Biografia · 10 min czytania
Autobiografia (rozdział 4)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejne dni mijały, Paulinka niestety, gdy została odłączona od respiratora, zaczęła oddychać bardzo niemiarowo, więc jeszcze dwa dni obsunęło się wybudzanie jej. Udało się to dopiero trzydziestego pierwszego stycznia, w osiem dni po zabiegu. Wtedy Anna siedziała całymi dniami przy niej. Córka bardzo tego potrzebowała, gdyż jeszcze nie dała rady sama się nawet ruszać. Lekarzy bardzo zaniepokoił fakt, że pojawił się całkowity niedowład prawej strony ciała. Oni byli pewni, że wszystko zostało wykonane prawidłowo. Ponadto jeszcze od zbyt długiego zabiegu, pod skórą jej głowy, zaczął zbierać się płyn fizjologiczny. Gdy już dziewczynka mogła podnosić się z łóżka, matka przywiozła do jej sali dość duży, granatowy wózek. Codziennie Paulinka jeździła na świetlicę. Jednak były momenty, kiedy Kibard zapraszał Annę na kawę. Paulinka bardzo chętnie wtedy chodziła z matką i w pewnym sensie bardzo polubiła doktora Kibarda. On rysował dziewczynce, co raz przynosił jej inne zwierzaczki na papierze. Wtedy zaczął się koszmar… Na kolejnym obchodzie po zabiegu pan profesor zbadał główkę dziewczynki i stwierdził, że jest pod skórą bardzo dużo płynu. Po obchodzie, doktor Kibard musiał zabrać dziewczynkę do gabinetu zabiegowego, aby odessać ten płyn. Posadził ją na stole, a sam założył rękawiczki i wziął do ręki dużą strzykawkę. Dziewczynka wiedziała, że coś jest nie tak. Widziała, że jej matka również się boi, więc i w nią wdarło się przerażenie. Dotąd tak bardzo ufała temu lekarzowi. Teraz mówił jej, że to nie będzie bolało, że posmarował maścią, aby broń Boże, nie bolało. Mimo wszystko, bolało bardzo. Dziewczynka wyrywała się, wiszczała i płakała. Gdy pobrał, Anna zauważyła, że była to krew z główki jej córeczki. Z jednej strony chciała bronić córkę, ale wiedziała, że nie może zrobić kompletnie nic; że to dla jej dobra. Takie zabiegi powtarzały się średnio dwa razy w tygodniu… Po tej operacji już nic nie było tak samo… Paulinka omijała gabinet Kibarda z daleka. Natomiast Anna zbliżała się do mężczyzny coraz bardziej. Coraz częściej umawiali się na posiłki czy na kawę. W drugiej połowie lutego zaproponował, żeby zamieszkała u niego. On i tak codziennie jeździł do szpitala, więc bez problemu dojeżdżałaby razem z nim. Anna chwilę się zastanawiała, ale w końcu zgodziła się na taki układ. Podzieliła się swoim szczęściem z Asią, która jej pogratulowała. Coraz częściej ciocia była u Paulinki, dała Annie chwilkę wytchnienia. Gdy Annę zaczęły łączyć z Krzysztofem poważniejsze uczucia, bez precedensów zostali parą. Choć mężczyzna był dziesięć lat starszy od niej, Anna była pewna, że będzie cudownym ojcem dla jej dzieci. Do Paulinki przyjechała Majka z dziadkiem i babcią. Paulinka, choć nie miała włosków, wyglądała bardzo ładnie. Nawet niesymetryczny uśmiech dodawał jej uroku. Ósmego marca mogła w końcu pożegnać oddział neurochirurgii, ale niestety jeszcze zostawała w tym szpitalu na rehabilitacji. Anna była pewna, że jej córka jeszcze będzie chodzić. Krzysztof tymczasem przygotował na ten wieczór specjalną kolację. Akurat miał wolne w szpitalu, więc nie miał problemu z tym, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zawiózł Annę rano do córki, a sam chwilę później przyjechał do domu. Najpierw zrobił zakupy, później sprzątał do południa. Jako rozwodnik miał to wszystko opanowane do perfekcji. Choć w stosunku do kobiet nie był wylewny i był raczej typem odludka, to jednak w Annie dostrzegł kobietę, przed którą może się otworzyć. A może nawet w przyszłości być z nią szczęśliwy? Anna, gdy już pomogła Paulince się umyć i przebrać w piżamkę, dziewczynka położyła się do łóżeczka. Kobieta opowiedziała jej bajkę. Po chwili Paulinka spała, a Krzysztof był przy szpitalu i czekał na jej matkę. - To co, możemy jechać? – zapytał, gdy się przywitali. - Jasne – odpowiedziała wesoło.
- Jak się dzisiaj czujesz? – pytał, gdy jechali do mieszkania. - Dobrze, już teraz… Ale w dzień… Wiesz, że awansowałeś na największego tyrana, prawda? Pauliśka nie chce do ciebie chodzić. Nawet słyszeć o tobie nie chce. - Nie powiedziałaś jej jeszcze o nas? – zapytał zdziwiony. - Nie wiedziałam jak – przyznała. - Jakoś sobie poradzimy, zobaczysz – przekonywał, kładąc jej prawą dłoń na policzku. - Kocham cię – wyznała lekko, pierwszy raz w ich wspólnym życiu. - Kompletnie straciłem nadzieję, że kiedyś usłyszę te słowa – ucieszył się. – Ale wiesz co, mam dla ciebie przykrą wiadomość – wyznał z powagą. Anna przeraziła się i już chciała wychodzić z samochodu w trakcie jazdy. - Jaką? - Jeśli ty mnie kochasz i ja cię kocham, to chyba jest tylko jedno wyjście… - w tej chwili zaparkował przed swoim domem. - Jakie? –zapytała, gdy otworzył przed nią drzwi. - Takie, że będziemy razem bajecznie szczęśliwi… - Ale jak przekonamy Pauliśkę? A poza tym ja mam jeszcze jedną córkę, a ty jej jeszcze nie znasz… - była pełna…