Fantasy · 10 min czytania
Atku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czy na pewno mi się uda? – pomyślał, choć zdawał sobie sprawę, że za późno na odwrót. Siedział schowany za ogromnym kamieniem, kurczowo trzymając swój łuk. Towarzyszył mu od dzieciństwa. Chłopcom z jego plemienia wojownicy darowują tę broń, gdy tylko ci nauczą się chodzić. Dostają przykaz, by pilnować go jak oka w głowie i nigdy się z nim nie rozstawać. Nawet w czasie snu. Dzięki temu przyzwyczajają się do niego i traktują wyjątkowo naturalnie. Jako kilkuletnie, nieporadne brzdące niewiele potrafią zrobić, ale tradycja kultywowana z pokolenia na pokolenie ma swój cel. Nie wszyscy nabierają biegłości w tej sztuce. Najlepsi jednak z biegiem czasu zaczynają traktować łuk jak część swojego ciała, czują go tak samo, jak czuje się wyciągniętą rękę. Gdy młody adept sądził, że był już gotów, starszyzna wystawiała go na próbę. Była tylko jedna szansa i jej zmarnowanie oznaczało, że lata ćwiczeń zdały się na nic. Zdarzało się, że przez wiele miesięcy nikt nie potrafił sprostać zadaniu. Tak dobierano najlepszych. Zerwał się nagle i przebiegł kilka metrów, by skryć się za drzewem. Choć cały czas wiedział, że jest to jedynie próba, zdawał sobie sprawę z tego, że jej wynik ważył na całym jego przyszłym życiu. Nie chciał być zwyczajnym członkiem plemienia Atku. Marzył o tym, by stać się prawdziwym wojownikiem. Plemię Atku słynęło w całym pasie Artesse z najlepiej wyszkolonych łuczników. Traktowano ich niemal jak nadludzi. Bycie jednym z nich oznaczało ogromną sławę i bogactwo. Za jego usługi każda armia była gotowa zapłacić bardzo wiele. Czuł, że jego serce przyspiesza. Do tej pory udawało mu się zachować spokój, ale gdy poczuł, że zbliża się najtrudniejsza część zadania, nie potrafił się opanować. Zaczął w myślach powtarzać modlitwy do swojego boskiego patrona, tak jak to czynił jego mistrz. Wyobraził sobie swoje serce, pulsujące teraz w szybkim rytmie, i każdy jego skurcz starał się zobaczyć w myślach trochę później. Podziałało. Bycie łucznikiem Atku wiązało się nie tylko z precyzją i naturalnym zmysłem. Szkolono ich tak, by potrafili pozostać niezauważonymi. Cicha i niezwykle śmiercionośna broń była tylko dodatkiem do ich zdolności. Wykorzystywano ich do najtrudniejszych zadań, zawsze byli elitą wojska. Tworzyli zamkniętą kastę. Nigdy nie spoufalali się z kompanami i nigdy nie traktowano ich do końca jak swoich, choć okazywano im największy szacunek. Brało się to po części ze strachu. Traktowano ich niemal jak kapłanów, którym objawiono niedostępną dla zwykłych śmiertelników moc. Unosiła się wokół nich aura tajemniczości. Obserwował wejście do jaskini już od dłuższego czasu. Przeklinał sam siebie za poprzedni zryw, wydawało mu się, że wszystko, co znajdowało się w pobliżu, słyszało go. Zaczął się zastanawiać, czy prawdziwy łucznik Atku pozwoliłby sobie na tak niefrasobliwe zachowanie. Wątpliwości dopadły go w najgorszym momencie. Potraktował to jednak jako kolejne zadanie. Częścią życia każdego wojownika była walka ze swoimi słabościami i tak starał się do tego podejść. Nie ruszał się już z pewnością od kilku godzin. Zrobiło się zupełnie ciemno. Poczuł się z otaczającą go naturą jak jeden organizm. Potrafił z zamkniętymi oczami wyczuć, które liście były właśnie poruszane lekkimi podmuchami wiatru, po których gałązkach chodziły mrówki, które źdźbła trawy podnosiły się wolno, przygniecione wcześniej przez jego stopy. Zdarzało się już, że wytrzymywał bez ruchu kilka dni, nie zważając na głód i zmęczenie. Tym razem był to w zasadzie odpoczynek. Wiedział jednak, że zbliża się moment, w którym będzie musiał zacząć działać. Sprawdził mimowolnie napięcie cięciwy. Miał jednak nadzieję, że obędzie się bez używania broni. Chciał wykonać zadanie jak najlepiej. Nadchodziła najciemniejsza pora nocy. Jeśli coś miało mu sprzyjać, to właśnie brak światła. Zadanie polegało na podkradnięciu się do gniazda wielkich drapieżnych ptaków – pekali – i zabraniu ich jaja. Tylko z pozoru wydaje się proste. Pekale żyją w stadach od kilkunastu do kilkudziesięciu sztuk. Przestraszone wszystkie atakują napastnika, wydając ogłuszające dźwięki. Jeden Atku może liczyć na swoje zdolności w szybkim strzelaniu z łuku, ale również na umiejętność zlania się z otoczeniem i bezgłośnego poruszania się. W zasadzie nieważne było jak wykona zadanie. Samotna walka z dziesiątkami ostrych szponów wymagała jednak nie lada zręczności. Nieliczni decydowali się na otwarty atak stada, ale tacy wojownicy również się przydają. Liczyło się tylko, by donieść nienaruszone jajko do wioski. Dla Atku są cenne nie tylko dzięki wspaniałemu smakowi. Ich kolorowa i twarda skorupa była pożądanym…