Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 30 min czytania

Aziza i Dowódca Marionetek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stała pośrodku kolumnowej sali tronowej i próbowała odczytać, co oznaczają wyrazy twarzy ludzi stojących naprzeciwko niej. Czy wiadomość, którą miała dostarczyć, wystarczy, aby zgodzili się na tymczasowy rozejm? Wiedziała z grubsza, czego dotyczyła wiadomość, ale dokładne warunki były przeznaczone tylko dla oczu dowódcy marionetkowego wojska. Oficjalnie stał tylko na czele swoich oddziałów, nieoficjalnie był prawą ręką króla, który podziwiał i doceniał jego przeczące prawom natury zdolności. Stały się one gwoździem do trumny dla jej własnego kraju. Do tej pory oba państwa miały podobną siłę militarną, ale opanowanie przez Zahira haniebnej sztuki rozkazywania martwym przeważyło szalę na stronę Soli. Mówiono, że żeby tego dokonać, zawarł umowę z niecielesnymi istotami z Io. Po powrocie stamtąd okazało się, że zwłoki, które znalazły się w jego zasięgu, zachowywały się jak marionetki na niewidzialnych sznurkach. Jej królestwo - Randor - zostało zaatakowane niedługo po tym, jak po kontynencie rozeszła się wieść o jego niemożliwej mocy. Wojska Soli bardzo szybko zajmowały kolejne tereny, aż dotarły do Miedzioboru. Tutaj zostały powstrzymane przed marszem naprzód, gdyż okazało się, że miedziane drzewa są w stanie absorbować nekromancką magię. Władze Randoru, z królem na czele, postanowiły działać szybko i rozpoczęły wymianę wiadomości z prośbami o zawieszenie broni. Aziza była posłanką po raz pierwszy. Mimo to poinstruowano ją o wcześniejszych uzgodnieniach oraz o tym, kto jest kim na solańskim dworze. Wszystkie głowy były zwrócone na Zahira - to on stał się osobą, która zawsze miała ostatnie słowo. Sama przybyła dzień wcześniej do dawnej randorskiej twierdzy, którą później przebudowano na pałac letni rodziny królewskiej. Długi okres pokoju między narodami sprawił, że budowle wojenne powoli traciły swoje pierwotne przeznaczenie, ustępując miejsca funkcjom reprezentacyjnym lub rekreacyjnym. Z zewnątrz można było jeszcze dostrzec ślady dawnej twierdzy, ale wewnątrz wszystko przebudowano tak, aby rodzina królewska mogła spędzać tu wolny czas, zażywając kąpieli zdrowotnych w gorących źródłach znajdujących się pod zamkiem. Teraz, niestety, pałac został zajęty przez obce wojska i stał się siedzibą dowódców solańskiej armii. Przyjęto ją zgodnie ze zwyczajami nakazującymi gościnnie traktować posłów. Przydzielono jej komnatę z pięknym widokiem na Miedziobór i Sowie Góry. Mimo krótkiego, aczkolwiek intensywnego przygotowania nie była jeszcze w stanie wyciągnąć ze swojej wizyty żadnych wniosków, które mogłyby być przydatne jej dowództwu. Nie była wojskową, lecz córką średniozamożnego szlacheckiego rodu. Do tego zadania wybrali ją wuj i inni wielmożni, którzy uznali, że dość uważna i cicha kobieta mogłaby zwrócić uwagę na szczegóły, które umknęły poprzednim posłom. Początkowo wydało jej się dziwne, że to właśnie ona miała jechać, jednak wuj przekonał ją, że w ten sposób pomoże zarówno własnemu królestwu, jak i rodzinie. Była świadoma zagrożenia, jakie niosła wojna, więc zgodziła się niemal bez wahania. Chciała wspomóc swoją ojczyznę i rodzinę, jak tylko mogła. - Azizo Longfast, czy znasz wszystkie warunki umowy dotyczącej rozejmu między naszymi krajami? Była tak zdziwiona, że zwracają się do niej bezpośrednio, że nawet nie zauważyła, który z mężczyzn zadał pytanie. Poczuła się nieswojo. To dziwne, że zwracają się do niej bezpośrednio, skoro była zwykłą posłanką. Właściwie miała jedynie dostarczyć wiadomość i wrócić z odpowiedzią. Nie miała negocjować żadnych dodatkowych warunków. - Wielmożni panowie, znam zarys wiadomości, ale nie wtajemniczono mnie w szczegóły. Miałam ją jedynie dostarczyć i jak najszybciej wrócić z odpowiedzią. Zauważyła, że zebrani wokół Zahira mężczyźni spoglądają na niego, ale żaden nie patrzy na nią. Mocno ją to zaniepokoiło. Czy w liście znajdowało się coś, co mogło rozgniewać marionetkowego dowódcę? Czy mogło jej przez to coś grozić? Po chwili zobaczyła, jak Zahir przenosi spojrzenie w jej stronę. Ten człowiek bardzo jej się nie podobał. Był przystojnym, dość młodym mężczyzną, ale jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. W oczach widać było za to pogardę i nienawiść. Aziza nie była pewna, czy te uczucia skierowane są tylko do niej, do jej królestwa, czy może po prostu do wszystkiego, co żyje. - Tak, jak się spodziewałem. Tchórze... Zamilkł, a jego wzrok świdrował dziewczynę na wskroś. Poczuła uścisk w żołądku i nagłą chęć ucieczki. W komnacie zapanowała głucha cisza. Z jakiegoś powodu poczuła, jak serce ściska jej się w klatce piersiowej tak mocno, że ledwo mogła oddychać. Widziała tylko zimne oczy, które mogły zdecydować o jej najbliższej przyszłości. Nie śmiała odwrócić wzroku. Wiedziała, że nie zdąży dobiec do drzwi, gdyby strach wziął nad nią górę i kazał jej uciekać. Czuła, jak adrenalina zaczyna krążyć w jej żyłach, podczas gdy Zahir powoli ruszył w jej stronę. Mimowolnie zaczęła się cofać. Była zdezorientowana i nie rozumiała, dlaczego nagle to ona stała się centrum zainteresowania całej sali. Niestety, nie było jej dane zrobić kolejnego kroku, bo nagle z ziemi wystrzeliły metalowe łańcuchy, które najpierw oplotły jej kostki, a potem nadgarstki. Straciła równowagę i upadła. Była w szoku i zupełnie nie rozumiała, co się dzieje. Zdołała wykrztusić z siebie: - Jestem posłanką! Dlaczego tak traktujecie posłankę?! Nie wiedziała, do kogo dokładnie kierowała to pytanie. Próbowała wstać, ale łańcuchy trzymały ją mocno. Jej nogi i ręce były mocno przytwierdzone do podłogi. Oddychała bardzo szybko i starała się odeprzeć narastającą panikę, kiedy Zahir odezwał się zimnym głosem: - Otóż nie, moja droga Azizo. Nigdy nie byłaś posłanką. Jesteś jednym z warunków rozejmu. I nigdy już nie wrócisz do domu. Wydawało jej się, że czas się zatrzymał. W głowie jej huczało, a świadomość zalewało niedowierzanie. Może się pomylili. Z punktu widzenia całego konfliktu była przecież nikim. Dlaczego miałaby być ważna? Jedyne, co przyszło jej do głowy, to możliwość zaaranżowanego małżeństwa politycznego, ale czy wtedy nie wybraliby kogoś lepiej urodzonego? Czy wuj nie powiedziałby jej o takich planach? Może miała być swego rodzaju zakładniczką - gwarantem, że randorska armia nie zaatakuje znienacka? Ale i to wydawało jej się mało prawdopodobne. Nie miała przecież aż tak wysokiej pozycji. Chciała uspokoić bijące serce i wstać, ale łańcuchy mocno ją trzymały. - Wszyscy! Natychmiast wyjść! - Usłyszała głos Zahira, który nie znosił sprzeciwu. Mężczyźni zebrani w sali bez słowa zaczęli ją opuszczać. Została tylko ona i stojący przed nią dowódca, który spoglądał na nią z góry. Podniosła ku niemu głowę. W jej oczach malowały się jedynie zagubienie i niezrozumienie sytuacji, w jakiej się znalazła. Złapał ją jedną ręką za brodę i zmusił ją, żeby uklękła. Gdy jej dotknął, łańcuchy rozluźniły się na tyle, że mogła to zrobić. Patrzył jej głęboko w oczy ze złością. - Nie pamiętasz mnie, prawda? - zapytał. Nie rozumiała niczego z tego, co się działo. Dlaczego została z nim sama? Dlaczego miałaby go pamiętać? Przecież nigdy wcześniej go nie widziała. Drżącym głosem odpowiedziała: - Ja pana nie znam. Nigdy nie opuszczałam zamku mojego ojca. Dopiero niedawno pozwolono mi przybyć do stolicy... Patrzył na nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, aż w końcu odepchnął ją od siebie, a łańcuchy przy jej rękach znów przyciągnęły dłonie ku podłodze. Była jeszcze bardziej zdezorientowana. Łzy napłynęły jej do oczu. - P-proszę... To jakaś pomyłka. Na pewno nie chodzi o mnie. Ja nic nie wiem. Miałam tylko wrócić do stolicy z odpowiedzią. Zahir roześmiał się i pochylił tak, by usłyszała jego słowa. Szepnął groźnie: - Twój wuj, władca Randoru, i jego doradcy... Wszyscy cię sprzedali. Twoja eskorta właśnie wraca do stolicy z podpisanym przeze mnie rozejmem. Aziza odwróciła ku niemu wzrok. Był bardzo blisko. Chciała uciec od niego jak najdalej. - Ale nie martw się - kontynuował. - Niedługo nie będą się już cieszyć z zawieszenia broni. Wyprostował się i wygładził ubranie. - Nigdy nie powiedziałem, że jestem słowny. Znowu się uśmiechnął, a Azizie przeszły ciarki po plecach. Spojrzał na nią jeszcze raz i szybkim krokiem wyszedł z sali. Aziza słyszała echo jego oddalających się kroków, przeplatające się z jej szybkim, nerwowym oddechem. Błagała w duchu wszystkich bogów, by to wszystko okazało się jedynie koszmarnym snem albo wielkim nieporozumieniem. *** Kiedy miała już pewność, że została sama, położyła się na ziemi i zaczęła płakać z bezsilności. Jej umysł galopował jednak w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z sytuacji albo przynajmniej logicznego wyjaśnienia tego, co się wydarzyło. Czy zostanie więźniem? Czy zostanie zabita? A może Zahir uczyni z niej marionetkę i wykorzysta ją przeciwko jej ojczyźnie i rodzinie? Jeśli tak, nie może do tego dopuścić. Na razie musiała jednak dowiedzieć się jak najwięcej. Wyglądało na to, że naprawdę była taką głupią gąską, za jaką ją uważano. W jej sercu narastało przeczucie, któremu nie chciała jeszcze wyjść naprzeciw. Czy to możliwe, żeby wuj i reszta możnych tak po prostu ją sprzedali? Dlaczego mieliby to zrobić? Czego chciał od niej Zahir? Czy zamierzał ją do czegoś wykorzystać? I dlaczego twierdził, że się znają? Nie wiedziała, ile czasu spędziła na lodowatej, kamiennej podłodze sali audiencyjnej. Było jej zimno, a ręce i nogi zesztywniały od długotrwałego pozostawania w jednej pozycji. W końcu usłyszała kroki. Nie należały do jednej osoby, lecz do kilku. Żołnierze - na szczęście ludzie, a nie marionetki - stanęli przed nią. Jeden z nich oznajmił, że przeniosą ją w inne miejsce. Pomyślała, że może chociaż tyle litości okażą jej oprawcy, by udzielić jej jakichkolwiek informacji. Cienkim, drżącym głosem zapytała, dokąd ją zabierają i co ją czeka. Jeden z żołnierzy odpowiedział: - Na mocy traktatu między naszymi państwami, a także umowy zawartej między dowódcą a solańską rodziną królewską, jesteś teraz jego własnością. Tylko on może zdecydować o twoim losie. Spojrzał na Azizę i najwyraźniej dostrzegł w jej oczach coś, co wzbudziło w nim odrobinę litości. Dodał więc: - Nie otrzymaliśmy rozkazu, by zrobić ci jakąkolwiek krzywdę. Mamy jedynie przenieść cię do twojej komnaty. Czeka tam na ciebie człowiek, który zadba o to, żebyś nie mogła stąd uciec. Aziza chciała wiedzieć, co to oznacza. Co zamierzali jej zrobić? Nie zdążyła jednak zadać kolejnego pytania. Żołnierze zdjęli z niej magiczne łańcuchy, po czym zakuli ją w kajdany i wyprowadzili z sali. Weszli do znajomej komnaty, gdzie czekał na nich ciemnowłosy mężczyzna z kufrem pełnym metalowych przedmiotów o nieznanym jej przeznaczeniu. Jej zaczerwienione od płaczu oczy spoczęły na jego twarzy. Mężczyzna dostrzegł jej błagalne spojrzenie i oznajmił: - Dowódca życzy sobie, abym dał mu pewność, że nigdy nie uciekniesz. Chce mieć kontrolę nad tym, gdzie jesteś i co robisz. Dlatego muszę założyć ci ten znacznik. Dzięki magii będzie wskazywał mu twoje położenie, a także pozwoli mu cię powstrzymać, gdybyś próbowała uciec. Usiądź na łóżku. Wszystko w niej buntowało się przeciwko temu poleceniu. Zawahała się, ale silne ręce jednego z żołnierzy popchnęły ją w stronę łóżka. Musiała albo usiąść, albo się o nie przewrócić. Czarnowłosy mężczyzna odwrócił się do kufra i wyjął z niego coś, co wyglądało jak metalowa obroża. Bogowie, założą mi obrożę jak psu - pomyślała Aziza. Ogarnęły ją bezsilność i rozpacz. Po policzku spłynęła jej łza. Metalurg zauważył to i zawahał się, ale nie przerwał przygotowań. Zamiast tego powiedział tylko: - Dam ci radę. Jeśli nie będziesz robić głupot i niczego kombinować, noszenie tego nie będzie taką katorgą, jak ci się wydaje. Podnieś włosy do góry - poprosił. Aziza nie chciała tego robić. W ten sposób jeszcze szybciej traciła resztki wolności, której, prawdę mówiąc, i tak już nie miała. Wiedziała o tym, a jednak nie potrafiła zmusić się do uniesienia rąk. Metalurg, widząc jej opór, przywołał wzrokiem jednego z żołnierzy. Ten podszedł i uniósł jej włosy. Aziza rozpłakała się na dobre. Obroża została założona. Ciążyła jej niezmiernie - nie ze względu na swoją wagę, lecz przez to, co symbolizowała. Mężczyzna odwrócił się i zaczął ponownie przeszukiwać kufer. Znalazł jeszcze jakiś przedmiot, wziął go do ręki i pochylił się nad Azizą. - To kamień komunikacyjny. Dzięki niemu dowódca Zahir będzie mógł porozumiewać się z tobą na odległość. Dam ci jeszcze jedną radę. Jeśli usłyszysz, że czegoś od ciebie chce, natychmiast to wykonaj. On nie lubi czekać. Aziza rozumiała każde jego słowo, a mimo to nie potrafiła opanować drżenia rąk ani łez spływających po policzkach. - Skończone - oznajmił mężczyzna. Aziza dotknęła obroży. Była zimna, a jednocześnie wibrowała pod jej palcami, jakby zamknięto w niej jakąś energię. - Nie próbuj jej zdejmować. Może to być dla ciebie bolesne. W tej chwili tylko dowódca i ja możemy to zrobić. Mężczyzna skinął głową na pożegnanie i wyszedł z komnaty. Żołnierze spojrzeli po sobie, po czym również opuścili pomieszczenie, zostawiając Azizę samą - zapłakaną i rozumiejącą jeszcze mniej niż przedtem. Została sama i kiedy miała już pewność, że nikt nie zobaczy, co robi, zaczęła szukać swoich rzeczy przywiezionych ze stolicy. Wyglądało na to, że ktoś je wszystkie przejrzał, ale koniecznie musiała sprawdzić jedną z nich. Jej oprawiony w skórę dziennik leżał na stercie rzeczy, które z pewnością zostały przeszukane. Na szczęście nikt nie sprawdził, co kryje się w okładce. Aziza delikatnie odgięła skórę w jednym miejscu i nagle na jej dłoń wypadła malutka, czarna tabletka. Odetchnęła z ulgą. Przynajmniej prawdopodobieństwo, że zrobią z niej marionetkę, spadło do zera… Rozejrzała się po pokoju. Nie licząc jej rzeczy porozrzucanych teraz po podłodze, wszystko wyglądało tak samo jak rano, kiedy wychodziła na spotkanie w sali audiencyjnej. Postanowiła sprawdzić, na jaką swobodę pozwala jej obroża. Poszła do łazienki i dotknęła kilku przedmiotów. Następnie otworzyła drzwi prowadzące na korytarz, ale nie wyszła, ponieważ tuż za nimi stali dwaj strażnicy. Podeszła do wyjścia na balkon. Ostrożnie uchyliła drzwi i spróbowała przejść na zewnątrz. Poczuła lekkie mrowienie na szyi, ale poza tym nic się nie stało. Im bardziej zbliżała się do krawędzi balkonu, tym silniejsze stawało się nieprzyjemne uczucie. Kiedy znalazła się naprawdę blisko uskoku, obroża wyzwoliła potężny impuls energii, który zwalił ją z nóg. Ból ustąpił dopiero wtedy, gdy zaczęła się cofać. - Czyli urządzenie skalibrowano tak, żeby nie była w stanie skoczyć z balkonu - mruknęła. Wróciła do łazienki i znalazła nożyczki. Wzięła je do ręki, zamierzając się skaleczyć i sprawdzić, jak obroża zareaguje na takie zachowanie. Wtedy w jej uszach rozległ się zniecierpliwiony, gniewny głos. - Na twoim miejscu przestałbym się bawić w robienie sobie krzywdy. Jeśli nie posłuchasz, porozmawiamy inaczej. To był

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%