Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 6 min czytania

Awantura o ... bokserki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Już wróciliście? – zdziwił się mój ślubny, gdy weszłam z dziećmi do domu. Pół godziny temu wyszłam z dziewczynkami na spacer. - Strasznie wiało – odpowiedziałam. – Bałam się, żeby dzieci się nie przeziębiły. A wiesz, bardzo mili są ci nowi sąsiedzi za siatką – zmieniłam temat. – Ten pan to nawet pomógł mi pchać wózek pod górkę. - Ja ich jeszcze nie widziałem – odparł mój ślubny. – Młodzi? Starzy? - Młodzi, tak około trzydziestki. Wyglądają na spokojnych. A jacy są w sobie zakochani… - zachwycałam się, rozbierając nasze dziewczynki. – Szłam za nimi kawałek, to widziałam, jak się trzymali za ręce i obejmowali. My też kiedyś byliśmy tacy – westchnęłam z żalem. Ślubny tylko wzruszył ramionami. - My już jesteśmy piętnaście lat po ślubie – powiedział zupełnie bez sensu. Podparłam się pod boki. - Więc ty uważasz, że kilkanaście lat po ślubie to już nie można przeżywać żadnych uniesień?! – zaatakowałam go. - Kobieto, zlituj się – jęknął mój ślubny. - Pewnie, że można. Ale pod warunkiem, że nie ma się gromadki dzieci, jak my, i nie pracuje na cały zegar, jak ja. Zawracanie głowy. A tak w ogóle, to chciałem wyskoczyć do kolegi! Obraziłam się. „ Ja mu zawracam głowę?!, denerwowałam się w duchu. „ Przecież sama poszłam na spacer z dziećmi, żeby on miał spokój. O co mu chodzi?!” Zawołałam dzieciaki do kuchni i dałam im zupę. Potem zabrałam się do robienia drugiego dania. Ale wciąż byłam zła na ślubnego. Trzaskałam więc garami, żeby mój „rodzynek” wiedział, w jak podłym jestem nastroju. Po chwili chyba coś do niego dotarło, bo skruszony przyszedł do kuchni. - Nie złość się – powiedział proszącym tonem. – Od dziś będzie inaczej – zobaczysz… - Nie złoszczę się – odparłam. - Jest mi tylko przykro. Zapadła cisza. I nagle usłyszeliśmy jakieś krzyki. Wybiegliśmy na podwórko. Krzyki dochodziły z sąsiedzkiego obejścia, na którym stał nowo pobudowany domek młodych sąsiadów. - Ty dziwko, jak mogłaś mi to zrobić?! – słyszeliśmy wyraźnie męski głos. – Zdradzasz mnie?! - Uspokój się! – odpowiedziała mu podniesionym głosem kobieta. - Nie wiem skąd się to tutaj wzięło… - Nie kłam! To pewnie twojego kochanka! Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni. To znaczy ja byłam zdziwiona, a w oczach mojego męża dostrzegłam iskierki tryumfu. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: „ No i masz tę ich wielką miłość!” Potem krzyki stały się cichsze. Może weszli do domu. Jednak z odgłosów wnosiłam, że awantura trwała dalej, tylko już nie można było rozróżnić słów. - Ciekawe, o co poszło gołąbeczkom – ironizował mój ślubny. - Nie słyszałeś? O zdradę… Po chwili kłótnia ucichła, słychać było tylko szloch kobiety chodzącej po podwórku. Było mi strasznie przykro z powodu nowych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%