Kultura · 8 min czytania
Autorytet- potrzebujemy przetartych ścieżek?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Autorytet to człowiek, budzący zaufanie, będący expertem w danej dziedzinie albo wyrocznią w sprawach moralnych. Cieszy się poważaniem, ma wpływ na zachowanie i myślenie innych ludzi”- to jest opinia słownika języka polskiego. Najczęściej za autorytety ludzie wybierają sobie postacie powszechnie znane i lubiane. Chociaż zastanawiam się czy nie powinnam napisać "wybierali". Kiedy próbowałam jakoś wypytać znajomych czy nawet rodzinę o ich autorytety, prawie za każdym podejściem słyszałam pytanko: "Po co?". No właśnie. Po co??? Dlaczego ludzie wpatrują się w innych, chcą być jak całkiem im obca (przeważnie) osoba, jeśli mogą podziwiać siebie samego????? Chyba znam odpowiedź na to pytanie. Każdy z nas pragnie być doskonały. Kobiety chcą być mądre, piękne i pracować na wysokich stanowiskach, chcą by mężczyźni padali im do stóp i pragną ogólnie rządzić światem. Podobnie jest z facetami. Jednak rzadko się zdarza, że ktoś ma wszystkie z tych cech. No i tutaj pojawiają się dwie opcje związane z autorytetami (napiszę o kobietach, bo jest mi to jakoś tak bliższe). Siedzimy przed TV i podziwiamy Doktor Quinn, za to że pomimo takiego nawału pracy i niebezpiecznych przygód świetnie wygląda, wychowuje 3 dzieciaków i zdołała jeszcze w sobie rozkochać tak przystojnego faceta. W tej sytuacji człowiek-kobieta jest raczej bierna. Raz w tygodniu oglądnie kolejny odcinek serialu, a potem przez następne dni chodzi w papilotach i marudzi, że ona też by taka chciała być. Jest jednak drugie wyjście (wg mnie trochę lepsze). Tak trzymając się jeszcze tego samego serialu: kobieta owszem ogląda go tam raz w tygodniu, ale po sto pięćdziesiątym ósmym odcinku decyduje się na studia medyczne. Potem postanawia wyjechać do jakiejś zabitej dechami wiochy, adoptuje 3 dzieci i rozkochuje w sobie miejscowego zbuntowańca (oczywiście w między czasie oglądając kolejne odcinki Dr. Quinn). Wiem, że to może być jakiś skrajny przypadek, ale i takie się zdarzają. Czyli chodzi o to, że większość ludzi do swojej osoby podchodzi bardzo krytycznie. Wśród innych osób (zwłaszcza u tych które znamy tylko z opowieści, książek czy seriali) widzimy przede wszystkim fakt, że oni są od nas lepsi w jakiejś dziedzinie. Kiedy myślimy o kimś kto łatwo dochodzi do swoich celów, myślimy, że konsekwentnie wypełnia wyznaczone zadanie. Jednak często nie chcemy zauważać tego, że on w tym celu wykorzystuje innych, a jego droga do sukcesu jest wysłana trupami. To dziwne porównanie, ale identycznie jest, gdy jesteśmy zakochani. Kiedy kogoś kocham, nie przeszkadza mi to, że się spóźnia, że nosi żółte skarpetki do zielonych spodni itd. Do czego są potrzebne nam autorytety, czy są niezbędne? Nie ma na te pytania jakiś konkretnych odpowiedzi, bo w przypadku każdego z nas jest inaczej. Jak na razie dla mnie są to tak zwane "pytania retoryczne". Nigdy nie miałam jakiś konkretnych autorytetów. Nikt nie miał totalnego wpływu na "moje myślenie". Jednak to nie chodzi tylko o fakt, że kogoś podziwiam. Abym mogła kogoś nazwać moim autorytetem musze chcieć postępować tak jak on, iść tą samą drogą, osiągnąć to co mój wzór. Przecież gdybym się jakoś dokładniej zastanowiła, to doszłabym do wniosku, że każdy z dotychczas przez mnie spotkanych ludzi miał wpływ na mój sposób myślenia, moje życie. W każdym człowieku jest coś (nawet takie najmniejsze coś) co mi imponuje. Podziwiam artystów, którzy co wieczór wychodzą na scenę i grają przed gigantyczną publiką. Polityków, którzy biorą na siebie ogromną odpowiedzialność. Nauczycieli, którzy próbują jakoś przygotować małolatów do dorosłego życia. Podziwiam zwykłych szarych ludzi, którzy żyją najnormalniej w świecie, tak jak im się podoba; nie pozują. Podziwiam "szczoty", które wstają kilka godzin wcześniej by ułożyć sobie fryz, zrobić make-up i wyprasować wrzosowe wdzianko. Podziwiam…