Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Astalos en Hagor - rozdział II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

II

Zmierzchało już. Słońce powoli zachodziło, z drugiej strony nieboskłonu natomiast już do połowy wynurzył się Ores, pomarańczowy księżyc. Większy i niebieski Merpes już od kilku godzin świecił na niebie. Tego jesiennego tygodnia oba były całkowicie w pełni i w połączeniu z najjaśniejszymi gwiazdami, których nie zdołały przyćmić, przedstawiały piękny widok. Tymczasem przed Agonią zbierał się coraz większy tłum. Każdy w karczmie miał ochotę zobaczyć kto wygra zakład. Szybko też rozeszła się ta wieść i przybywali także ludzie nie znający w ogóle sprawy. Uformowali koło przy studni, w środku którego znajdowali się: burmistrz Males Herben, Meron Agone, elf, sprzedawca łuku i nieznajomy przybysz. Ten pierwszy był nawet rad z tego, co się wydarzyło. Do jatki między jego bristelczykami nie dojdzie - a reszta go nie obchodziła, zebrała się tutaj także straż, więc w razie czego można byłoby tych dwoje, a może nawet i troje zamknąć w więzieniu i potem po cichu wypuścić. Gwar czynił się coraz większy. - Zginiesz. Możesz się jeszcze wycofać - ostrzegał nieznajomego brodaty człowiek - Nie bądź taki pewny. Zaraz się przekonamy. Herben odchrząknął i zakrzyknął: - Proszę o spokój! W wyniku nieporozumienia w tej karczmie wybuchła sprzeczka o łuk. Ci dwaj ludzie postanowili ją rozwiązać drogą zakładu. Po czym zbliżył się do nich i rzekł: - Najpierw podajcie mi swoje imiona. - Jonas Dewir- przedstawił się właściciel łuku. Herben skierował wzrok na człowieka w płaszczu: - A ty? - Po co wam moje imię? - odpowiedział zapytany - Muszę wiedzieć, kogo zabiję - zgryźliwie odrzekł Jonas - Nie mam imienia. - Jak to nie masz? - zdziwił się Herben - Nie mam. Po prostu nie mam. Imienia, ojczyzny ani przeszłości… Nic nie posiadam. - Bredzisz... Czyś pijany? - Nie, sam widziałem, jak pił tylko swoje ziółka... - burmistrz bronił człowieka bez imienia przed Jonasem - ale musisz podać imię. Nie ma imienia - nie ma zakładu. - postawił sprawę jasno. Nieznajomy zamilkł na chwilę, po czym w końcu prawie niezauważalnie westchnął i z mocą powiedział: - Dobrze. W takim razie nazywajcie mnie Astalos en Hagor. Elf, słysząc to, wbił w niego mocno swoje bystre oczy, jakby bardzo czymś zdziwiony. Patrzył później to na burmistrza, to na Jonasa, i już chciał coś powiedzieć, gdy burmistrz, nie zważając na niego odezwał się: - W takim razie powtórzmy treść zakładu, by wszyscy słyszeli. Ty, Astalosie en Hagor, dajesz 1500 arenów, że Jonas Dewir, stojąc przy tej studni i strzelając do ciebie stojącego pod stajnią odległą o 50 sążni trzy razy z łuku nie trafi cię ani razu. Czy tak? - Tak - zgodnie potwierdzili oboje. - W takim razie przekażcie mi sporną sumę. Jonas wyciągnął sakiewkę i odliczył z niej 1500 arenów, które następnie przekazał burmistrzowi. Astalos obserwował ją uważnie. Zauważył, ze nie opróżnił jej zupełnie i miał coś jeszcze. - Teraz ty - Herben ponaglił go - Muszę coś omówić z elfem… poczekajcie chwilę. - Ten człowiek jest szalony! Nie ma nawet tej sumy - roześmiał się Jonas. Herben jednak, nie chcąc doprowadzić do jakiegoś zamieszania dał mu chwilę na rozmowę z elfem. - Jeśli myślisz że dam ci te pieniądze to się grubo mylisz! - powiedział elf gdy odeszli na ubocze - Zaufaj mi. Ja nie mam grosza przy duszy. To, co mam na sobie to cały mój majątek... - Trzeba się było zakładać o swoje, nie o moje. Nic z tego! To za duża suma, żeby powierzyć ją jakiemuś przypadkowo spotkanemu człowiekowi. I jeszcze takiemu, który się przedstawia Astalos en Hagor! Przecież to nie jest imię, to znaczy... - Nieważne co to znaczy. Ani burmistrz ani ten Jonas nie znają mowy przodków - i dobrze, bo inaczej też by się zorientowali że to nie imię. Tak jak mówiłem, nie mam imienia. - Jak można nie mieć imienia? Każda istota ma jakieś imię! - Ja nie mam. A jeśli miałbym mieć, to niech to będzie takie - Astalos en Hagor. - A nazywaj się jak chcesz. Pieniędzy nie dostaniesz. - Zaufaj mi. Wiem, że to trudne, że to duża suma... ale ja się znam na łukach. I jestem pewny, że nawet mnie nie draśnie. - A jeśli cię zabije to kto mi odda 1500 arenów? - Nic mi się nie stanie. Wygramy to. Ten człowiek chciał cię oszukać i ja to udowodnię. Potrzebuję pieniędzy... 800 arenów będzie wystarczająco. Reszta będzie twoja. A jeśli masz więcej, pomnożę ci i to. - Podaj mi jeden powód, dla którego miałbym ci zaufać. - Nie pozwoliłem, żebyś kupił ten łuk, bo z nim twoi bracia wyśmialiby cię. I nadstawiam życie, by ci to udowodnić. - A skąd mam wiedzieć że nie jesteś z nim w zmowie? - Tak. Jestem w zmowie, i dam się zabić żeby on zdobył 1500 arenów. Pomyśl trochę! - No niby rzeczywiście... ale ja długo pracowałem na tą sumę. Nie chcę jej tak stracić. - Będziesz miał dużo więcej, pojedziesz na Ehlandes i kupisz porządny, elficki łuk. Elf zastanawiał się chwilę. Próbował spojrzeć w oczy nieznajomego, ale ciągle odwracał od nich wzrok, nie mogąc znieść jego dziwnego spojrzenia dłużej niż kilka sekund. W końcu odrzekł: - Człowieku... nie wiem dlaczego, ale coś mi mówi ze jesteś w porządku. Coś mnie ciągnie do ciebie - może widzę to nawet w twoich oczach. Dam ci je. Ale jeśli przegram, oddasz mi co do grosza choćbyś był umierający. Nie wiem jak – ale oddasz. - O to się nie martw. Elf w końcu wyciągnął sakiewkę i także zaczął odliczać daną sumę. - Masz 2000? - Tak. Czemu pytasz? - Dobrze. daj mi 1500, 500 trzymaj w ręce. Nie dziw się niczemu i zrób bez gadania co powiem za chwilę. Elf już o nic nie pytał. Dał mu wszystkie swoje pieniądze. On jeden w całym Bristel nie czuł przed nim jakiegoś uprzedzenia - wręcz przeciwnie. Możliwe, że pojawiła się u niego nawet sympatia. Bał się jednak trochę o stratę tak dużej sumy. Tylko po co mu było te 500 arenów? Astalos tymczasem podszedł do Herbena i dał mu tyle co Jonas. - Dobrze. Pieniądze już mamy... Więc na miejsca! Jonas Dewir wziął łuk w ręce. Strażnik podszedł do niego i wręczył mu trzy strzały. Ten dokładnie je obejrzał, po czym rzekł z drwiącym uśmiechem do odchodzącego w kierunku stajni Astalosa: - Uchylisz się. Ten zatrzymał się, odwrócił i odpowiedział: - Daję 250, ze nawet nie mrugnę okiem! Fala pomruku przeszła po zgromadzonych. Elf zrozumiał - podszedł do Herbena i wręczył mu 250 arenów. Dewir zrobił to samo. Astalos tymczasem doszedł do stajni. Stanął pod samą

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Astalos en Hagor - rozdział II — czytnik · opowiadania