Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 6 min czytania

Astarte

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

napisane w roku 2005,

Siedziałem na niedużym kopulastym pagórku za miastem i wpatrywałem się w usiane gwiazdami niebo, racząc się widokiem wklęsłego księżyca po pełni. Nagle, zza pleców dobiegł mnie dźwięk miarowego, głębokiego oddechu. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą, drobną kobietę w srebrnej sukni. Jej długie, krucze włosy niemalże zespalały się z ciemnością nocy, a niebieskie oczy wręcz emanowały hipnotyzującym blaskiem. Po chwili, bez żadnego słowa nieznajoma usiadła obok i skierowała wzrok na uśpione domy w oddali. Choć nigdy wcześniej jej nie widziałem, pod względem doznanego uczucia można by mnie porównać do człowieka, który śni o wizycie nieżyjących już od dawna ludzi. Ileż to razy się zdarza, że dana sytuacja jest wręcz nieprawdopodobna, a mimo to śniący w ogóle się jej nie dziwi? Tak więc, mimo że nie spodziewałem się tego spotkania, to jednak było w nim coś naturalnego – wytwarzało wokół aurę normalności i spokoju.

Kobieta nadal siedziała przy mnie, obserwując miasto. Spojrzałem na jej profil: miała zgrabny nos i delikatne usta, które, wzbogacone uśmiechem - zdradzały dobroduszność i ciepło. Począłem wnikliwie się jej przyglądać. Rozkoszne dołeczki na policzkach i różowe wargi czyniły z twarzy mojej towarzyszki najdoskonalsze piękno. Dopiero po kilku minutach nieznajoma zwróciła na mnie uwagę, a gdy nasze oczy się spotkały, wstrząsnął mną dreszcz emocji. - Nie jest ci zimno? – zapytałem chcąc przerwać przedłużające się milczenie. - Teraz już nie... – odparła tajemniczo. Jej głos, choć miękki i sympatyczny, wydał mi się również dziwny, jakby dochodził z zupełnie innego miejsca. Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższą chwilę, a potem na niebo napłynęły ciężkie chmury, okrywając księżyc i gwiazdy. Rozpadał się deszcz. Pamiętam jak krople stukały o liście, po czym szybko skapywały na ziemię. Wsłuchiwaliśmy się w ów dźwięk i delektowaliśmy nocą. Kilka metrów dalej, piaszczysta droga stopniowo zmieniała się w błotnistą breję.

***

Otworzyłem oczy, początkowo nie orientując się, gdzie jestem. Wspomnienia z ostatniej nocy skryły się gdzieś na czarnym krańcu umysłu, umykając na kilkanaście godzin. Dopiero po chwili zrozumiałem, iż znajduję się we własnym domu. Wstałem i podszedłem do okna, skąd dochodził - nieco przytłumiony przez szyby - warkot przejeżdżających samochodów. Na ulicy i chodniku nie wyschły jeszcze kałuże po ostatniej ulewie. Rzuciłem okiem na zegarek: dochodziła już siódma. Spojrzałem na łóżko: obok leżały moje buty, a na pościeli były drobne ślady błota. Widząc to wszystko, zamarłem z wrażenia, bo przecież nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się chodzić we śnie. Po namyśle wydało mi się jednak mało prawdopodobne, iż owładnięty lunatyzmem, zdołałem opuścić nie tylko pokój, ale również dom, by potem wędrować ulicami. Nawet jeśli tak było, to dlaczego nikt mnie nie obudził? Bardziej przybliżałem się do wyjaśnienia, że wybrałem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%