Biografia · 7 min czytania
Autobiografia (rozdział 2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Operacja
Zrobiono Paulince wszystkie dodatkowe badania i podano potrzebne szczepionki. Dwudziestego pierwszego stycznia lekarze bezsprzecznie zadecydowali, że trzeba przeprowadzić zabieg. Następnego dnia Paulinka była przygotowywana do tego, lekarze również zabezpieczali się na wszelkie możliwe sposoby. Poprosili punkt krwiodawstwa, aby dali im dodatkową „porcję” krwi AB Rh+. Po zabraniu Paulinki na salę operacyjną, Anna usiadła na krześle, w oczekiwaniu. Po chwili przyszedł do niej jeszcze doktor Kibard. - Dzień dobry – przywitał się. – Jak się pani czuje? – zapytał troskliwie. - Dzień dobry – próbowała się uśmiechnąć. – Strasznie się boję – wyznała. - Nie będę ukrywał, że to bardzo skomplikowany zabieg, ale teraz nie wolno się załamywać. Paulinka będzie teraz potrzebować pani dużo bardziej, niż dotychczas. - Paulinka zawsze była takim dobrym dzieckiem. Chociaż pakowała się w kłopoty, jak każdy mały urwis, to… - rozpłakała się. - Jeszcze tak będzie… - przytulił ją do swojej piersi. – Zobaczy pani, że już niedługo nie będzie się pani mogła opędzić znów od swoich córek… - zapewniał. - Panie doktorze… - Jestem Krzysiek – przerwał jej, uśmiechając się. - Anka – przedstawiła się.
Po chwili Krzysiek został wezwany na salę operacyjną. Anna czekała w niesłabnącym napięciu. Kilka minut po dziesiątej zadzwonił jej telefon. - Halo – odebrała. - Cześć Anuś, gdzie teraz jesteś? – zapytał kobiecy głos w słuchawce. – I jak tam z moją Pauliśką? - Cześć Asiu. Przecież mówiłam ci, że Paula ma dzisiaj zabieg. Już ją operują, a ja czekam na jakieś wieści – wyjaśniła siostrze. - Mogę do ciebie przyjechać? – zapytała. - Jasne. Będzie mi raźniej. Godzinę później siostra znalazła ją na poczekalni. - Przepraszam, że nie przyjechałam wcześniej, ale nie mogłam. Ten dupek nie chciał dać mi urlopu… - zaczęła się tłumaczyć. - Spokojnie. Przecież masz pracę i własne obowiązki. Ja i Paulinka to przecież… - Paulinka jest dla mnie ważna jak córka… W końcu jestem jej matką chrzestną… - wyznała dumnie. - Dziękuję, że przynajmniej na ciebie możemy liczyć. Ty i rodzice jesteście dla mnie teraz jedynym oparciem… - A ten łajza się do ciebie nie odzywał? - Dzwonił, pogadał chwilę z Pauliśką. Potem zadzwonił do Majki. Jako ojciec nie jest zły… Po prostu nie umie tworzyć związków partnerskich, ale naprawdę nie jest złym człowiekiem – przekonywała.
Anna niecierpliwiła się coraz bardziej. Po czternastej, już co chwilę patrzyła na zegarek. Była strzępkiem nerwów. - Chodź, pójdziemy na obiad – powiedziała Asia, podnosząc się z krzesełka. - Ja nie mogę. Przecież w każdej chwili lekarze mogą wychodzić z Paulą. - Anka, ona i tak na razie będzie nieprzytomna. Przewiozą ją na wybudzeniówkę. Później pójdziemy, ja do niej, a ty pójdziesz do lekarza i może powie ci coś więcej… - Co ja bym bez ciebie zrobiła, malutka? - Umarłabyś z głodu, idziemy na obiad – zarządziła Aśka. - Dobrze, pani dietetyk – zasalutowała, śmiejąc się. Zeszły do bufetu. Anna zamówiła miseczkę rosołu, bo wiedziała, że nic więcej nie przejdzie jej przez gardło. Żołądek podchodził jej do gardła, a w głowie kłębiły się miliony myśli. Nie wiedziała, jak teraz będzie wyglądało ich życie. Jej oraz Pauliny i Mai. Wiedziała, że będzie musiała dużo więcej czasu poświęcić swojej młodszej córce, ale nie miała pojęcia jeszcze do jakiego stopnia. Siostry zjadły posiłek i poszły