Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 17 min czytania

,,Atrion i Lorena’’

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdy ciemności znad Mordoru poczęły ogarniać Śródziemie, a przed wybuchem Wojny o Pierścień, żył sobie na obszarach południowej Mrocznej Puszczy lud elfów. Ich władcą był dzielny i wojowniczy Artlas. Zasłynął tym przede wszystkim, że był niesłychanie sprawiedliwy i wytrwały w swych postanowieniach. Trudno powiedzieć, skąd znaleźli się na tych nieprzyjaznych terenach. Legendy mówiły, że przodek Artlasa, Masgar był bratem władcy Leśnych Elfów znad Leśnej Rzeki. Bracia Masgar i Marebor żyli w zgodzie i darzyli się szacunkiem, do czasu, gdy zakochali się, nieszczęśni, w tej samej kobiecie. Jako, że Marebor był starszy wziął ją za swoją żonę, a ona choć kochała Masgara nie śmiała odmówić dostojnemu władcy. Dopiero, gdy dowiedziała się o odwzajemnieniu jej uczuć, uzmysłowiła sobie swój wielki błąd. Kochankowie zdecydowali się na potajemne spotkania. Niestety Marebor nakrył ich i w furii chciał zabić brata, lecz ten wykorzystując swój spryt i przebiegłość uciekł wraz z ukochaną. Marebor w złości przeklął ich. Jego życzeniem było, aby już nigdy więcej nie ujrzeli Leśnego Królestwa. Zarządził także ogólne milczenie w tej sprawie. Powiadają, że kochankowie uciekali przez kilka dni, a tam gdzie się zatrzymali założyli osadę. Mieli liczne potomstwo i ponoć byli szczęśliwi. Ale klątwa rzucona na nich przez Marebora w końcu ukazała swe oblicze. Pewnego dnia wybrali się na przechadzkę po lesie i ślad po nich zaginął. Najbardziej wiarygodne wersje mówią, że wpadli w zasadzkę przygotowaną przez orków, którzy wtedy przemierzali tamte krainy dość często. Trudno potwierdzić prawdziwość tej historii, bo Masgar z żoną niechętnie opowiadali o swoich losach. Więc możliwe, że opowieść o nich uległa częściowej zmianie i zapomnieniu przez tak długi czas, jak to zwykle ma miejsce z przekazami ustnymi. W osadzie od dawna elfowie wierzyli w tą legendę i w rzuconą klątwę, więc kiedy tylko urodził się pierworodny syn Artlasa, otoczono go troskliwa opieką. Nazwano go Atrionem i gdy dorósł był pięknym i silnym młodzieńcem, jak na elfickiego księcia przystało. Od innych odróżniał się niespotykana smukłością, szybkością, zręcznością i wysokim wzrostem. Odznaczał się bystrością oczu i uszu, bujną, czarna czupryną i szlachetnymi, choć pięknymi rysami twarzy. Wszystkie kobiety się w nim kochały, ale on interesował się tylko walką i wojną. Jako elf mistrzowsko obchodził się z łukiem, ale także był wprawny we władaniu mieczem. Ubłagawszy ojca, już w bardzo młodym wieku uczestniczył w polowaniach wraz z dorosłymi myśliwymi. Lecz niestety coraz ciemniejsze dni nadciągały nad Śródziemie. Gdy już wszystkie liście spadły z drzew, orkowie zaplanowali atak na lud Artlasa. Ukryci pod osłona nocy napadli na osadę. Napastnicy mieli przewagę liczebną, ale elfowie bronili się dzielnie. Pomimo odpartego ataku, poległo wielu, a wśród nich władca Artlas. Lud długo opłakiwał walecznego pana, a Atrion kochającego ojca. Ciało pochowano wraz z należytymi zaszczytami na jednym ze wzgórz w puszczy, który potem nazwano Pagórkiem Płaczu. Poddani wiązali wielkie nadzieje z Atrionem, jako nowym władcą, ale on uważał, że to nie jest jego przeznaczeniem. Oddał prawo rządzenia młodszemu bratu, który przyjął ochotnie to zadanie. Był łagodniejszy, powolniejszy i bardziej ułożony niż Atrion, nie miał też wielkich talentów przywódczych lub strategicznych. Atrion po krótkich przygotowaniach do drogi, ucałował matkę, pożegnał się z bratem, przyjaciółmi i opuścił na zawsze królestwo. Młodzieniec odczuwał chęć pomszczenia śmierci ojca i zasmakowania wielkiej przygody. Zaledwie oddalił się na kilka kroków, a usłyszał za sobą głos Bresta, nauczyciela i opiekuna. – Chłopcze, nie pozwolę ci, abyś odszedł beze mnie. Dawno temu, przysięgałem twemu ojcu, że będę cię strzegł aż do końca. Atrion odwrócił się i zobaczył pogodne oblicza Bresta i swego sługi Masta. –Panie – zaczął Mast – Czy pozwolisz, że dołączę się do waszej wyprawy. To będzie dla mnie prawdziwy zaszczyt, móc strzec pana jak własnego życia. –Mast, przyjacielu i wierny druhu. Zawsze byłem przekonany o twoim oddaniu – odpowiedział Atrion. I odczuł głęboką radość z przybycia przyjaciół. Zobaczył swoją przyszłość w jaśniejszym świetle. Nie będzie podróżował samotnie, to dla niego wiele znaczyło – Ale teraz ruszajmy w drogę. Czas nagli! Powoli zapada zmrok. Podróżowali pieszo uznając, że konie nie będą im niezbędne w wyprawie. Jako pierwszy cel obrali sobie wytropienie i rozbicie oddziału orków. Stworzenia te ostatnio niesłychanie często przemierzały te ziemie. Przyjaciele wędrowali, dla bezpieczeństwa, jedynie w świetle dziennym, choć przez gęstą puszczę trudno przebijały się promienie słoneczne. Po drugim dniu podróży, po wielu trudach, udali się na z dawna oczekiwany odpoczynek. Ziemia była twarda i zimna, jednakże nie narzekali na niewygody. O brzasku, jako pierwszy zbudził się Atrion. Oddalił się od spoczywających towarzyszy. Zamierzał poszukać jakiegoś źródła, aby w nim ukoić dręczące go pragnienie. Nagle, usłyszał cudowny śpiew. Zmierzał za nim, aż ujrzał piękną, tańczącą dziewczynę. W przody wydała mu się zjawą lub wspaniałym marzeniem sennym. Jej uroda i wytworność tak przenikały do jego serca, że pragnął tak pozostać na wieczność, wpatrując się w nieznajomą. W tej właśnie chwili Atrion zakochał się Lorenie, córce wielkiego władcy Leśnych Elfów. Pokochał tę, którą powinien nienawidzić. Atrion wpatrywał się z zachwytem w nią i błyszczące ogniki na rzece, które odbijały się od jej sukni, nie przypuszczając nawet, jakie to nieszczęście na niego i na nią sprowadzi w niedalekiej przyszłości. Chciał spytać o jej imię, ale gdy tylko wyłonił się z ukrycia i młoda dziewczyna go ujrzała, uciekła przestraszona. Długo jeszcze Atrion szukał ją i nawoływał, piękna nieznajoma jakby znikła. Wrócił nieszczęśliwy na miejsce, gdzie ja zobaczył. Uklęknął i patrzył w lustro wody, zastanawiał czy czasami nieznajoma nie była po prostu przywidzeniem. Młodzieniec wrócił do przyjaciół i opowiedział im dokładnie całe zdarzenie. Brest był głęboko zaniepokojony jego zwierzeniami, jakby się spodziewał, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Gdy już wszyscy byli gotowi, pozbierali swoje pakunki i raźnym krokiem ruszyli naprzód. Puszcza zdawała im się jeszcze bardziej nieprzyjazna i ciemna niż poprzednio. Miała jakby swoją własną duszę, cierpiącą właśnie teraz, kiedy wolność i piękno Śródziemia ważyła się na ostrzu miecza. Szum starych, ogromnych drzew przypominał dawne żałobne pieśni elfów wysokiego rodu, które już dziś były tak zapomniane. Gdy przebyli już spory kawałek, Atrion zauważył na ściółce leśnej wyraźne ślady kompani orków. Skierowane były na północny- wschód. Atrion stwierdził, że musieli dzisiaj maszerować w tych stronach, ponieważ odciski były jeszcze świeże i nienaruszone. Bez dłuższych namysłów pobiegli tą wydeptaną ścieżką, aż dotarli na wysokie wzgórze. Z niego zobaczyli wielką rozciągającą się polanę. Nieopodal znajdowały się nierównomiernie ułożone, potężne głazy. Między nimi rozłożyli swój obóz orkowie. Było ich zaledwie trzydziestu. Ucieszyło to niezmiernie Atriona, ponieważ stwierdził, że z łatwością uda im się wystrzelać wszystkich orków z ukrycia w chaszczach tego wzgórza. Przyjaciele nie podjęli tego pomysłu tak ochotnie, ze względy, że obawiali się, że w pobliżu mogą się znajdować liczniejsze oddziały, co było bardzo prawdopodobne. Ale ulegli namowom swojego pana i zgodzili się na jego plan. Przyczaili się tak, aby z dołu nie było ich widać i rozpoczęli bardzo szybki i celny ostrzał nieprzyjaciół. Na początku wszystko szło zgodnie z zamierzeniami, orkowie nie wiedzieli, co się dzieje, rozbiegali się we wszystkie strony i padali trupem. Nagle, zabrzmiały wrogie rogi i zjawiły się niewiadomo skąd setki rozwścieczonych orków. Najwidoczniej spostrzegli kierunek, z którego strzelali elfowie, bo za chwilę Atrion usłyszał przeraźliwy krzyk. Był to Mast, którego już orkowie dopadli i zadali śmiertelne rany. Atrion przestraszył się i wiedząc, że teraz już nic nie może zrobić, bo Mast nie żyje... postanowił, że choć spróbuje uratować siebie i Bresta. Krzyknął do przyjaciela, żeby udał się nad tą pobliską rzekę, a może tam będą mieli większe szanse na ocalenie. Z wielkim pośpiechem i trwogą pobiegli tam. Ale Atrion był znacznie szybszy i sprawniejszy niż Brest, więc nieprzyjaciele z łatwością dopadli Bresta i zabili. Atrionowi niespodziewanie udało się dotrzeć nad rzekę, tam został

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
,,Atrion i Lorena’’ — czytnik · opowiadania