Horror · 8 min czytania
Asha: prolog + rozdział pierwszy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Prolog
W roku 1706 chodziły pogłoski o Ashy. Były to jedne z najstraszliwszych opowieści tego stulecia. Nigdy jednak nie były zapisane. Ktokolwiek próbował opisać owe straszne wydarzenia – ginął w tajemniczych okolicznościach. Do dzisiaj nie wiadomo, co tak naprawdę robiła Asha nikt nie wiedział dokładnie jak wyglądała. Ale wszyscy się jej bali. To imię napawało lękiem…
W 1807 roku w tej samej okolicy zaczęły znów dziać się dziwne rzeczy. Ludzie ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, tych, których zwłoki udało się znaleźć przypominały mgliste opowieści o sposobach mordowania Ashy… I tym razem nie udało się nikomu ich spisać…
W roku 1908 znów okolicę zaczęły prześladować tajemnicze śmierci. Tym razem jednak jednej osobie udało się napisać kilka słów. Była to siostra Felicja z Zakonu Świętego Maurycego.. Na kartce napisane było krwią
„ …ratuj się kto może! Demon powrócił! Jedynym sposobem pokonania go jest …”.
Część 22 / 2
Dalsza część tekstu była spalona. Kobieta nie przeżyła.
Rok 2009. Dzisiaj.
Rozdział pierwszy
Grono Wtajemniczonych: tak się nazywali. Nie wiedzieli, że to będzie takie niebezpieczne. To miała być świetna zabawa. Miała, ale nie była.
-No, to jak, dzisiaj idziemy zbadać kolejne niesamowite zjawisko, tym razem na zamku?- zaproponowała Beata. -Tam już byliśmy wczoraj. To daleko. A nie możemy zbadać tej studni koło szkoły?- wykręcał się Adam. Przyjaciele popatrzyli na niego z wyrzutem. -Jej, ty to jesteś leń! Weź się rusz, to może odkryjemy coś NAPRAWDĘ ciekawego, a nie jakiegoś kota na drzewie...- przekonywała go Martyna. Po chwili wahania chłopak się zgodził. -No, jak się pospieszymy, to zdążymy wrócić przed zmrokiem.- stwierdził Patryk. Ale nie zdążyli. Po bezowocnych poszukiwaniach zjawisk ponadnaturalnych, zrezygnowani postanowili wrócić. Byli już przy bramie wejściowej zamku, gdy nagle Asia zobaczyła światło wypływające z lochów. Nie było to normalne światło elektryczne, tylko jakieś chybotliwe żółto-czerwone. Jakby łuna od ogniska. Ognisko? W nieużywanych od kilkunastu lat lochach zamkowych? Jakieś 15-16 lat temu wszystkie wejścia do podziemi zostały zamurowane, ponieważ w każdej chwili groziły zawaleniem. Czyli, że da się tam jakoś wejść! A oni tego nie odkryli! -Idziemy tam?- zaproponowała Martyna. -Ale...- zaczęła Julka -Bez żadnych ale! Wiemy, o co ci chodzi. Mama da ci szlaban. Jak dla mnie to jest ważniejsze. Od pół roku nie napotkaliśmy niczego godnego uwagi. A teraz z powodu szlabanu mamy zostawić takie coś?- Patryk pokazał ręka w stronę światła. Julka opuściła głowę i poszła za przyjaciółmi. Kiedy podeszli do miejsca, z którego sączyło się światło, okazało się, ze to tylko wąziutka szparka między cegłami. -Hej, tam nikogo nie ma!- zawołał Adam spoglądając przez szparę. Nagle krzyknął i zaskoczony odskoczył od szpary. -Co się stało?- zapytała Julka. -Tam, wiem, że to głupio zabrzmi, ale tam ktoś w zbroi chciał wybić mi oko... -Oglądasz za dużo telewizji.- stwierdził Patryk. -Ale to coś ciekawego. Zaczekajcie, zapisze to w notatniku...- powiedziała Martyna. Szóstka przyjaciół prowadziła coś w stylu „dziennika zjawisk paranormalnych”, tyle że od siedmiu miesięcy były w nim tylko cztery wpisy. Ten był piąty. Ich dotychczasowymi sprawami były: kot na drzewie (zagadka: dlaczego tam wszedł?), wyjący pies (bo został sam w domu), telewizor, który sam się włączył (bo Adam usiadł na pilocie) i nauczycielka, która pyta tych, którzy niczego nie umieją. Ich „grono Wtajemniczonych” powstało w wakacje. Na pomysł wpadła Martyna. Ona zawsze miała zdolności organizatorskie. To ona zastała przewodniczącą i jej jako jedynej przypadał zaszczyt zapisywania wszystkich zagadek w „dzienniku”. Tak wiec była najważniejsza z całej szóstki, czyli: Adama, Beaty, Patryka, Julki, Asi, no i niej. Adam był typowym domatorem. Beata nie lubiła się nudzić, Patryk bezpośredni, Julka dobrze ułożona, a Asia zachowywała się, jakby jej w ogóle nie było. -No, to szukamy tego tajemnego wejścia?- zapytała Martyna tonem nie znoszącym