Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Automatyczne sny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nad Megapolis czasem latały samoloty należące do nieszczęśliwych ludzie nieznających swojego miejsca w rzeczywistości. Miliony świateł oświetlały puste, bezpieczne ulice. Wysokie budynki komponowały się z matematyczną precyzją w otaczający je krajobrazem. Zapalone w domach lampy dawały wystarczającą ilość delikatnego światła, aby ciągle aktywnych mieszkańców uspokoić i uśpić. Tych o odpowiednich umysłach oczywiście.

Dla całej reszty istniał pociąg. Nie mieli oni samochodów, bo nie byli w stanie pojąć rozkładu ulic lub przepisów kodeksu drogowego. Izolowani w swoim niemalże prywatnym pociągu po cichu pracowali w nocy.

Kiedy reszta Megapolis spała oni linią 421 jechali przygotować świat. Zamiatali ulice, aby były idealne, pracowali na budowach, naprawiali zniszczony sprzęt. Młodzi przyuczali się do zawodów obserwując rodziców. Nielicznie pechowcy musieli kontrolować ich pracę, zamiast spać. Bez emocji wykonywali swoją powinność wiedząc, że przysłużą się całemu społeczeństwu.

Idealnie ogolony mężczyzna w skrojonym na miarę garniturze spokojnie obserwował uwijających się robotników. W myślach przeliczał prawdopodobieństwo skończenia budowy na czas. Było ono niskie. Martwiło go to niezmiernie. Trzeba będzie przyśpieszyć tempo. No i znaleźć zastępstwo dla wszystkich którzy nie wytrzymają tempa. Tylko, że morale wśród pracowników było kiepskie. Statystyki wskazują, że psychicznie nie wytrzymają i wszystko się zatrzyma.

Przechadzając się pomiędzy spoconymi robotnikami myślał o Większym Dobru. Wszystkie plany oraz badania wskazują, że są coraz bliżsi osiągnięcia wyznaczonego celu. Jednak bez jego projektu cały plan może paść. Badanie Słońca pozwoli odkryć tajemnice przeszłości i przybliżyć nas do przeszłości.

Chyba nie będzie innego wyjścia niż przekonać ich, aby szybciej pracowali. Patrząc na pokryte bliznami plecy siwowłosego tragarza rozważał różne opcje. Mógł kontynuować taktykę zwiększonej motywacji, ale obliczenia pokazują, że przestaje skutkować. Nadchodził etap apatii i bierności. Trzeba zmienić metodę.

Pozostała już tylko jedna droga. Kosmodrom musi być skończony w terminie inaczej cała misja zostanie przesunięta o dobre kilka lat. Sabotażyści nie próżnują, tylko dzisiejszej nocy w wypadkach zniszczono dziesięciu pracowników. I dobrze, dzięki temu budowa nie odstawała od normy. Liczne historyczne przykłady potwierdzają, że najlepszym spoiwem jest krew.

W myślach wybrał numer i połączył się z centralą. Zamówił transport nowych robotników oraz jeden kontener motywacyjny. Typ Mk IV, kod czerwony – najwyższy priorytet. Teraz mógł już tylko czekać, aż przyjdzie transport zakazanych dla Ludzi towarów, takich jak na przykład książki..

Numer 880608 wykonywał swoje obowiązki. Nienawidził ich z całego serca, a nawet bardziej. Czuł jak w jego sercu rośnie gniew. Nie zwracał nawet uwagi na impulsy elektryczne wysyłane przez implant mające go uspokoić. Do tego bólu przywykł, nie mogli go do niczego zmusić. Wypchnięty przez społeczeństwo, gdy okazało się, że nie ma pożądanych zdolności znalazł się na samym dnie. A było ono grząskie. Niemożliwym było odbić się od niego.

Wtedy usłyszał szept, dziesiątki szeptów. Wiedział, że nadchodzą. Odrzucił narzędzia mimo, iż karą była śmierć. Przechadzali się spokojnie pomiędzy nami. Każdy wiedział jak wyglądają. Idealni w swojej niedoskonałości. Opętani tylko jedną myślą – zniszczyć nas wszystkich. Tak mówiły filmy wyświetlane w pociągu. Zabiją kogoś z nas! Uciekaj, uciekaj, uciekaj, szybko schowaj się zanim cię zauważą. Byli tu wczoraj i wybrali kogoś. Inni też ich na pewno widzą.

“A my widzimy ciebie” - usłyszał w swojej głowie. Głos był delikatny, kobiecy, wręcz anielski - “pomożemy ci”. Chyba przestał się wtedy bać. Sądził, że nie mogło stać się nic lepszego. Uśmiechnął się do znajomych, niektórych nie widział już od wielu lat. Radość powoli opływa go pozwalając zapomnieć o pracy, a myślą uciec w kierunku dawno przeczytanych książek, krajobrazów oraz pewnemu zdarzeniu.

Znowu usłyszał ten huk! Nalot! Gdzie są wszyscy?! Pieprzyć ich i ich zasrane życia! Byle szybciej do schronu. Za duży hełm opada na oczy, a karabin boleśnie wbija się magazynkiem w bok. Poprzez ruiny, prosto do bazy. Biegiem. Eksplozje są coraz bliżej, kamienica tuż obok wali się od samej fali uderzeniowej. Podmuch przewraca na ziemię. Pomimo mocno zaciśniętych oczu, nie zapomnisz gdzie jesteś. Smak pyłu w ustach przywraca do życia. Wtedy wbiegł prosto na tych zimnych, mechanicznych drani... złapał za karabin... oni już wycelowali... pierwsza seria pozbawiła go życia przebijając kamizelkę, sięgając serca oraz zmieniając płuca w poszarpane strzępy.

--------CRITICAL ERROR, USER WILL BE DELETED------------------

Nastała prawdziwa ciemność, nie pozostało nic. Co najwyżej śmiech martwych bogów.

Detektyw Marius III siedział wpatrując się tępo w ścianę. Należał do Ludzi, jednak konieczność obracania się pośród Niższych mogła źle na niego wpłynąć. Dlatego kiedy zdecydował się na służbę podłączono

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Automatyczne sny — czytnik · opowiadania