miałem nie czytając wyłączyć natręta, ale moją uwagę przyciągnął początek. Nie jakieś tam zwykłe "cześć" czy "skąd klikasz?" - Znamy się. Naprawdę. Chodziliśmy razem do podstawówki. Wiem, że brzmi to tendencyjnie, ale naprawdę jesteś mi potrzebny. Basia. Zdziwiłem się. Jeśli nawet ściemniała, było to w minimalnym stopniu intrygujące kłamstwo. Wiadomość wysłana niecałą godzinę wcześniej, może jeszcze tam siedzi. - Potrzebny? Do czego? – postanowiłem zapytać i ruszyłem do kuchni w poszukiwaniu jedzenia. Za chwile usłyszałem dźwięk nadchodzącej odpowiedzi. - Zajmę ci niewiele czasu, po prostu chciałam się skontaktować z Anetą Kowalik, chodziliście razem też do liceum, więc pomyślałam że może masz jej aktualny numer albo adres. – bezskutecznie szukałem w pamięci twarzy Anety. Jeżeli więc nie kojarzyłem jej z nazwiska, raczej na pewno nie miałem też numeru. - Przykro mi, ja mogę ci pomóc… Ale jeśli powiesz mi do jakiej klasy chodziła, profil, albo oddział to być może będę mógł coś załatwić. Tajemnicza Basia niestety nie wiedziała nic więcej, nawet zdjęcia nie miała. Nie wpadłem nawet na pomysł, żeby spytać po co jej szuka, skoro nic o niej nie wie. Spytałem tylko skąd ma mój numer. A ona zamilkła na dłuższą chwilę, po czym rzuciła szybkie "czesc i przepraszam za kłopot" po czym zniknęła. Dziwna dziewczyna. Zapisałem jej numer, tak na wszelki wypadek, żeby ewentualnie mieć z nią jakiś kontakt, gdyby nagle przypomniała mi się Aneta.

Z Marleną spotkałem się może dwa razy. Dwa razy zupełnie platoniczne. Wszystkie następne pozbawione były praktycznie werbalnej komunikacji. Czy była taka świetna w łóżku? Chyba nie. Była piekna, ale nie wykazywała się inwencją, wszystko robiła mechanicznie. Na początku oczywiście mi to nie przeszkadzało, po jakimś czasie jednak trochę mi się znudziła. Lalka, choć inna niż te typowe, które boją się o fryzurę czy makijaż. Marlena miała w sobie coś, co nie pozwalało mi zerwać tej znajomości, ale z drugiej strony nie mógłbym z nią być. Prawie nic nie mówiła, jak o coś pytałem odpowiadała krótko i cicho. Zastanawiałem się dlaczego. Postanowiłem ją rozgryźć. Od czasu do czasu rozmawiałem też z Basią. Ona dopiero była dziwna. Przed monitorem siadała zazwyczaj bardzo wcześnie rano, kiedy ja wracałem z imprezy i kładłem się spać, albo wieczorami, kiedy akurat powinno się na imprezę wychodzić. Mówiła dużo. Miała fantastyczne poczucie humoru, potrafiła odgryźć się za każdą złośliwość. Miała też gigantyczną wyobraźnię. Nigdy nie opisała mi swojego wyglądu, nie przysłała zdjęcia, choć próbowałem ją namówić wszelkimi możliwymi sposobami. Dlatego jej obraz w mojej głowie za każdym razem przybierał inną formę. Raz wydawało mi się, że jest niska, szare włosy, szare oczy, małe usta, siedzi w akademiku lub domu i się uczy. Ma niewielu znajomych, wychowana na romansach i "Ani z zielonego wzgórza" szuka księcia na białym koniu. Jednak gdzieś głęboko miałem nadzieję, że kiedy się spotkamy, okaże się być śliczną, idealną dziewczyną, modelką uczącą się i dlatego tak zabieganą. Tylko, że za każdym razem gdy proponowałem jakiś wspólny wypad zmieniała temat, lub musiała szybko "biec do sklepu po ważne zakupy". Jasne. O 4:20 z niedzieli na poniedziałek… Kiedyś, gdy nalegałem, było słoneczne sobotnie popołudnie. Jedno z zapewne ostatnich tej jesieni. - Wyobraź sobie, że idziemy teraz razem po parku, ludzie naokoło spacerują z psami i dziećmi, a my po prostu w ciszy podziwiamy kolorowe liście. Te na ziemi i te jeszcze na drzewach. Wiesz: żółte, brązowe, czerwone i zielone. Spadają na ziemie tworząc dywany na alejkach… - śmiałem się pod nosem czytając ten monolog - …nagle schylam się i rzucam w ciebie garściami tych liści podniesionych z trawy. Zaczynam uciekać, ty mnie gonisz, próbujemy się złapać chodząc na około pnia wielkiego drzewa. W końcu ci się udaje, padamy razem na ten kolorowy dywan i najprościej mówiąc tarzamy się po nim przez chwilę. A potem… - przerwała nagle. - …idę. Do usłyszenia kiedyś. Chciałem ją jakoś zatrzymać, ale bezskutecznie. Fajnie to sobie wyobraziła. Fajnie mi to przedstawiła. Chciałem iść z nią na taki spacer, ale z każdym dniem wydawało mi się to coraz bardziej niemożliwe. Pomyślałem, że może wezmę Marlenę… nie. Nie zrozumiałaby tego. Pewnie by mnie wyśmiała. Chociaż z drugiej strony może była romantyczką…? Porzuciłem jednak ten plan, wydał mi się głupi. Ja wydałem się sobie głupi. I wciąż zadawałem sobie pytanie dlaczego Basia nie chce się ze mną spotkać? Przecież się znamy… i uczy się w tym samym mieście… może jeździ na wózku? Może ma cukrzycę i jest tak gruba, że nie może wyjść sama z domu? Może nie ma pieniędzy na modne ciuchy, a ja ciągle jej opowiadam o kolejnych eskapadach w różne części kraju, imprezach, drogich rozrywkach i sportach jakie uprawiamy…? Miałem mętlik w głowie. Wiedziałem jedno: ona się czegoś bała. - Tak, boję się. – odpowiedziała na moje bardzo ogólne pytanie. – Boję się bardzo dużych wysokości. Boje się wody, bo nie pływam zbyt dobrze. I boję się facetów. – nareszcie! Może ktoś ją kiedyś zaciągnął do łóżka pod przykrywką wielkiej miłości, a potem zostawił…? - Dlaczego facetów? - Dlaczego nie pytasz o wysokość? – rzuciła z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Art of crazy — czytnik · opowiadania