Fantastyka · 5 min czytania
Avengers: Faza Starka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Słońce przygrzewało zdrowo, jak nigdy dotąd, ptaki radośnie śpiewały, a Tony Stark lenił się na jakimś większym kamieniu. Normalnie utopia.
I to był cały problem.
Do milionera podleciał jeden z ptaków. Ten z zaskoczeniem stwierdził, że to piąty ptak w ciągu pół godziny. Czyżby wyglądał na jakąś budkę z ziarnem?
Podniósł głowę, wiedziony przeczuciem. Nie mylił się. Wszystkie latające stworzenia miały głowę Clinta.
Z piersi Starka wyrwało się ciężkie westchnięcie. Nauka musiała aż tak pójść naprzód, że teraz wszyscy robili sobie z niego jaja. Albo Jarvis znowu zamknął go w jakiejś holograficznej iluzji.
Skoro to iluzja... Tony uniósł rękę i uderzył w latającego Clinta. Ten upadł na ziemię i przez chwilę nie mógł się z niej podnieść. Jednak już po chwili ptak zerwał się i z pazurami rzucił na swojego oprawcę. Mężczyzna krzyknął zaskoczony i ruszył pędem przed siebie, chroniąc się przez zabójczymi ptasimi pazurami.
Dobrze. To było co najmniej dziwne. To na pewno nie były hologramy. Spotykał się z nimi wystarczająco często.
Gdy w końcu udało mu się uciec przed latającą zarazą, postanowił odetchnąć.
Część 22 / 2
Hm. Nazwać Clinta "latającą zarazą"? Hehe. Gdyby jeszcze umiał latać...
Jednakże Iron Manowi nie dane było cieszyć się dalej spokojem, gdyż już po chwili coś go oblazło i gryzło niemiłosiernie. Próbował się uwolnić, jednak to tylko wzmagało agresję miniaturowych najeźdźców. Tymczasem przybyła królowa, szykując się już do posiłku przygotowanego przez jej robotnice. Albo to był król, jak stwierdził Stark, rozpoznając w gigantycznej mrówce Hanka.
Dobra, to już zaczynało robić się absurdalne. Co teraz? Osa z głową Janet? Czarna pantera z twarzą T'chali?
Nie w czas pomyślał te słowa, ponieważ tuż obok gigantycznej mrówki pojawiła się gigantyczna osa i czarna pantera, a Tony Stark zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem czegoś nie ćpał.
A nawet jeśli, to skąd, u licha, miał tak mocny towar? To na pewno coś z Ugandy. Na pewno...!
Mrówki zeszły z jego ciała, pozwalając, by monstra zbliżyły się jeszcze bardziej. Najodważniejsza była pantera, która wpatrywała się w swoją ofiarę z niezmiennym wyrazem ciemnej twarzy.
Nie powinien zeżreć swojego przyjaciela, prawda..? Zwłaszcza, że ten przyjaciel miał do zrobienia jeszcze wiele dobrego!…