Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 1 godz. 24 min czytania

Awaken volume 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Awaken voulme 1

1x01 Awake 28.04.2240 Zachodzące nad pustynią słońce ostatnimi promieniami oświetlało opuszczoną, zniszczoną biegiem lat fabrykę. Wewnątrz w zaniedbanym gabinecie stało dwóch mężczyzn spoglądających na siebie nieprzyjaznym wzrokiem. - Zdajesz sobie sprawę że dalsza ucieczka nie ma sensu – powiedział jeden z nich ubrany w czarny mundur Drugi popatrzył na niego i niepewnym ruchem położył rękę na rękojeści pistoletu przytwierdzonego do paska. - Na twoim miejscu nie robiłbym tego – stwierdził mężczyzna w mundurze kierując w jego stronę gotowy do strzału karabin – naprawdę nie chcę cię zabijać ale zrobię to jeżeli nie dasz mi wyboru Logan uchwycił mocno rękojeść i pomyślał o wszystkim co go spotkało przez ostatnie kilkanaście miesięcy od czasu przebudzenia.

Dwa lata wcześniej... 16.08.2238 W zaciemnionym pomieszczeniu pełnym medycznych sprzętów pojawiło się słabe światło dochodzące ze stojącej w rogu kapsuły. Kiedy natężenie światła wzrosło można było zobaczyć że w kapsule znajduje się człowiek. Po chwili komputer sterujący odmroził ciecz która wylewając się na podłogę uwolniła ciało które z impetem wypadło z wnętrza urządzenia. Mężczyzna ocknął się i z przerażeniem odsunął się w stronę najbliższej ściany. W pomieszczeniu panował nieprzyjemny chłód, który szybko zaczął dawać mu się we znaki. Logan podniósł się i wyciągnął z jednej z szafek niebieski kombinezon, który zapewnił mu odrobinę ciepła. W dalszym ciągu zdezorientowany, nie pamiętający ostatnich wydarzeń podszedł do komputera który jednak nie reagował na żadne próby uruchomienia go. W korytarzu udało mu się znaleźć przełącznik awaryjny którym zdołał włączyć zasilanie. W pomieszczeniu z windą zauważył wysadzone drzwi które prowadziły do olbrzymiej grodzi chroniącej najwyraźniej coś ważnego. Logan otworzył windę z zamiarem zjechania na najniższy poziom jednak ku jego zdziwieniu jedynka znajdowała się na górze więc profilaktycznie wcisnął przycisk z numerem trzy który zabrał go w dół kompleksu gdzie jednak nie znalazł wyjścia na zewnątrz. Brak było również jakichkolwiek śladów personelu jednakże w pomieszczeniu z wielkim dziwnym fotelem sterującym najwyraźniej całym kompleksem udało mu się odnaleźć główny komputer, który jednak wymagał hasła dostępu. Jedyną przydatną rzeczą okazała się mapa z której jasno wynikało że budowla czymkolwiek by nie była znajduje się pod ziemią a gródź która miała chronić dostępu do czegoś ważnego oddzielała całość od świata zewnętrznego. W otwartej szatni z szafkami Logan znalazł normalne ubranie i trochę wody jednak nic poza tym. Wiedziony instynktem samozachowawczym ruszył z powrotem na pierwszy poziom gdzie stanął przed grodzią prowadzącą na zewnątrz. Komputer tym razem nie robił problemów i samoczynnie otworzył gródź ukazując ciemną jaskinię z głębi której dochodziło słabe światło. Po dotarciu do wyjścia światło słoneczne oślepiło go na chwilę. Kiedy doszedł do siebie zobaczył przed sobą rozległą pustynię. Dopiero teraz Logan zdał sobie sprawę że stoi na przegranej pozycji. Bez racji żywnościowych i trzema litrami wody nie miał szans na dotarcie do jakiejkolwiek cywilizacji jednakże pozostanie w miejscu nie wiązało się z większymi szansami na przeżycie obrał kierunek który wydawał mu się północą i ruszył przed siebie. Palące słońce dawało mu się we znaki a poziom wody w manierce nieustannie malał a horyzont nie przybliżał się w najmniejszym stopniu. W końcu wycieńczony długą podróżą opadł zrezygnowany na kolana. Ostatni łyk wody nie dał mu orzeźwienia jakiego potrzebował żeby ruszyć dalej jednak w oddali zobaczył coś co wydało mu się fatamorganą spowodowaną zbyt długim przebywaniem na słońcu. Miasto wyrastające na środku pustkowia zdawało się płonąć on jednak nie miał sił by ruszyć dalej. Po kolejnej próbie podniesienia się z ziemi stracił przytomność upadając na uschnięty krzak.

Kiedy ponownie się obudził zobaczył że znajduje się w namiocie. Wokół nie było nikogo jednak czuł się już nieco lepiej. Po chwili do środka wszedł wysoki dobrze zbudowany mężczyzna i popatrzył na niego przez chwilę. - Już myśleliśmy że będzie po tobie – powiedział ochrypłym głosem nalewając mu wody do starego drewnianego kubka - Kim jesteście? – zapytał Logan widząc jeszcze dwóch mężczyzn wchodzących do środka - Jestem Morgan – odparł mężczyzna – to są Karl i Owen pomagają mi prowadzić karawanę - Karawanę? – zdziwił się Logan – jesteśmy w Afryce? - Nie znam tego miasta – odparł Morgan – znajdujemy się w pobliżu Broken Hills - Czekajcie – powiedział Logan wstając z łóżka – nie wiem co się tu dzieje ale należą mi się jakieś wyjaśnienia. Żyje sobie spokojnie, nie wchodzą nikomu w drogę i ni stąd ni zowąd zostaję porwany po czym budzę się w jakimś dziwnym kompleksie trafiam na pustynię i nikt nie potrafi mi wyjaśnić co się dzieje - Jeżeli zostałeś porwany to powinieneś się cieszyć że udało ci się uciec – stwierdził Morgan - Dobra mam tego dosyć powiedzcie mi tylko jak dostać się do Nowego Jorku i sobie pójdę - Nowego Jorku? – zdziwił się Owen spoglądając na pozostałych – z Nowego Jorku nie zostało zbyt wiele - Jak to nie zostało zbyt wiele? – zapytał Logan - Nowy Jork został zniszczony w czasie wojny ponad sto pięćdziesiąt lat temu – odparł Morgan – coś ci się chyba pomyliło chłopcze - Jakiej znowu wojny? - W jakim świecie ty żyjesz? – zapytał Owen – rozejrzyj się dookoła ... - Daj mu spokój – powiedział Morgan – wyjdźcie obydwaj – dodał czekając aż jego towarzysze opuszczą namiot – do tej pory nie wierzyłem że to prawda - O czym mówisz? – zdziwił się Logan - Sześć lat temu spotkałem człowieka o i mieniu Michael. Opowiedział mi historię w którą do tej pory nie wierzyłem. John Hadrigan to człowiek którego spotkał krótko przed tym jak go poznałem, mówił że na początku zachowywał się tak jak ty teraz - To znaczy jak? - Był zupełnie zdezorientowany i nieświadomy - Nieświadomy czego? – zaczął się dopytywać Logan - Mówiłeś że obudziłeś się w dziwnym kompleksie, zdajesz sobie sprawę jak długo spałeś? – zapytał Morgan - Ile mogłem spać? – zdziwił się Logan – zakładając że mnie nie uśpili - Który mamy rok? - 2012 – odparł bez wahania - O mój Boże – powiedział do siebie Morgan – Logan nie chciałbym być osobą która ci o tym mówi ale jesteś w błędzie. Nie wiem jak to możliwe ale przespałeś ponad dwieście lat - O czym ty bredzisz człowieku? – zapytał z ironicznym uśmiechem - Jest rok 2238 – odparł Morgan wyciągając stary zdezelowany komputer wyświetlający datę Logan zmilkł i spoważniał w jednej chwili. Zdał sobie sprawę że to co mówi Morgan może być prawdą. - Przykro mi chłopcze ale ktoś musiał cię bardzo nie lubić. Miejsce w którym się obudziłeś to stary schron przeciw atomowy a Ziemia którą znasz została strawiona nuklearną wojną - To niemożliwe – krzyknął Logan wstając z łóżka – to nie mogło się stać - Wiem że to trudne ale musisz się uspokoić – powiedział próbując posadzić go z powrotem na łóżku - Nie wierze ci – krzyczał dalej starając się go odepchnąć - Co się dzieje? – zapytał Owen wbiegając do środka - Wszystko będzie w porządku – powiedział Morgan wstrzykując mu środek uspokajający Logan opadł bezwładnie na ziemię. Morgan stanął z pustą strzykawką i spojrzał na Owena. - Wiesz że to była ostatnia fiolka? – zapytał z pretensją w głosie - Spokojnie – odparł Morgan – za dwa dni dotrzemy do Reno i uzupełnimy zapasy - A co z nim? - Zabierzemy go ze sobą. Będzie miał ciężki dzień kiedy się obudzi Ekipa złożyła obóz i wkrótce karawana ruszyła dalej w kierunku miejsca przeznaczenia. Logan obudził się następnego dnia jednak bez większego entuzjazmu. Świadomość że wszystko co znał przeminęło bezpowrotnie nie napawała go optymizmem. Morgan wsiadł na powóz i usiadł obok niego. - Nic nie można zrobić – powiedział Logan – nie ma szans na powrót - Przykro mi – odparł mężczyzna starając się zrozumieć co czuje – musisz o tym zapomnieć i spróbować żyć dalej. Na razie możesz przyłączyć się do nas - Co z tym mężczyzną? John Hadrigan? Mówiłeś że był w takiej samej sytuacji - Logan to było sześć lat temu. Michael opowiadał że w pewnym momencie John odszedł w poszukiwaniu swojego miejsca na pustkowiu. Obawiam się że odnalezienie go będzie graniczyło z cudem - Muszę spróbować – stwierdził Logan – sam powiedziałeś że muszę dalej żyć. Jeżeli istnieje nikła szansa że odnajdę kogoś kto znalazł się w mojej sytuacji może dowiem się dlaczego tak się stało - Dobrze pomogę ci – odparł Morgan – jak tylko dotrzemy do Reno spróbuję się czegoś dowiedzieć ale nie oczekuj żadnych rewelacji

the end

1x02 Aftershock Minęły dwa dni podróży i w końcu karawana Morgana dotarła w okolice Nowego Reno. Grupa najemników wyszła im na spotkanie żeby odebrać towar na kontrolowanym przez siebie terenie. - Widzę że masz nowego człowieka – powiedział jeden z nich wyglądający na przywódcę - Nie twój interes – odparł Morgan – płać, zabieraj swój towar i nie chcę cię widzieć do następnego miesiąca - Uważaj jak się odzywasz – krzyknął najemnik – pamiętaj gdzie twoje miejsce - O co chodziło? – zapytał Logan podchodząc do Morgana - Musisz zrozumieć że żeby zarobić coś w tych czasach często trzeba naginać zasady i współpracować z ludźmi, których normalnie wolałbyś nigdy nie poznać. Teraz zaczekaj zapłacę ludziom i pójdziemy się czegoś dowiedzieć Reno nie prezentowało się zbyt gościnnie na pierwszy rzut oka. Gościnności nie dodawał mu również fakt że co drugi mieszkaniec chodził po ulicy z bronią w ręku. Morgan zabrał Logana do jednego z kasyn gdzie można było zaciągnąć nieco informacji od podróżników relaksujących się przy maszynach do gier. - Z jednej strony to zadziwiające – stwierdził Logan stając przed wejściem - Co masz na myśli? – zdziwił się Morgan - Byłem już kiedyś w tym mieście – odparł Logan – spoglądanie na to z perspektywy lat rodzi we mnie mieszane uczucia. Nie sądziłem że ludzkość skończy w ten sposób - Nie nazwałbym tego kończeniem – powiedział Morgan – patrzysz na to przez pryzmat straconych lat. Tęsknisz za tym co było dlatego twoje odczucia nie są zbyt ... przyjazne. Spójrz na tych ludzi ... wiem że Reno nie jest jakąś tam utopią ale oni są szczęśliwi z tego co mają. Każdy żyje swoim życiem. Jeżeli trzymasz się na dystans i wiesz jak dobrze zarobić nie wkurwiając przy tym nieodpowiednich ludzi prowadzisz życie o jakim nie śniłeś w przeszłości. Szczerze mówiąc po tym co słyszałem o waszych czasach nie jestem pewien czy gdybym miał wybór zmieniłbym coś w moim dotychczasowym życiu - Może faktycznie potrzeba mi czasu żeby przywyknąć do tego co mnie otacza – stwierdził Logan - Uwierz mi chłopcze że to dopiero początek twojej podróży – odparł Morgan wchodząc do środka Wewnątrz panowała błoga atmosfera zabawy. Wydawało się że wszyscy zapominją tutaj o problemach codzinnego dnia. Morgan podszedł do barmana i chwile z nim rozmawiał po czym wrócił do Logana i wyciągnął go na zewnątrz. - Mamy szczęście – powiedział kierując się wzdłuż ulicy – jest tu człowiek z którym będziesz mógł wyruszyć dalej - To znaczy że już nie mogę zostać z wami? – zdziwił się Logan - Przykro mi ale nie tym razem. Wracam teraz do domu do rodziny. Następne dwa kursy zostały odwołane z powodu bandytów napadających na karawany dopóki się z tym nie uporamy - Więc teraz tak po prostu mnie zostawisz? - Nie tak po prostu. Ten człowiek nazywa się Kevin Stavros jest podróżnikiem i o wiele szybcej pomoże ci odnaleźć to czego szukasz Po chwili obydwaj dotarli do sklepu z amunicją gdzie właściciel zaprowadził ich na zaplecze gdzie na prowizorycznym łóżku leżał kompletnie zalany mężczyzna. - Trzymam go tutaj od trzech dni – powiedział właściciel sklepu – jak nie zmusicie go żeby wyruszył do San Francisco w ciągu doby pan Bishop go zabije - Spokojnie – odparł Morgan – wstawaj Kevin – krzyknął oblewając go wodą - Co za marnotrastwo – stwierdził właściciel sklepu wychodząc z zaplecza - Morgan? – zdziwił się Kevin przecierając oczy ze zdziwienia – co się stało? - Jesteś spóźniony – odparł podnosząc go z łóżka – dwa dni temu miałeś być w San Francisco - Racja – stwierdził Kevin usiłując przypomnieć sobie jaki jest dzień - To jest Logan, zabierze cię ze sobą. Jak dojdziesz do siebie wyjaśni ci o co chodzi. A teraz bierz tą walizkę i ruszajcie – powiedział wciskając mu w ręce pomarańczowy ładunek – wytrzeźwiejesz po drodze Kiedy cała trójka znalazła się na zewnątrz Morgan odciągnął Logana i wyciągnął zza paska starą berettę. - Posłuchaj wiem że możesz tego nie pochwalać ale musisz to wziąć – powiedział wkładając mu ją do ręki – świat stał się niebezpiecznym miejscem i jestem pewien że nieraz będziesz zmuszony tego użyć. Gdybyście mieli jakieś problemy dostań się do Nowej Kaliforni i tam mnie szukaj a teraz idźcie zanim zbiry Bishopa zorientują się że Kevin jest ciągle w mieście Logan złapał swojego towarzysza podróży i pomagając mu iść ruszył w kierunku wyjścia z miasta gdzie skierowali się na południowy zachód do San Francisco.

Jeszcze tego samego wieczora obydwaj rozbili obóz między dwoma wzniesieniami spoglądającymi na rozległą równinę. Kevin rozpalił ognisko i rozłożył swoje posłanie po czym bezwładnie opadł na nie usiłując zasnąć. Po chwili milczenia podniósł głowę i spojrzał na Logana stojącego nad ogniskiem. - Nie kładziesz się? – zapytał siadając – jutro czeka nas długa podróż. Wolałbym robić jak najmniej przerw na odpoczynek - Spokojnie dam sobie radę – odparł Logan po czym zniknął gdzieś w ciemności Kevin widząc że jego towarzysz nie ma ochoty na pogawędki położył się i zasnął kamiennym snem. Logan tymczasem wszedł na szczyt wzniesienia gdzie usiadł na kamieniu. Wspomnienia z przeszłości ciągle nie dawały mu spokoju i powracały w snach kiedy tylko zamykał oczy jednak zmęczenie okazało się silniejsze i wkrótce on również zasnął oparty o leżący na ziemi kamień.

Ze snu wyrwał go odgłos kroków w ciemności. Kevin podniósł głowę i rozejrzał się dookoła jednak noc była tak ciemna że nic nie można było zobaczyć. Ognisko dawno zgasło i teraz żarzyło się w nim tylko kilka niedopalonych gałęzi. Odgłos kroków w pobliżu stawał się coraz wyraźniejszy i zaniepokojony Kevin usiadł na posłaniu i wziął do ręki karabin. W ciemności nie mógł dojrzeć czy Logan leży obok niego jednak wolał nie odzywać póki nie będzie miał pewności że w pobliżu nie pojawili się bandyci. Drugą ręką sięgnął do plecaka z którego wyjął flarę gotowa do odpalenia. Po chwili zdał sobie sprawę że jest otoczony. Napastników było co najmniej pięciu. Ciszę zaczęły przerywały odgłosy ładowania broni i szepty pomiędzy zbliżającymi się do niego ludźmi. Kevin przeturlał się w kierunku pobliskiego kamienia za którym mógł się ukryć i starał się namierzyć bandytów. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń odpalił flarę i rzucił w kierunku trzech najbardziej zbliżonych do siebie mężczyzn, którzy otumanieni jasnym światłem wystawili się na strzał. Kevin był dobrym strzelcem i do powalenia swoich wrogów wystarczyły trzy kule. Pozostali dwaj zaalarmowani strzelaniną upadli na ziemię i ostrzelali serią jego pozycję. Jeden z nich rzucił kolejną flarę, która wpadła do wypalonego ogniska. Kevin wychylił się zza skałki i po wypatrzeniu kolejnego napastnika zdjął go celnym strzałem w głowę jednak po chwili poczuł na głowie lufę karabinu. - Dosyć tego Kevin – powiedział mężczyzna podnosząc go siłą i popychając w kierunku zapalonej flary - Speedy? – zdziwił się widząc swojego starego znajomego – co wy tu robicie? - Zostaliśmy za tobą wysłani – odparł mężczyzna podchodząc bliżej - Nie rozumiem mieliście mnie osłaniać? - Bynajmniej. Pan Bishop wysłał nas żebyśmy się ciebie pozbyli. Towar miał być w San Francisco cztery dni temu. Szef stracił przez ciebie sporo pieniędzy - Zaczekaj to się jeszcze da naprawić – powiedział Kevin chwytając za walizkę od Bishopa – zobacz jestem w drodze do San Francisco - Teraz to już nie ma znaczenia – odparł Speedy – lubię cię Kevin ale dostałem rozkaz z samej góry. Musisz zginąć – dodał podnosząc gotową do strzału broń Ciszę rozdarł odgłos wystrzału, flara leżąca na ziemi zgasła pogrążając wszystko w mroku, jednak po chwili kolejna rozjaśniła okolicę swoim światłem. Kevin stał nad ciałem Speediego zdziwiony zaistniałą sytuacją. Kiedy się rozejrzał zobaczył za sobą Logana stojącego z bronią w ręku. - Gdzie ty się podziewałeś? – zapytał Kevin nie wiedząc co powiedzieć w takiej sytuacji Logan nic nie odpowiedział. Wypuścił jedynie broń z ręki i upadł na kolana. - Co się z tobą dzieje? – zdziwił się podchodząc do niego - Jeszcze nigdy nikogo nie zabiłem – odparł Logan Kevin przykucnął obok niego i chwycił go za ramię. - Na takim świecie żyjemy. Albo oni albo my. Musimy się jakoś bronić. Sam widzisz ten człowiek był kiedyś moim przyjacielem a teraz na żądanie swojego szefa gotów był mnie zabić z zimną krwią. A teraz podnieś się i zbieraj swoje rzeczy. Musimy wyruszyć teraz, ktoś mógł usłyszeć strzelaninę Logan wstał i zaczął pakować swój plecak kiedy zobaczył że Kevin zabiera broń i amunicję zabitych. - Co ty robisz? – zapytał zdziwiony - Lepiej żeby to było nasze niż miało wpaść w ręce bandytów. W pobliżu Reno aż roi się od zorganizowanych grup. Nie musimy ich dodatkowo dozbrajać Kevin zarzucił na siebie plecak i popatrzył na kompas. - Nie ma sensu dalej iść do San Francisco – stwierdził po chwili zastanowienia – może teraz zajmiemy się twoim problemem. Ten człowiek o którym mówiłeś nazywał się John Hadrigan? - Dokładnie – odparł Logan - Pójdziemy do Broken Hills. Każdy podróżnik prędzej czy później o nie zahacza. Jeżeli będziemy mieli szczęście dotrzemy tam w przeciągu tygodnia Kevin ruszył przed siebie jednak w pewnym momencie zatrzymał się i obejrzał do tyłu. - Co się stało? – zapytał Logan - Walizka – powiedział jakby do siebie Kevin po czym zbliżył się do paczki od Bishopa – nigdy nie mówili mi co jest w środku – dodał zabierając się do otwierania – chodziły słuchy że Bishop był tylko łącznikiem i przekazywał tą walizkę z rak do rąk Po kilku nieudanych próbach otwarcia walizki Kevin wyciągnął pistolet i przestrzelił zamek. Wewnątrz znajdował się niewielki palmtop. - Do uruchomienia go potrzebny jest kod – powiedział po chwili widząc brak możliwości uruchomienia zawartości – może da się z tym coś zrobić później. Teraz ruszajmy zanim zrobi się naprawdę niebezpiecznie

the end

1x03 Living in the Vault 23.05.2238 Dwójka naukowców w białych fartuchach stanęło nad kapsułą w której zamknięta była kobieta. Jeden z nich spojrzał na komputer wyświetlający zegar odliczający czas do otwarcia. - Ta dwójka będzie miała niemiłe przebudzenie – powiedział jeden z lekarzy spoglądając na drugą podobną kapsułę stojącą w rogu pomieszczenia - Szczerze nie chciałbym być tym który powie im że przespali dwieście lat – dparł drugi – nie wyobrażam sobie jak sam bym zareagował dowiadując się że wszystko co znałem dawno przeminęło - Dobra zaczęło się – przerwał mu odsuwając się na chwilę Kapsuła rozpoczęła sekwencję otwarcia uwalniając zamrożone ciało.

Miesiąc później.

Jake obudził się i usiadł na łóżku. Po chwili zastanowienia podniósł się i podszedł do drzwi. Kiedy je otworzył zobaczył stojąca po drugiej stronie Laurę. - Już myślałam że się nie doczekam – powiedziała dziewczyna wchodząc do środka - Mogłaś zapukać – odparł wychodząc na zewnątrz - Co się z tobą dzieje? – zapytała zdziwiona jego zachowaniem - Męczy mnie to Lara – powiedział odwracając się do niej – od miesiąca żyjemy zamknięci w tym bunkrze i nic tylko badania, pytania, testy. Mam już tego dość - Jake ... rozumiem cię ale nie możemy nic na to poradzić Mężczyzna wszedł do środka i zamknął drzwi. - Musimy się stąd wydostać – powiedział szeptem zbliżając się do dziewczyny - Chyba żartujesz – odparła dziewczyna – w życiu nam na to nie pozwolą. Poza tym sam słyszałeś co opowiadali o świecie na zewnątrz - Oni coś ukrywają – stwierdził Jake – nie zamierzam spędzić reszty życia zamknięty w tej krypcie - Jak chcesz to zrobić? - Musimy postarać się o przeniesienie na pierwszy poziom. Kończyłaś kurs pierwszej pomocy a tak się składa że znajduje się tam ambulatorium Jake po obmyśleniu planu ucieczki ze schronu udał się do nadzorcy gdzie dał mu do zrozumienia że razem z Larą chcą się do czegoś przydać. Nieświadomy niczego przywódca podziemnej społeczności zgodził się na przydział Lary do ambulatorium. Jake po przejściu badań został skierowany do zespołu utrzymującego porządek.

Kilka dni później Jake siedział razem z drugim członkiem zespołu na pierwszym poziomie w niewielkim pomieszczeniu sąsiadującym z ambulatorium. - W przeszłości pewnie prowadziliście ciekawsze życie – stwierdził mężczyzna zaciekawiony nowym partnerem - Byłem policjantem w Nowym Jorku – odparł Jake – nie było chwili na odpoczynek. Nie to co tutaj. Kiedy ostatnio mieliście tu jakiś incydent? - W zeszłym roku dwóch mieszkańców pobiło się o racje wodne – powiedział mężczyzna - Fascynujące – stwierdził Jake wychodząc z pomieszczenia - A ty dokąd? - Idę na ... patrol – odparł wymijająco i ruszył w kierunku windy Kiedy znalazł się przed drzwiami prowadzącymi do pomieszczenia z grodzią upewnił się że nie ma nikogo w pobliżu i włamał się do komputera dzięki czemu odłączył cały sektor tak żeby informacje o podjętych przez niego działaniach nie pojawiały się na komputerze nadzorcy. Kiedy otworzył drzwi po raz pierwszy zobaczył wyjście ze schronu. Ogromna gródź była zbyt ciężka żeby odsunąć ją ręcznie a komputer nią sterujący wołał o hasło potrzebne do uruchomienia sekwencji otwarcia. Odgłos windy skutecznie przeszkodził mu w dalszym poszukiwaniu sposobu na otwarcie wyjścia. Kiedy wrócił z powrotem do schronu zamknął drzwi i odblokował komputer. W tym samym momencie otworzyły się drzwi windy ukazując powieszonego w niej mężczyznę.

Jakiś czas później w tym samym miejscu znalazł się nadzorca i cały zespół do którego należał Jake. - Moim zdaniem nie wytrzymał napięcia – stwierdził jeden z nich przyglądając się ciału z daleka - Nie byłbym tego taki pewien – powiedział Jake wchodząc do środka – po pierwsze w windzie nie ma żadnego przedmiotu z którego mógłby skoczyć. Po drugie ma skręcony kark co przy powieszeniu z takiej wysokości jest niemożliwe. Ktoś go zabił a potem go tutaj powiesił tak żeby wyglądało że popełnił samobójstwo Nadzorca podszedł do Jake’a i odciągnął go od reszt zgromadzonych przy windzie mężczyzn. - Posłuchaj wiem że chcesz się wykazać ale lepiej będzie jeżeli pozostanie to między nami – powiedział dziwnie się do niego uśmiechając - Z całym szacunkiem ale popełniono morderstwo – odparł Jake – jeżeli nic z tym nie zrobimy ktoś się ośmieli i będziemy mieli tutaj rzeź - Być może to odosobniony przypadek – stwierdził nadzorca – ktoś go zabił i nie chcąc ponosić kary upozorował samobójstwo. Myślę że możemy przymknąć na to oko - Ty tu jesteś szefem – powiedział Jake odchodząc od niego – ale ja tego sprzątał nie będę Chwilę później Jake znalazł się w ambulatorium gdzie miał nadzieję spotkać się z Larą. - Niestety nie widziałem jej dzisiaj – stwierdził lekarz nie odrywając się od obowiązków - Jest druga po południu – powiedział Jake – powinna być tutaj od rana - Przykro mi ale nie potrafię ci pomóc. Po prostu się dzisiaj nie zjawiła Kolejne próby odnalezienia dziewczyny skończyły się fiaskiem i w końcu Jake wylądował u nadzorcy, który tradycyjnie siedział w swoim fotelu dowodzenia. - Nie wiem jak mam ci pomóc w tej sprawie – stwierdził nadzorca – tu żyje prawie tysiąc ludzi - Masz dostęp do kamer bezpieczeństwa możesz jej poszukać - Co to, to nie – odparł stanowczo mężczyzna – wracaj na swoje stanowisko zanim będę zmuszony wezwać ochronę Jake zdziwiony zaistniałą sytuacją wyszedł i ukrył się w szatni personelu na trzecim poziomie czekając na nadejście nocy. Kiedy obsługa zaczęła rozchodzić się do swoich kwater Jake wyszedł na korytarz i zakradł się do pomieszczenia nadzorcy, który do tej pory zdążył już opuścić swoje stanowisko. Po uruchomieniu kamer nie udało mu się jednak odnaleźć miejsca pobytu Lary. - Co ty tu robisz? – usłyszał nagle za sobą Kiedy się obejrzał zobaczył mężczyznę z którym odbywał rano służbę. - Musze się dowiedzieć kto zabił tamtego człowieka – odparł wymijająco schodząc z fotela nadzorcy - Dostaliśmy wyraźny rozkaz nie zajmowania się tą sprawą - To takie zboczenie zawodowe – powiedział Jake podchodząc do głównego komputera – kiedy dowiem się kto to był będę mógł mieć na niego oko. Problem tylko w tym że nie mam dostępu do zapisu z kamer Mężczyzna podszedł do niego i popatrzył chwilę w zastanowieniu. - Ale ja mam – powiedział w końcu wyciągając kartę dostępu Po otwarciu pliku Jake zaczął przeglądać nagrania. Kiedy dotarł do godziny szóstej zobaczył Larę wchodzącą do windy. Kolejne nagranie pokazało nadzorcę szarpiącego się z zabitym mężczyzną. Nadzorca powalił go na ziemię po czym podszedł i zimną krwią skręcił mu kark. W tym momencie otworzyła się winda z której wysiadła Lara. Zaskoczona sytuacją nie zdążyła zareagować, nadzorca złapał ja i ogłuszył po czym zajął się zabitym mężczyzną. - Nie wierzę w to co widzę – stwierdził towarzysz Jake’a oglądając nagranie - I słusznie – usłyszeli nagle za sobą Kiedy się odwrócili zobaczyli nadzorcę stojącego w drzwiach. - Odłóż tę broń – powiedział Jake – wszystko wiemy nie uda ci się tego ukryć - Dlaczego nie? – zdziwił się nadzorca – przyłapałem morderców na próbie skasowania zapisu wideo i zabiłem ich w samoobronie – dodał strzelając do partnera Jake’a - Co zrobiłeś z dziewczyną – zapytał Jake odsuwając się do tyłu - Na razie nic jej nie jest. Jedno z was jest mi potrzebne. Powiadomiłem kogo trzeba o waszej obecności - Jak to powiadomiłeś? – zdziwił się Jake - Są ludzie bardzo zainteresowani wami i kapsułami w których byliście zamknięci Jake położył rękę na klawiaturze komputera i korzystając z nieuwagi nadzorcy wyłączył światła na całym poziomie po czym ukrył się za pobliską ścianą. - Nie możesz się wiecznie ukrywać. Wkrótce po was przybędą - Nie wydaje mi się – powiedział Jake wybijając mu broń z ręki Nadzorca próbował jeszcze zadać po omacku kilka ciosów jednak Jake zdążył już podnieść broń i z powrotem włączyć światła. - Nie dasz rady się stąd wydostać – stwierdził nadzorca - I tu się mylisz – odparł strzelając mu w nogę – zdążyłem już ściągnąć hasło z twojego komputera. Teraz powiesz mi tylko gdzie jest dziewczyna Po chwili Jake znalazł się w kwaterze nadzorcy gdzie stała jedna z kapsuł w której zamknięta była Lara. - Co się stało? – zdziwiła się dziewczyna wybudzając się ze snu - To długa historia – odparł Jake – teraz chodźmy musimy się stąd wydostać Kiedy znaleźli się pierwszym poziomie nadzorca czekał już tam na nich trzymając na muszce rannego partnera Jake’a. - Nie mogę wam na to pozwolić – powiedział przykładając mu pistolet do głowy - odłóż broń i oddaj się w ręce strażników. Za dwa dni przybędzie patrol i was zabierze - O czym on mówi? – zdziwiła się Lara - Nie jestem do końca pewien ale nie zamierzam się przekonywać – odparł Jake – Jim – powiedział w kierunku swojego partnera – pamiętasz czego cię uczyłem? Mężczyzna od razu załapał i jednym ruchem przerzucił nadzorcę przez ramie, wyrywając mu przy tym broń. - Nie zasługujesz żeby nam przewodzić – powiedział po czym zastrzelił go z zimną krwią - Nie musiałeś tego robić – stwierdził Jake podchodząc bliżej - To było jedyne wyjście – odparł Jim – teraz uciekajcie i tak powiem że to wasza robota. Wybierzemy nowego nadzorcę - Dobry pomysł ale jeżeli nic tam nie znajdziemy odetniesz nam możliwość powrotu – powiedziała Lara - I tak musimy to zrobić. Nie wiem o kim mówił nadzorca ale możemy spodziewać się gości za dwa dni. Musimy zablokować mechanizm na jakiś czas Jake otworzył drzwi i wprowadził hasło do komputera sterującego grodzią, która mozolnie zaczęła się otwierać ukazując niewielką wymurowana piwnicę. - Powodzenia przyjacielu – powiedział Jake po czym razem z Larą opuścił schron Gródź zamknęła się za nimi i oboje korzystając z drabiny wydostali się na wyższy poziom. Kiedy wspięli się jeszcze kolejne dwa poziomy znaleźli się na ulicy niewielkiego opuszczonego miasteczka. - I co teraz? – zapytała dziewczyna - Rozpoczniemy nowe życie – odparł Jake spoglądając wzdłuż drogi wychodzącej w kierunku pustkowia.

the end

1x04 Fallout 01.07.2238 Jake kopnięciem wywarzył drzwi prowadzące do ratusza. Wewnątrz leżały poprzewracane regały przez które razem z Larą musiał się przedrzeć żeby dostać się do schodów prowadzących na piętro. - To musi być gabinet burmistrza – powiedziała Lara otwierając jedne z drzwi Jake wszedł za nią i podszedł do szafki na akta, która została jednak wcześniej opróżniona. - Cała dokumentacja musiała zostać zabrana podczas ewakuacji – stwierdziła dziewczyna - Skąd pewność że była jakaś ewakuacja? – zapytał Jake – wojna skończyła się prawie dwieście lat temu - Tak najkrótsza wojna w dziejach ludzkości – powiedziała smutnym głosem Jake widząc że coś zostało ukryte za obrazem zrzucił go na podłogę odsłaniając sejf. - Co myślisz? – zapytał spoglądając na dziewczynę - To twój brat był włamywaczem – odparła dziewczyna Jake podszedł do sejfu i chwycił za rękojeść po czym spojrzał zdziwiony na Larę. - Co się stało? - Jest otwarty – odparł uchylając drzwiczki Z wnętrza sejfu dziewczyna wyciągnęła plik dokumentów leżących tu od czasów przedwojennych. - Prawie nic nie widać na tych kartkach – stwierdziła przeglądając je jedna po drugiej – ale jest tu cała historia miasteczka. Musiał to pisać sam burmistrz - I co napisał? - Nic dobrego. Ludzie wiedzieli że schron jest zaprojektowany dla tysiąca mieszkańców. Kiedy włączył się alarm doszło do zamieszek. Ludzie z tego schronu są naprawdę potomkami mieszkańców - Pytanie tyko dlaczego tak długo siedzą pod ziemią. Miasteczko jest opuszczone mogliby przenieść się na powierzchnię dawno temu – powiedział Jake otwierając szufladę – wydaje mi się że nie znajdziemy tu nic przydatnego w dalszej podróży - Dokąd chcesz wyruszyć? – zapytała dziewczyna – nie mamy pojęcia w którym kierunku znajdziemy jakieś zamieszkałe miasto - Jesteśmy blisko Reno – powiedział Jake spoglądając na mapę – możemy spróbować tam - Racja – przytaknęła dziewczyna – ale najpierw zmieńmy ubranie. W tych kombinezonach przykujemy do siebie uwagę z kilometra - Rozejrzymy się za czymś zanim wyruszymy – odparł Jake uwagę Lary przykuło jednak coś za oknem – co się stało? - Ktoś na mnie patrzy – powiedziała zdziwiona Jake podszedł do okna i zobaczył stojącego na ulicy mężczyznę. Po chwili oboje znaleźli się przy drzwiach wyjściowych. - Jake i Laura prawda? – zapytał podchodząc bliżej - Skąd wiesz? – zdziwił się Jake - Nazywam się John Hadrigan – odparł mężczyzna – podobnie jak wy zostałem poddany hibernacji - Jak nas tutaj odnalazłeś? - Kapsuły posiadają protokół bezpieczeństwa który zawiera informacje o dziesięciu uczestnikach tego eksperymentu - Badaliśmy je prawie miesiąc i nic takiego nie znaleźliśmy – stwierdziła Lara - Nie wiedzieliście gdzie szukać. To ukryta pamięć – odparł John – wiem o niej ponieważ miałem swój wkład w ich budowę. Około roku 2010 zostałem wynajęty przez anonimową organizację do stworzenia oprogramowania sterującego kapsułą kriogeniczną. Jego częścią była ukryta pamięć przechowująca niektóre informacje - Wiesz kto nam to zrobił? – zapytał Jake - Przykro mi. Kiedy zjawiłem się w siedzibie organizacji z gotowym systemem nie pozwolono mi jej opuścić. Ktoś próbował mi cos tłumaczyć ale moje wspomnienia z tego okresu nie są zbyt wyraźne - Mówiłeś że jest dziesięć kapsuł – zapytała Lara - Dokładnie tak – odparł John – razem z wami odnalazłem sześć z nich. Wszystkie były już otwarte. Brakuje tylko trzech - Więc wiesz gdzie są inni tacy jak my? - Oczywiście – powiedział z uśmiechem – od czasu mojego przebudzenia minęło sześć lat od tamtego czasu poczyniłem spore postępy. Nie wiedząc gdzie szukać pozostałych kapsuł ruszyłem na wschód jednak nigdzie nie mogłem znaleźć swojego miejsca. Kiedy dotarłem do Broken Hills spotkałem dwójkę braci Mike’a i Franka O’Connelów. Okazało się że ich kapsuły otworzyły się kilka tygodni przed moim przybyciem. W dalszą drogę wyruszyliśmy razem. Odnaleźliśmy stare złomowisko samochodów na którym mieszkało plemię tubylców. Kiedy zyskaliśmy ich zaufanie pozwolili nam zostać. Zaczęliśmy budować od podstaw nowe miasto. Dwa lata temu razem z Mike’iem wyruszyłem na pustkowie w poszukiwaniu schronów w których mogły zostać ukryte pozostałe kapsuły - Zaraz a co z tym miastem? – zapytał zaciekawiony Jake - Nazywa się teraz Nowe Kolorado i ciągle się rozwija – odparł John – nie jest to może podwalina super metropolii ale znaleźliśmy w nim dom jakiego wszyscy potrzebowaliśmy. Część z nas podróżuje teraz po pustkowiu w poszukiwaniu pozostałych ale teraz pozostaną nam już tylko trzy kapsuły. Jeżeli tylko wyrazicie chęć możemy w tej chwili wyruszyć w kierunku Kolorado - Nie zgłaszam sprzeciwów – odparł Jake Cała trójka wyruszyła na wschód. Po kilku dniach nieustannej podróży dotarli do Broken Hills w którym czekał na nich Mike. - Miałeś tu być dwa dni temu – powiedział z wyrzutem - Wybacz ale dowiedziałem się o prawdopodobnej krypcie w okolicy i musiałem to sprawdzić – odparł John - Chociaż z powodzeniem? - I to jakim – powiedział z uśmiechem – odnalazłem kolejną dwójkę - Chyba żartujesz – zdziwił się wstając ze stołka – byli razem w jednym schronie? - Żebyś wiedział - I co teraz? Wracamy do Kolorado? - Ja tak – odparł John – ale chciałbym żebyś zakręcił się koło Nowej Kaliforni. Wiem że obiecałem ci odpoczynek ale gdybyś mógł to dla mnie zrobić - Nie ma sprawy John – odparł – miło was poznać – powiedział do Jake’a i Lary po czym wyszedł na zewnątrz - Myślisz że coś tam znajdzie? – zapytał Jake - Nigdy nie tracę nadziei. Zdaję sobie sprawę że możemy wszystkich nie odnaleźć ale z danych które udało mi się odzyskać wynikało że każda kapsuła miała swoją konkretną datę otwarcia i tak się składa że właśnie w tym roku otwiera się najwięcej z nich. Moja kapsuła otworzyła się sześć lat temu. Mike i Frank obudzili się rok później. Dwa lata później odnaleźliśmy Ashley. Na ten rok przypadło otwarcie pozostałych sześciu kapsuł - Więc nie wszystkie zostały jeszcze otwarte? – zapytał Jake - Z pozostałych trzech tylko jedna została otwarta. Niejaki Jeremy Blane powinien się obudzić miesiąc temu. Blisko waszej daty. Kolejna jest zaplanowana na 16 sierpnia i ostatnia dwa dni później. Obawiam się jednak że nie zdołamy dotrzeć do nich zanim to nastąpi. Dlatego wysyłam Mike’a w okolice Kaliforni. Mam nadzieję że trafi na informacje o kimś z naszej listy. Ale nie traćmy czasu czeka nas jeszcze długa droga

The end

1x05 Wasteland Story 23.09.2238 Logan i Kevin zbliżyli się do Nowej Kalifornii gdzie mieli nadzieje rozpocząć poszukiwania John’a. Kevin wiedział gdzie mieszka Morgan i to było pierwsze miejsce do którego się udali jednak jego żona usilnie twierdziła że ich wspólny znajomy nie wrócił jeszcze z ostatniej wyprawy. - Kiedy się rozstawaliśmy miał ruszyć od razu tutaj – stwierdził Logan – coś jest nie tak - A co z tym człowiekiem Stevenem. Słyszałaś żeby Morgan coś o nim opowiadał? - Wspominał kiedyś o swoim pierwszym spotkaniu z nim – odparła kobieta – mówił że ma farmę gdzieś na północ od Nowego Reno - Świetnie – powiedział Kevin – potrzebnie nadkładaliśmy drogi - Rozejrzyjcie się może po mieście. Może znajdziecie to czego szukacie – odparła tajemniczo delikatnie dając im do zrozumienia że nie powinni zostawać u niej zbyt długo Kiedy znaleźli się z powrotem na ulicy weszli do baru znajdującego się w pobliżu. Widząc alkohol za plecami barmana popatrzyli na siebie z ironicznym uśmiechem. - Masz ochoty utopić smutki? – zapytał Kevin - Czemu nie – odparł Logan siadając przy stoliku Obydwaj zabawili w barze do wieczora, kiedy to Logan poczuł nieodpartą chęć przewietrzenia się na powietrzu. Kiedy podszedł do bramy okazało się że wyjście z miasta zostało odcięte przez pole siłowe. - Co to ma być? – zapytał stojącego obok strażnika - W nocy wejście do miasta jest zamknięte – odparł nie odwracając się nawet w jego stronę - Ale ja chcę z niego wyjść – powiedział zdziwiony – zrób wyjątek i wypuść mnie stąd Żołnierz spojrzał na niego i po chwili zastanowienia podszedł do konsoli sterującej i wyłączył pole siłowe. - Niech ci będzie. Ale z powrotem już cię nie wpuszczę – powiedział twardo ponownie włączając barierę energetyczną Logan zakręcił się po bazarze znajdującym się na obrzeżach miasta po czym trafił do baru znajdującego się poza murami miasta. Wewnątrz trawił na kilku podróżników, miejscowych pijaczków, Super Mutanta i siedzących w pomieszczeniu obok najemników, którzy nie wyglądali zbyt przyjaźnie. Logan usiadł przy barze i wziął sobie piwo. Siedząc tak i rozmawiając z siedzącym obok Super Mutantem, który opowiadał mu o przeszłości pustkowia zobaczył jak jeden z najemników podszedł do siedzącej w kącie niewysokiej blondynki nie pasującej zbytnio do tego miejsca. Kiedy kolejne próby wyciągnięcia dziewczyny z baru skończyły się niepowodzeniem, najemnik podjudzany przez swoich towarzyszy stawał się coraz bardziej nachalny. - Nie zamierzasz nic z tym zrobić? – zapytał Logan przyglądającego się całej sytuacji Barmana - Każdy dba o własne interesy – odparł mężczyzna pociągając łyk piwa z butelki - Nie pakuj się w to – powiedział Super Mutant - Ja pierdole co za świat – stwierdził Logan wstając ze stołka – nie wydaje mi się żeby lubiła być tak szarpana – dodał podchodząc do najemnika - A ty co? – zdziwił się jego reakcją najemnik – wiesz z kim zadzierasz? - Dam sobie rade – powiedziała dziewczyna usiłując stanąć za Loganem - Gdzie ty się wybierasz? – krzyknął najemnik usiłując ją złapać, został jednak powstrzymany przez Logana, który odepchnął go w kierunku drzwi Najemnik wyciągnął pistolet, jednak Logan zdążył podbiec i wytrącić mu go kopnięciem. - Spadamy stąd – krzyknął łapiąc dziewczynę za rękę Kiedy wybiegli na zewnątrz ukryli się za znajdującym się w pobliżu budynkiem. - Nie powinnaś chodzić do takich miejsc – powiedział rozglądając się po okolicy - Nie miałam dokąd pójść – odparła siadając na ziemi – sama już nie wiem czego szukać. Straciłam wszystko co było dla mnie w życiu ważne - Nie możesz się poddawać – powiedział siadając obok niej – wszystko da się w życiu przeżyć - Ty tego nie zrozumiesz – stwierdziła po chwili milczenia – nie straciłeś dopiero co wszystkiego co znałeś - Zdziwiłabyś się – odparł wyglądając zza rogu – nie dalej jak ... zaraz jak to straciłaś wszystko co znałaś? – zapytał zdziwiony - To zbyt trudne i tak mi nie uwierzysz - To trudne jak hibernacja i kilkaset lat w stanie zamrożenia? – zapytał badawczo - Skąd wiedziałeś? – zdziwiła się dziewczyna Logan uśmiechnął się z ulgą. - W tym wszystkim mam dla ciebie jedną dobrą wiadomość. Nie jesteś sama. Jakieś sześć tygodni temu przeżyłem to samo - Jaki eto słodkie – usłyszeli nagle za sobą Z drugiej strony budynku stało czterech najemników trzymających ich na muszce. - Myślisz że bezkarnie będziesz poniżał naszego kolegę w dodatku zabierając jego kobietę? – zapytał jeden z nich - Myślę że za chwilę bezkarnie poniżę was wszystkich – odparł Logan odsuwając dziewczynę za siebie – jak dam ci znak uciekaj w kierunku miasta Niespodziewanie cała czwórka została powalona na ziemię przez kolejnego najemnika, który spadł na nich z góry. Logan wyciągnął pistolet i zastrzelił tego, który próbował mimo upadku strzelić do nich z karabinu. Po chwili pojawił się Super Mutant z baru, który chwycił dwójkę kolejnych najemników i rzucił nimi o ścianę budynku. - Jak śmiesz z nami zadzierać ścierwo – krzyknął ostatni leżący na ziemi sięgając po broń Super Mutant przydepnął go po czym ściągnął z pleców karabin plazmowy i strzelił do niego wypalając mu wielką dziurę w klatce piersiowej. - Mówiłem żebyś się w to nie mieszał – powiedział Mutant podchodząc do nich – będziesz mi za to winien przysługę – dodał – gdybyś był kiedykolwiek w Broken Hills szukaj Simona. A ty jak się nazywasz? - Jestem Logan a to ... - Cleo – dokończyła dziewczyna - Nie zapomnę że uratowałeś nam życie – powiedział Logan wyciągając do niego rękę - Dobrze że są na tym świecie porządni ludzie – odparł Mutant po czym odwrócił się i poszedł swoją drogą

Rankiem Logan i Cleo odnaleźli Kevina, który po całym dniu spędzonym w barze nie wyglądał zbyt dobrze. - Widzę że nie próżnowałeś w nocy – powiedział widząc że Logan nie jest sam - To jest Cleo. Jest w identycznej sytuacji co my - W końcu masz pewność że to jednak nie bajki – stwierdził Kevin – ale powinniśmy ruszać dalej - Więc gdzie wyruszymy nie mając pojęcia gdzie szukać? – zapytał Logan - Musimy ruszyć na północ. Obawiam się że będziemy zmuszeni wrócić do Reno – odparł Kevin – ten człowiek ... Steven to nasz jedyny trop. Jeżeli chcesz odnaleźć swoich ludzi to musimy zacząć od niego

The end

1x06 Encounter 02.10.2238 Podróżując na północ Kevin, Logan i Cleo założyli obóz nieopodal góry, w której znajdowało się źródło ukryte w trudno dostępnych jaskiniach. - Zaraz za tą górą znajduje się stare górnicze miasteczko – powiedział Kevin spoglądając w kierunku pasma – kilka domków ale gdybyście kiedyś wpadli w tarapaty będziecie mieli drogę ucieczki. Naprawdę niewielu wie o tamtym miejscu - Na razie skupmy się na odnalezieniu farmy – odparł Logan – to może nie być takie proste. Według tego co nam powiedziałeś znajduje się ona na północ od Reno a to teren działania jednej z rodzin - Nigdy nie mówiłem że to będzie łatwe – stwierdził Kevin – dotarcie w okolice Reno zajmie nam jeszcze kilka dni ale wolałbym ominąć miasto - Nadłożymy drogi – powiedziała Cleo - Tak wiem – odparł Kevin – ale tak się składa że opuściliśmy miasto w niezbyt przyjaznych stosunkach z pewnymi wpływowymi ludźmi - On ma rację Cleo - przytaknął Logan - nie możemy ryzykować schwytania. Gdyby do tego doszło zabiliby nas wszystkich na miejscu - Przecież ja im nic nie zrobiłam - zdziwiła się Cleo - Uwierz mi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Awaken volume 1 — czytnik · opowiadania