Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 3 min czytania

Arterie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Spieszyłem na spotkanie z tobą tak, że ruch uliczny był naprawdę. W środkach wyrazu oraz przydomowych ogródkach. Deszcz jest z nami od dwóch tygodni bez mała. Słowo daję, gdyby to był grad na głowę, lecz taki deszcz ściął mnie z nóg. Nie pamiętam, czy zamknąłem księżyc drzwi, lecz teraz nie ma czasu. Więc narzucam kurtkę, choć tak naprawdę biorę tylko nieprzełkniętą kawę i oddech głęboki jakbym zakładał buty. Ignoruję śnieg, który spadł nam pod nogi osiem godzin temu. Starszy pan na przystanku zwraca mi uwagę, że kaszlę zupełnie jak zwykły człowiek. - Na pewno przez ten limfatyczny szal zmącony letnim powietrzem – dodaje zapominając o jajecznicy i odjeżdżającym tramwaju. Kiedy ja przestałem dostawać listy! Pragnę jedynie mówić naprzód zmieniając całokształt, ponieważ słowa powinny znaczyć mniej, niż wszystko. Gdy wciąż pamiętam cię milczącą boso wśród nieznanego szczęścia, tutaj ledwie opisanego. Powiem. - Chodźmy do parku. Odpowiesz. - Chodźmy. I pójdziemy. I tu, i tam. Wędrując w ciemności pełni debilnego Księżyca, niczym skrzydła szafy. Purpurowy szał, kiedy wreszcie rozgryzam sprężyny w materacu. Wypełniony obcymi ludźmi płonę a propos ciebie. Czy to nie dziwne słońce, gdy zachodzi cień? Widząc cię w twoich włosach piję wrażenia zaległe wokół krajobrazu. Ale to na nic. Kolejna zmarnowana myśl…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Arterie — czytnik · opowiadania