Inne · 6 min czytania
Arterie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Barmanka leżała martwa za barem. Strzał w plecy zaskoczył ją, gdy schylała się do lodówki po piwo. Znała ludzi przychodzących w to miejsce, zwłaszcza tuż po otwarciu lokalu, gdy większość klientów była w pracy lub na uczelni. Popołudniami niewiele było do roboty, więc cieszyła się, gdy pojawiali się goście, którzy zamieniliby z nią słowo. Tak było i tym razem, dwaj młodzi mężczyźni przychodzący kilka razy w tygodniu, zawsze zamawiali najtańsze piwo, rzucali kilka żartów i siadali w najciemniejszym kącie lokalu. Wyraz bolesnego zdziwienia na jej twarzy zdradzał brak zrozumienia sytuacji, gdy przechodziła przez ostatnią bramę. Na małej zabezpieczonej z zewnątrz kratami szybie wprawionej w drzwi przykleili kartkę z napisem: LOKAL CHWILOWO NIECZYNNY, PRZEPRASZAMY. Wyjęli sobie po kolejnym najtańszym piwie z niedomkniętej lodówki, wymienili popielniczkę na czystą i rozsiedli się ponownie przy swoim stoliku. Światło zimowego dnia płynące ze świetlików było niewystarczające by rozświetlić miejsce w którym siedzieli, zastąpili więc wypalony podgrzewacz stojący na ich stoliku nowym, zabrany z innego. Tylko migotliwy blask świeczki oświetlał ich twarze. - Azyl. – westchnął podnosząc do ust butelkę podchodzący pod trzydziestkę długowłosy mężczyzna ze śmiesznie rzadką bródką. - Ucieczka doskonała? – zaśmiał się ponuro jego towarzysz o okrągłej twarzy, krótszych włosach i z okularami na nosie. Długowłosy odstawił butelkę i obdarzył przyjaciela smutnym uśmiechem. Zapalili po papierosie z paczki leżącej na stoliku. - Co robimy jak przyjadą policjanci? – zapytał wypuszczając dym z ust brodaty. - Red, przestań pierdolić. – stanowczo odpowiedział patrząc mu w oczy. - Wiem, wiem. Jak się pojawią to się dopije piwo i zrobi BU. – roześmiał się Red. - No lepiej, końcu nie po to żeby się zamartwiać chodzimy na piwo. – spokojnie odparł podnosząc papierosa do ust. Rozpoczął się nowy utwór – Alice In Chains – Nutshell. - Zmieńmy muzykę, co ty na to? – zapytał Kal szukając czegoś w plecaku. - Tak, dzisiaj jakoś nie mam dnia na Aliców. Masz jakąś ciekawą muzę? – odpowiedział patrząc na odtwarzacz CD który właśnie wyjął jego kompan. - Mam składankę, wszystkiego po trochę. – poinformował kolegę wstając od stołu. Podszedł do wierzy stojącej w rogu sali i zamienił płytę znajdującą się w niej na swoją. Ktoś szarpnął za drzwi, Red wychylił się by zerknąć kto zakłóca spokój w ich azylu. Właściciel lokalu, bardzo charakterystyczny mężczyzna około czterdziestki z wygoloną głową, kucykiem i brodą, przy której zarost Reda był śmieszny próbował wejść do lokalu. Klucz pozostawiony w zamku od wewnątrz uniemożliwiał mu otworzenie drzwi zaczął więc zaglądać przez szybkę w drzwiach. Zauważywszy broń na barze i Kala zmierzającego w stronę stolika, odszedł od drzwi. - Wezwie policję, widział broń. – poinformował Red wyciągając kolejnego papierosa z paczki leżącej na stole. - To co? Jeszcze po jednym zanim przyjadą? – zapytał rozbawiony Kal odstawiając pusta butelkę na stół. Nie…