Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 7 min czytania

Atlandyda część I "Wyspa" - Rozdział III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział III

Lucenię obudziły padające na twarz promienie słońca. Otworzyła powoli oczy i przeciągnęła się ziewając. Leżała jeszcze chwilę zanim wyszła spod cienkiej kołdry. Usiadła rozebrana przed lustrem i zaczęła rozczesywać długie, czarne włosy. Noce w kwietniu zdarzały się już na tyle gorące, że czasem najwygodniej było spać nago. Przygotowując się do kolejnego dnia rozmyślała o tym jak bardzo jest szczęśliwą osobą. Miała idealną rodzinę, była bogata, piękna i przede wszystkim kochał ją najwspanialszy chłopak w Fistii, a może i na całej wyspie. Myślała o tym, że tego dnia ją odwiedzi, aby oznajmić jej coś ważnego. Nie widziała, jaka to będzie wiadomość, ale czuła, że to zmieni jej życie. Od rana odczuwała lekkie podniecenie. Miała pewne wrażenie, o którym nie chciała myśleć wprost. Kiedy była już po kąpieli, ubrana i skończyła makijaż zeszła na dół na śniadanie. Lucenia Kioti mieszkała z rodzicami i młodszym bratem w dużym pałacu na południu Fistii. Okolica była zielona i spokojna. Sąsiadów mieli znakomitych, mieszczaństwo nie zapuszczało się w tę pałacową dzielnicę. Po posiłku z rodziną, wyszła do ogrodu, aby pod drzewem akacji czytać poezje Kaluri i czekać na swojego ukochanego. Nie mogła się skupić na wierszach, więc odłożyła książkę i zaczęła przyglądać się ptakom siedzącym na drzewach. Serce biło jej coraz mocniej, zbliżała się godzina trzynasta, czas, kiedy miała zjawić się jej „miłość”. Przewidywała, że zada jej ważne pytanie, czuła niemal pewność. Miał klęknąć przed nią, objąć jej nogi, i powiedzieć swoim dźwięcznym głosem. „Lucenio pragnę być z tobą już na zawsze, czy zostaniesz moją żoną?” Wtedy miała rozpłakać się i odpowiedzieć „Tak mój kochany. Będziemy razem przez całą wieczność”. To było oczywiście tylko przypuszczenie z jej strony, ale bardzo prawdopodobne. Spotykali się już prawie trzy lata, kochali się. Ale to nie wszystko. Ich rodziny były połączone wieloma interesami. Poza tym, jaka inna dziewczyna w ich kraju mogła być lepszą partią dla niego? Z tych rozkosznych marzeń, w jakich zatonęła wyrwały ją kroki, które usłyszała za sobą. Odchyliła lekko głowę i z urazą spojrzała na winowajcę. Wysoki, krępy człowiek, nie przypominający w niczym arystokratów Atlantydy, ukłonił się przed nią nisko. - Wybacz o pani, że przeszkadzam. - W istocie przeszkadzasz, Somyśle. – przerwała mu brutalnie – Czego chcesz? - Pan Antynios czeka w salonie. Czy mam go prosić, czy też ma zaczekać na panią? - Proś go tu - krzyknęła - Długo czeka? - Nie. Przed chwilą się zjawił. - Na co czekasz więc? - Już biegnę moja pani – odpowiedział usłużnie i odszedł. Odwracając się obrzucił ją ukradkiem dumnym i inteligentnym spojrzeniem. Umysł jej zapłonął z radości. Antynios lekko wbiegł po granitowych schodach. Orientował się dobrze w rozkładzie wnętrza domu, bywał tam często. Poznał ją przed pięciu laty, kiedy to po raz pierwszy Kioti przyprowadzili córkę na przyjęcie w pałacu Karich. Była jeszcze wtedy bardzo młoda, a on nie szukał narzeczonej, ale ich rodziny już wtedy planowały ten związek. Z czasem polubili się, a znajomość zaczęła przeradzać się w coś więcej. Nie wiedział nawet, kiedy, ale pewnego dnia stwierdził, że

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%