Inne · 3 min czytania
Aż do dziś.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Co ranek sklejam sobie rzęsy wodoodporną maskarą, aby nie móc otworzyć oczu, i płaczę za zamkniętymi powiekami stojąc w wypchanym po brzegi tramwaju. Zżera mnie wstyd, stres i strach, że ktoś podnosząc głowę znad gazety rozpozna we mnie dziewczynę ze spożywczego, która w akcie desperacji, grapefruitami próbowała powiększyć sobie piersi. Codziennie, gdy wychodzę z domu, próbuję wmówić sobie, że to łatwe, że dam radę, że nikt nie zauważy mojej protezy. A gdy już jestem na klatce schodowej, wyraźnie odczuwam zapach męskich perfum, który przez nozdrza dostaje się do płuc i tam wybucha, bym musiała układać na nowo to, co porządkowałam całą noc. W centrum miasta zauważam zapowiedź kolejnej romantycznej komedii. Nigdy nie obejrzałam z nim filmu, nigdy nie całowałam go w kinie, i to mi daje do zrozumienia, że za wcześnie wypuściłam go z rąk. Nie mogłam znieść tego, że jego oczy były większe od moich, włosy bardziej proste a nogi zdecydowanie dłuższe. Kobiety patrzyły na niego zalotnie, zmierzwiały loki i uśmiechały się tak długo dopóki nie uderzyły swymi śnieżnobiałymi zębami o chodnik, potknąwszy się przypadkiem o moją nogę. Czasem łamały im się korki, czasem wpadały do studzienek kanalizacyjnych, jednak za każdym razem to była moja wina. Lubiłam jak się na mnie wściekał