Psychologia · 4 min czytania
Awionika na szkielecie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Yes, yes... I know... but it will be better not to exaggerate...Ok, I understand your point of view in this matter... Thank you.- Przełączył się na kolejną osobę.-Was nein, Ich darfe nicht fur das, das ist unmóglich....Ich verstehe Sie, ja, aber.- Rozłączył się.- Kurwa.- Mężczyzna w ciemnym garniturze, o ciemnych włosach i w takich samych butach gnał chodnikiem do swojej równie czarnej limuzyny, a białość kołnierzyka służyła podkreśleniu powagi czerni. Błysnął kierunkowskazami, pociągnął klamkę i gibko wkomponował się do ergonomicznie luksusowego wnętrza. Niczym pępowinę podpiął zasilanie telefonu i głośno mówiący zestaw do kokpitu, wyłączył odtwarzacz MP3 grający w kieszeni marynarki, sprawdził zegarek, był spóźniony, bardzo spóźniony, palm-top z lewej kieszeni doszukał się drogi na skróty. - Nie mogę się spóźnić. Trudno, trzeba jechać tymi garbami, wcisnął opcję zmiękczającą zwieszenie. Jedziemy.- Drugi telefon rozwibrował się w kieszeni. - Tak, za kwadrans będę, już jestem niedaleko…Proszę powiedzieć, żeby zaczekali, spóźnię się minimalnie.- Zaiskrzył motor wysokoprężnie, szarpnął strzałką na wyświetlaczu komputera pokładowego, by po dwóch przecznicach impet zgasić na zasklepionej arterii. - Pieprzony GPS, kurwa.- Odbił w boczną uliczkę, pomiędzy szare bloki, gnał łamiąc potrojone zakazy, skręcając na maksymalnym biegu, nie patrząc na nic innego tylko w przód, zleksza orientując się w terenie. Aby dotrzeć na miejsce, jak ogarnął na ekranie, musiał przejechać trasę opisującą trapez bez podstawy. Podrzucał gazety, niedopałki, wszystko niczym ogon za kometą buzowało rachitycznie. Matowość nieba skonsolidowała się z matem zabudowań, ginących, a niemogących zginąć poza polem widzenia. Dojechał do krzyżówki, na której niezdecydowanie, po redukcji wybrał azymut przed siebie. Coś po chwili kazało mu zweryfikować…