Biografia · 10 min czytania
Autobiografia (rozdział 7)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Następnego dnia dziewczyna obudziła się w doskonałym humorze. Zanim zeszła na dół, Monika zrobiła już śniadanie. - Cześć malutka, wyspałaś się? – zapytała kobieta. - Tak, a co tutaj tak pięknie pachnie? – zapytała. - Nie gadaj tyle, tylko pomóż mi nakrywać do stołu – zaśmiała się kobieta. - Tak jest – zasalutowała Paulina. Obie roześmiały się. W takich nastrojach zastał je Marek, który zszedł wraz z Kacperkiem z poddasza. - O, a co tutaj tak wesoło? – zaciekawił się. Cieszył się, że może widzieć córkę w tak dobrym humorze. Już dawno nie widział jej tak rozweselonej i szczęśliwej. Cały ten dzień Paulina wraz z ojcem, macochą i braciszkiem spędzili bardzo ciekawie. Na początku dziewczyny stwierdziły, że jest zbyt piękny dzień, żeby siedzieć w domu, więc cała rodzina około jedenastej siedziała już w samochodzie jadącym na słoneczną plażę Sopotu. Tam spędzili cały dzień. Wieczorem Marek zaproponował, że pojedzie z małym do domu i ułoży go spać, a one mogą zostać na koncercie. Coś takiego nie zdarzało się często, więc Monika zgodziła się bez zastrzeżeń. Pauliny też nie musieli przekonywać, bo ona uwielbiała wszystkie tego typu imprezy. Gorąco podziękowała ojcu, że tak bardzo wierzy w jej dorosłość i samodzielność. Po chwili, gdy już go nie było, kobiety mogły bez żadnych konsekwencji iść się bawić. Bawiły się do późnej nocy. Gdy już wracały taksówką do domu, nawiązała się między nimi rozmowa: - Pauluś, widzę, że cały czas trzymasz mnie na dystans – nawiązała Monika. - Przepraszam, ale widzi pani… - urwała. – Cholera, nawet nie wiem, jak mam się zwracać! – zezłościła się. - Po prostu, mów mi Monika. W końcu między nami nie ma jakiejś kolosalnej różnicy wieku, a nawet gdyby była… Widzę, że jest ci trudno jeszcze pogodzić się z tym, że ja z Markiem… - To już przecież… Poczekaj… W przyszłym tygodniu macie rocznicę ślubu! – olśniło dziewczynę. – Tylko którą? – zastanowiła się przez chwilę. – Kacper ma teraz trzy latka, więc to będzie wasza już czwarta, dobrze wnioskuję? – zapytała. - Dobrze… - zaśmiała się Monika. Gdy już dojechały do domu, Monika zapłaciła kierowcy i kobiety skierowały się do domu. Gdy już weszły do mieszkania, zdziwiło je, że jest idealna cisza. Marek zawsze lubił siedzieć do późna, a tego dnia, jak się później okazało, zasnął wraz z Kacprem na kanapie. Paulina poszła do swojego pokoju, wzięła kosmetyczkę i pidżamę i poszła pod prysznic. Nie miała już siły, więc szybko tylko się przepłukała i poszła spać. Kilka następnych dni mijało bardzo podobnie. Gdy była ładna pogoda rodzina jeździła i odkrywała coraz to nowe plaże; natomiast gdy pogoda nie dopisywała dziewczyny oddawały się temu, co lubią najbardziej: zakupom. Najmniej przyjemne wydawało się takie rozwiązanie Markowi, bo to on cały ten czas biegał za Kacperkiem. Paulina natomiast cały czas nie mogła przestać się śmiać, gdy patrzyła na niego i mówiła, że odrodził się jako młody mężczyzna. Całe wakacje spędziła bardzo miło. Na początku sierpnia, postanowiła zapisać się do szkoły. Tylko nie miała pojęcia, gdzie. - Pomożecie mi? – zapytała pewnego wieczora, gdy Kacperek już spał. - Ale w czym? – zdziwili się oboje. - Bo, tato, obiecałeś, że będę mogła zostać tu na rok szkolny, tylko, że ja tutaj nie mam szkoły… - A co to za problem? Przecież, nawet jutro możemy iść do dyrektora… - Monika nie widziała w tym żadnego problemu. - No tak, ale ja nie wiem, które liceum jest dobre i tak dalej… - A może chciałabyś chodzić do liceum mojej przyjaciółki? Ona tam ma wszystko, czego tylko zapragniesz… Ostatnio, gdy byłam tam u niej, to pokazywała mi swoją pracownię chemiczną… Bajka… - A gdzie jest ta szkoła? – zainteresowała się dziewczyna. - Może o niej słyszałaś, to jest Liceum Ogólnokształcące numer sto jedenaście imienia profesora Bratka… - Czy słyszałam? Ja marzyłam o tej szkole! – niemal wrzasnęła, lecz po chwili się opanowała. - Ale nie mogę tam iść… Ty widziałaś, jakie tam mają czesne?! - Czesnym akurat się nie przejmuj, córeczko… Jeśli chcesz tam iść, to nic nie stoi na przeszkodzie – oznajmił Marek, a Paulina rzuciła się mu na szyję. - Naprawdę? Nie będzie problemu? Tato, przecież wy… - Spokojnie, Paula… Mam odłożonych trochę pieniędzy. Miały być na twoją edukację i właśnie nadarza się ku temu okazja – tłumaczył jej ojciec. - Wiecie, że was kocham? – chciała się upewnić. - Pewnie, że tak… - odpowiedział Marek. – Ale wiesz co, wydaje mi się, że powinnaś jeszcze w czasie wakacji pojechać do Warszawy, choćby na dwa dni… - chciał zacząć temat. - Ale po co? – zapytała, lekko przestraszona. - Choćby po to,…