Fantasy · 5 min czytania
Avalon
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Książę Iszar dumnie stał na imponujących murach Avalonu, obejmując wzrokiem malowniczą okolicę. Niewielkie wioski i drobne miasteczka, wszechobecne pola tętniące rolniczym życiem czy malujące się w oddali ciemnozielone lasy. Wszystko to co widział, a także to czego dojrzeć nie mógł, znajdowało się teraz pod jego panowaniem. W dodatku, dziedziniec zamku wypełniony był jego żołnierzami, wsłuchującymi się w słowa kapłana prowadzącego mszę w intencji poległych. Każdy ma przecież, niepodważalne przez śmiertelnego człowieka prawo zarówno do ceremonii pogrzebowej jak i godnego pochówku. Nawet jeśli to byli ludzie służący pod księciem zwaśnionego rodu. Iszar nie był złym człowiekiem i nikomu nie mógł odmówić tego obyczaju. Bitwa była w końcu równa, niech dusze zmarłych odpoczywają w pokoju. Na tle sakralnych słów kapłana, niesionych echem po całym zamku, Iszar zwrócił uwagę na bliższy zarówno jego uszom jak i sercu, nie dający się pomylić z niczym innym odgłos. Odgłos majestatycznie trzepoczącej na wietrze chorągwi rodu. Wsłuchawszy się, z pełnymi od łez wzruszenia policzkami, oczyma wspomnień ponownie widział wydarzenia poprzedniego dnia.
* * *
Kraina zwykle szargana siarczystym deszczem i pokryta wieczną mgłą, tego dnia była wyjątkowo spokojna i cicha. Wszechobecna cisza, przerywana tylko słowami zaklęć ochronnych oraz organizacyjnymi poleceniami oficerów przygotowującej się armii, w rzeczywistości była ciszą przed burzą, której historia miała nie zapomnieć. Przepełniony obrońcami Avalon czekał na dzień sądu. Tego dnia, miała dopełnić się klasyczna historia dwóch od pokoleń zwaśnionych rodów. Nikt nie myślał o zaniechaniu walki ani o rozwiązaniu polubownym. Sytuacja polityczna uległa zmianie i należało to wykorzystać. Każda kolejna chwila, każde kolejne uderzenie serca niosło ze sobą kolejne zgłoszenia o gotowości poszczególnych oddziałów. Kiedy nastała pełna godzina, padło polecenie marszu. Teraz na Avalon skierowane były nie tylko setki par oczu. Ten sam kierunek obrały także miecze, kostury magów... oraz pewne siebie, nabierające coraz większego tempa kroki. Niebo przybrało ciemniejszą barwę. Podobnie jak pierwsze pioruny, od niepamiętnych czasów szargające w nieustannej nienawiści ziemię, podobnie pierwsze oddziały broniące zamku na otwartym polu poległy od uderzeń atakujących. Kiedy…