Fantastyka · 7 min czytania
Ayanee WSTĘP
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świst ostrza. W powietrzu rozbryznęły się jeszcze gorące krople krwi, a na ziemię spadła kolejna głowa. Ayanee z obróciła się z gracją i stanęła tyłem do pleców Roda. Ścisnęła w dłoniach dwuręczny topór. - Na trzy... – usłyszała szept chłopaka, a jej oczy powędrowały ku zbliżającym się Tarianom. Wzięła głęboki wdech. - Raz... dwa... TRZY!!! Oboje rzucili się przed siebie. Dziewczyna zamachnęła się trafiając w stalowy napierśnik jednego z biegnących na nią wojowników. Mężczyzna zatoczył się od siły pchnięcia i z łoskotem zwalił na ziemię. „Chwilowo jednego mniej”- pomyślała. Nie zastanawiając się zatoczyła łuk toporem trafiając kolejnego w nogę, gdy ten upadł zaatakowała z nad lewego ramienia rozłupując czaszkę przeciwnika na dwie, niemalże, idealne połówki. Topór przeszedł przez jego głową niczym nóż tnie masło. Nie zdążyła jednak napatrzeć się na swoje destrukcyjne dzieło, gdyż drugi z najemników już zmierzał w jej kierunku celując w tył jej skórzanego kirysu. Szybko pochyliła się, sprawiając, że mężczyzna wręcz „potknął się” o nią i poleciał do przodu zderzając się nosem z ziemią. Tak jak i w poprzednim wypadku Ayanee zamachnęła się, tym razem celując w płytę na plecach. Pod siłą uderzenia, zbroja pękła, topór wbił się w plecy, doprowadzając do nieprzyjemnego chrzęstu łamanej kości. Krzyknął. Jako, że dziewczyna nie należała do osób lubujących się w katowaniu innych, wyciągnęła zza pasa sztylet i wbiła go w ciało mężczyzny, po stronie której znajdowało się serce. Okrutny wrzask przeszył ją na wskroś, ale umilkł równie szybko jak się pojawił. Podniosła wzrok by sprawdzić jak radzi sobie Rod. Chłopak stał, nonszalancko opierając się o wbity w ziemię miecz. Jego usta wygięte były w grymasie, aczkolwiek Ayanee doskonale wiedziała, że jest to uśmiech. „Jak zwykle idealnie szybkie tempo” - pomyślała spoglądając na leżące wkoło ciała. Zaśmiała się. Odgarnęła włosy z twarzy i wstała. Zanim jednak podeszła do swego towarzysza, podparła się nogą o denata i wyciągnęła z jego pleców swoją broń. - Gotowa? – spytał Torrino. - Gotowa. – odparła, zmierzając w jego kierunku. Razem skierowali się w stronę Aralii. Nie szli zbyt szybko. Wykonali swoje zadanie i przyszedł czas na to by odetchnęli. Dziewczyna zerknęła kątem oka na Roda. Szare oczy wpatrywały się w drogę przed sobą, a po skroniach spływały jeszcze świeże krople potu. Krótkie kasztanowe włosy były zmierzwione, co tylko dodawało pewnej dozy „zła” już i tak posępnemu człowiekowi jakim był Rod Torrino. Westchnęła. - Coś Ci jest? – zapytał, nie spuszczając wzroku z drogi. - Nie, kompletnie nic. –oznajmiła, lekko się uśmiechając – Po prostu jestem wykończona. Chłopak zatrzymał się i spojrzał na nią z ukosa. Lewą ręką zmierzwił kaskady pozlepianych krwią czarnych włosów. - Chodź mała. Napijemy się dobrego elfickiego wina w tawernie i pójdziemy spać. Rano odbierzemy nagrodę od króla. Kiwnęła głową i ruszyli dalej ścieżką, która prowadziła w gęstwinę. Wędrowali tak dłuższą chwilę w milczeniu, gdy nagle Rod zatrzymał się. Ayanee uszła kilka, kroków dalej i również przystanęła. Odwróciła się w jego stronę. - Wiesz... chciałbym żebyś wiedziała... –zaczął. - Tak? Chłopak wpatrywał się w nią przez chwile. - Chcę powiedzieć, że... –nie dokończył. Nagle…