Fantasy · 5 min czytania
Avalad-Dum
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciemna mgła osnuła całą polanę. Mrok zawładnął całym miastem. Szkarłatne mury Avalad-Dum kontrastowały z trawiastym stepem. Wielka, wysoka na dwadzieścia stóp brama rzucała ogromny cień na most, prowadzący przez coś na kształt fosy. Gwiazdy nie błyszczały, zasłonięte grubą zasłoną ciemnoszarych chmur. Księżyc nadal toczył z nimi beznadziejną walkę, starając się choć na moment wydostać zza mrocznych obłoków. Nagle coś wyłoniło się z gęstego lasu. Tętent końskich kopyt budził nieuzasadniony strach. Serce zamierało we wszystkich żywych istotach, nawet, jeżeli nie wiedziały, dlaczego tak się boją. Ande Geutshwitt zmierzała do Avalad-Dum. Czarny - nie wiadomo czy z winy narastającego mroku i mgły, czy po prostu z natury - koń niósł Ande tak szybko, że czuła jak mgła rozrywa się na kawałki pod jego pędem. Wstrząsnęło nią nagłe zatrzymanie. Dopiero po chwili zdołała zsiąść z wierzchowca.
Głuche stukanie rozległo się przy bramie. Ospali strażnicy podnieśli się z zetęchłych beczek z kapustą, służącym im za krzesła. Jeden z nich, Tom Underbelt, chwycił pęk zardzewiałych kluczy i ostrożnym, wolnym krokiem podszedł do bramy. - Kto? - warknął niezbyt uprzejmie, jak to mieli w zwyczaju mówić wszyscy dozorcy miejsckich bram. - Odpowiadać! - Przyjaciel. - odpowiedział obojętnie głos zza bramy. - Hasło! - Szczurzy ogon. - głos nadal pozostawał idealnie obojętny. - To jest hasło z przed tygodnia. - Korespondencja często się spóźnia. Ręka Toma Underbelta powędrowała ku wielkiemu skoblowi. Podniósł deskę do góry, cicho przeklinając na czym ziemia stoi. Po chwili brama była lekko otwarta. Cicha postać wsunęła się do przedsionka miejskiego, prowadząc ze sobą ciemnobrązowego konia. Nie odezwała się ani słowem. Tylko jeden, jedyny raz spojrzała w oczy Toma. Chociaż... teraz nie był pewien. czy naprawdę w nie spojrzała. Może po prostu..? Wtedy poczuł, jak jego dusza się zapada. Ale to uczucie już minęło. Minęło... Tom Underbelt nie wiedział, że wrażenia po spotkaniu z rodowitą wiedźmą nigdy nie mijają. *** - To jest okropne. - z obrzydzeniem powiedziała Lady Nessbit, kładąc się na ogromnym łożu z pozłacanymi kolumnami. Dokoła porozrzucane były szaty wszelkiego rodzaju. - Paradne, codzienne, wieczorne, poranne, sypialne... Dorry, gdzie jest moja suknia ze srebrną siateczką, ta fioletowa? - Jest w Pokoju Garderobianym, Jaśnie Pani. - Nie, nie... - Lady Nessbit skrzywiła się tak, że jej pucołowate oblicze wyglądało teraz jak kartofel z…