Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 9 min czytania

Autostopem przez życie [1]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zrobiłam to, bo co miałam zrobić. Siedzieć w zastęchlonej dziurze z rodzicami, którzy cały dzień chlali i kazali roznosić ulotki… Tak ulotki i to tylko po to, żeby potem mogli sobie w spożywczaku kupić wino za pięć zeta i znowu się uchlać na całego. Dzisiaj, kiedy akurat byli wstawieni, szybko spakowałam ciuchy, (których wiele nie było) jakieś kosmetyki, i rzeczy do codziennej toalety i poszłam. Przy okazji wzięłam ze sobą zaskórniaki, które szczelnie ukrywałam pod listwą w podłodze i udałam się na przystanek autobusowy. Tylko to miejsce przyszło mi do głowy. Przynajmniej byłam pewna, że o tej porze (było grubo po północy) nikogo tam nie będzie… Szczelnie okryta jedynym kocem bez plam i dziur, rozmyślałam ,a w zasadzie marzyłam. To jedyne zajęcie, które pozwalało mi się oderwać od szarej i cholernej rzeczywistości. Rzeczywistości, która była na tyle dziadowska, że odechciewało mi się żyć. W szkole… w szkole miałam przechlapane. Nikt mnie nie lubił, nie odzywał się i od pierwszej klasy podstawówki…. W zasadzie od drugiego półrocza w tejże klasie siedziałam sama. Cały wolny czas, między dorywczymi pracami, a szkołą zajmowała mi nauka, która na moje nieszczęście się skończyła wraz z nadejściem wakacji. Średnia 5.7… Ale co z tego jak nie miał mi kto pogratulować, przytulić i powiedzieć, że jest ze mnie dumny. Wszystko robiłam dla siebie… to było uciążliwe. A tego dnia już nie mogłam. Kierując się wolnym czasem, szesnastoletnim wiekiem i całkiem sporą sumką pieniędzy postanowiłam się wyrwać i zacząć wszystko od nowa, wiedząc, że nikt za mną nie zatęskni i nie będzie szukał.

^^ ^^ ^^ ^^ O piątej rano obudziło mnie wschodzące słońce, które zaczęło nawalać, tym swoim blaskiem. Spakowałam do plecaka koc i ruszyłam w poszukiwaniu „Toy-toy-ów” , czy jakoś tak. Nooo…. Po prostu poszłam poszukać tych parszywych kibli, gdzie były dziury w kamienieniu i choćby cały otwór był zawalony gównami już w południe, to i tak nikt by tego nie opróżnił do dnia następnego. Wreszcie znalazłam. Stał koło budowy. Był we wstrętnym, niebieskim kolorze, a zalatywało od niego nim się go spostrzegło. Spontanicznie szarpnęłam za drzwi, a tam… jakiś żul normalnie. Siedzi se na tym zimnym marmurze i cały czerwony, (albo z wysiłku, albo z podniecenia) najspokojniej w świecie sra. Wiedziałam, że sra, nie tylko po tym, że mężczyźni szczają na stojąco… uświadomiło mi to to, że gdy tak chwile stałam i gapiłam się na jego gburowatą gębę, to usłyszałam dźwięk papki, rozpłaszczającej się na czymś twardym. Bleeeee. Zatrzasnęłam z powrotem wrota, prowadzące do zatracenia się w duszącym zapachu gówna i powędrowałam w poszukiwaniu następnego kibla.

Postanowiłam pójść na stacje benzynową z nadzieją, że przy okazji złapie jakiegoś stopa. Idąc przez park z zazdrością patrzyłam na dzieci bawiące się na karuzeli i ich mamy, które z radością w oczach na nich spoglądały. To była scena, w której ja nigdy nie uczestniczyłam. Od najmłodszych lat tylko krzyki, bicie i alkohol. To była podstawa mojego życia. Mojego nędznego życia. Gdyby ktoś chciał mnie poznać, to z pewnością nie dziwiłby się, że uciekam. Tak mi się wydaje. Mijając przepiękną, marmurową fontannę, którą niedawno zafundował urząd miasta, obejrzałam się za siebie. I dobrze zrobiłam. Zły, zdruzgotany i przede wszystkim wstawiony, zataczał się po chodniku mój ojciec. Z trzy dniowym zarostem i brzuchem, wylewającym się ze zbyt opiętych, podartych dżinsów, nie sprawiał miłego wrażenia. Z piwem pod pachą, coraz to szybciej zmierzał w moim kierunku. Na chwilę nogi odmówiły mi posłuszeństwa, lecz gdy po chwili zdałam sobie sprawę z tego, czym grozi mi złapanie, zaczęłam uciekać. Biegłam przed siebie, przy okazji wpadając na dzieci i stare baby, które nie miały co do roboty, więc urządzały zbiorowe ploty. Odwróciłam się, by zobaczyć gdzie jest mój ojciec. Ku zdziwieniu, mimo wielkiego kałduna był kilka metrów ode mnie. Przyspieszyłam bieg, ale po chwili na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego szatyna, który ze zdziwieniem mi się przypatrywał. -Trzymaj ją – krzyczał ojciec. Jednak chłopak widząc przerażenie w moich oczach puścił mnie, krzepiąco się uśmiechając. Dziękowałam mu w duchu i zaprzysięgłam sobie, że gdy tylko go kiedyś spotkam, to się odwdzięczę najlepiej jak będę umiała. Skręcając w zawiłe uliczki, byłam pewna, że niebawem zgubie mojego płodziciela i tak też się stało. Gdy sapiąc i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Autostopem przez życie [1] — czytnik · opowiadania