Biografia · 13 min czytania
Autobiografia (rozdział 17)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 17 Mijały dni i tygodnie. W Gdańsku zaczęło robić się coraz cieplej, a w drugiej połowie marca można było poczuć wiosnę. Paulina lepiej się już czuła, choć jeszcze cały czas wisiało nad nią widmo kolejnych "nowostwórków", które czają się w jej mózgu. Jednak dziewczyna się tym nie załamywała, wręcz przeciwnie - starała się znaleźć jak najwięcej powodów do śmiechu i radości. Na dwa tygodnie przed Wielkanocą odbył się konkurs psychologiczny, na który Agnieszka zapisała Paulinę. Dziewczyna zajęła w nim piąte miejsce, lecz nie przejmowała się tym, że jest poza podium. Dyrektorka zapewniała ją, że dla pierwszych dziesięciu osób są indeksy na najlepsze uniwersytety w kraju. Dawid postanowił przedstawić Paulinę swoim rodzicom. Już teraz miał pewność - to jest ta jedna, jedyna kobieta, z którą chce spędzić resztę życia. U jubilera zaopatrzył się w piękny pierścionek zaręczynowy, który był wyjątkowy. Na spodzie miał wygrawerowany napis: "Na zawsze Twój - Dawid". Chciał, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Te zaręczyny miały być niezapomniane i najwspanialsze... Paulina nie była świadoma powagi sytuacji. Choć wiedziała, że chłopak chciał ją przedstawić swojej rodzinie, nie miała świadomości do czego jest zdolny ten jej chłopak. W końcu nadeszła ta pora, kiedy chłopak zapukał do jej domu. Ona była już gotowa na to spotkanie. Dziewczyna wyglądała pięknie. Założyła fioletową koszulę i czarne jeansy. Do tego zrobiła dość mocny, ale przyzwoity makijaż. Dawid dał jej piękny bukiet jej ulubionych kwiatów, które zawsze poprawiały jej humor - stokrotek, które o tej porze roku były cudem dostępne tylko w jednej kwiaciarni. - Cześć kochanie - przywitał się z nią, gdy wszedł do domu i dał jej kwiatki. - Cześć, dziękuję - powiedziała, po czym pocałowała go namiętnie. Przez całą drogę do jego domu, dziewczyna rozmyślała na temat tego, czy przypadnie do gustu jego rodzicom. Co powiedzą na potencjalną przyszłą synową. W końcu przyjechali. Choć Paulina znała Dawida już dość długo, jeszcze w jego domu nie była. Było to mieszkanie w bloku, przy dużym parku. Zanim dziewczyna weszła do bloku, chłopak złapał jej dłoń i kazał się jej rozluźnić. Później weszli do jego mieszkania, a tam powitała ich jego mama - Zofia. W chwilę później dołączył do nich jego ojciec, po czym mogli usiąść do posiłku. Zjedli kolację rozmawiając na luźne tematy. Zofia cały czas przyglądała się Paulinie. W końcu Dawid postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. - Chodź - powiedział do dziewczyny. - Zaraz będzie cały dom ludzi, a ja nie bardzo mam ochotę tu z nimi przebywać - wyszeptał w końcu. - To co, chcesz się urwać? - zapytała dziewczyna niedowierzając. - Pragnę, ale tylko z tobą - wyznał, po czym pocałował namiętnie jej usta. - No dobra, tylko daj mi się pożegnać ze swoimi rodzicami. Powiem im, że muszę spadać, bo rodzice nie mają z kim zostawić małego. - Weźmiesz to na siebie? - zaśmiał się, po czym pocałował czule dziewczynę. Po chwili Paulina pożegnała się z rodzicami Dawida i wyszli z jego mieszkania. - To co, gdzie teraz idziemy? - zapytała dziewczyna, gdy chłopak przepuścił ją w drzwiach od klatki schodowej. - A mogę cię porwać? - odpowiedział pytaniem, po czym pocałował ją najczulej jak potrafił. - Zawsze i wszędzie - zaśmiała się, po czym wsiedli do samochodu chłopaka. - W takim układzie jedziemy - powiedział to i urwał w pół słowa - zaraz zobaczysz gdzie! I pojechali. Chłopak prowadził samochód, a dziewczyna próbowała wymusić na nim zeznania gdzie jadą. Pół godziny później byli na miejscu. Gdy wysiedli z samochodu, usłyszeli szum spokojnego morza. Zeszli na plażę, która wczesną wiosną wyglądała cudownie. W blasku zachodzącego słońca trzymali się za ręce i spacerowali po plaży z uśmiechami na twarzach. W końcu Dawid się zatrzymał. Złapał Paulinę za obie dłonie i obrócił do siebie, po czym przykląkł na jednym kolanie, puszczając Paulinę i łapiąc jedną ze swoich kul zanim zdążyła upaść na piasek. - Przepraszam cię, kochanie. To nie tak miało wyglądać - powiedział, po czym puścił drugą rękę dziewczyny i pozwolił, aby druga jego kula upadła na ziemię, po czym z kieszeni w jeansach wyjął maleńkie pudełeczko i je otworzył. Paulinie ukazał się śliczny pierścionek z białego złota. - Paulinko, jesteś jedyną kobietą, którą pokochałem całym sercem. Czy zrobisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - zapytał, czym zaskoczył, a równocześnie rozradował dziewczynę. - Nie - bardzo łamał się jej głos - nie mogę w to uwierzyć! Kocham cię i to się nigdy nie zmieni. Tak, zostanę twoją żoną - powiedziała, po czym na jej policzkach pojawiły się pierwsze łzy szczęścia. Dała mu swoją dłoń, aby założył na nią pierścionek. Gdy już to zrobił, wstał i wziął ją w objęcia. Zapomnieli na chwilę o swych chorobach i niepełnosprawnościach. Rozmawiając i całując się co chwilę, chodzili po plaży. Cały świat jakby przestał istnieć. Upajali się swoją obecnością. W końcu musieli jednak się rozstać. Chłopak przywiózł Paulinę pod dom jej ojca, za co dziewczyna bardzo uprzejmie mu podziękowała gorącym pocałunkiem.
Następnego dnia obudził ją ojciec, pukając do jej pokoju. - Proszę - powiedziała uprzejmym, lecz zaspanym jeszcze głosem. - Cieszę się, że już nie śpisz córeczko - uradował się, gdy przestąpił przez próg. - Jakże miło cię widzieć w środku nocy, tato - zaśmiała się. - Chyba wczoraj późno wróciłaś - zaczął mówić - i nie powiedziałem ci, że my dzisiaj z samego rana musimy wyjechać - oznajmił w końcu. - Gdzie wyjechać? O czym ty mówisz? - nie bardzo rozumiała ojca, jednak domyśliła się powodu swojego roztargnienia - ona po prostu jeszcze drzemała! - Kochanie, dostałem zaproszenie na sympozjum i już dzisiaj mamy tam być. - Ale ja... - powoli dochodziło do niej to, co mówił Marek i zaczęła protestować. - Nie martw się. Mówiąc "my", miałem na myśli Monikę, Kacpra i siebie. Mam nadzieję, że dasz sobie radę w domu. - Tato! Jestem już starą babą, więc będę zachowywać się racjonalnie, obiecuję - obiecała, po czym wysłała mu buziaka i wybuchnęła śmiechem. - Tylko masz się zachowywać! - pogroził jej palcem ze śmiechem. - Dobrze tatusiu. - I…