Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 9 min czytania

Bać się czy się nie bać?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zastanawiając się nad odpowiedzią na konkretnie postawione pytanie: czego się w życiu boję? Zacząłem szukać jednej konkretnej odpowiedzi. Zazwyczaj człowiek nie zastanawia się nad tą kwestią, co oczywiście nie oznacza że niczego się nie boimy. Każdy się czegoś boi i to nie jest wstyd, nie jest wstydem nawet przyznanie się do tego, że się czegoś boimy, to oczywiście prowadzi do wniosku, że prawdziwym wstydem byłoby się w ogóle niczego się nie bać. Aby więc być na przekór tej tezie osobiście wolę się bać, niż się za to wstydzić.

Skoro jednak mam się bać, to niech to już będzie coś konkretnego, tak żeby każdy mi tego strachu pozazdrościł i z dumą mógł mi powiedzieć: No tak, tego to się można bać! Nie może więc to być coś banalnego. Ciemności boi się ¼ ludzkości, miliony osób boi się węży, jadowitych owadów; można się bać latać samolotem; można się bać samotności, ale i z równym powodzeniem można się bać ludzi. Uczniowie boją się klasówek – ale ponieważ już uczniem nie jestem, więc i ten strach jest nie dla mnie. Wszystko to jednak są strachy albo zbyt pospolite, albo tak naprawdę nie istotne. A ja takiego strachu nie szukam; pragnę zostać przodownikiem w baniu się, więc mój strach musi być wielki jak byk! Strach ma więc tyleż obliczy ile tylko zdołamy mu nadać. Najoczywistszą odpowiedzią wydaje się powiedzieć, że najbardziej boję się duchów. Problem w baniu się ducha polega jednak na tym, że aby się go bać musielibyśmy go przynajmniej raz spotkać, a kiedy go już spotkamy musimy mieć pewność, że duch, którego spotkaliśmy w rzeczywistości jest duchem. Rozstrzygnąć to jednak niepodobna, gdyż wizerunek ducha narzuciły nam osoby, które same nigdy w życiu ducha nie widziały. A nie widziały go dlatego, że albo duchy nie istnieją, albo one też boją się nas i to bardziej niż my ich, wiec konsekwentnie unikają z nami jakiegokolwiek kontaktu. Tak więc rozstrzygnąć kwestię istnienia duchów nie możemy dopóty, dopóki żyjemy w percepcyjnym świecie.

Skoro więc nie ma empirycznych dowodów istnienia duchów, mój strach przed nimi też staje się irracjonalny. A nie o taki strach wciąż mi chodzi. Powinien on być, przynajmniej wedle moich wymagań, racjonalny, to znaczy musi się tłumaczyć rozumowo np. boję się lwa, ponieważ lew jest mięsożerny, ja głównie jestem złożony z mięsa summa summarum stanowię doskonały dla niego kąsek. Po drugie strach mój, aby był doskonały musi się odnosić do rzeczywistych zjawisk i rzeczy. Lew jest zwierzęciem rzeczywistym, doświadczam go percepcyjnie, kiedy byłem wraz ze szkolną wycieczką w krakowskim zoo. Moje doświadczenie jego istnienia potwierdza również Leksykon Zwierząt, gdzie znajduję jego zdjęcie wraz z ogólnym jego opisem. Lwa widzieli także inni ludzie, których znam i nikt nie przeczy jego istnieniu. Mogę wiec wobec własnych doświadczeń, dowodów naukowych i opinii innych ludzi z całą pewnością stwierdzić istnienie zwierzęcia z rodziny kotów zwanego lwem. Mój strach przed nim ma więc realne odniesienia, wciąż jest jednak niedorzeczny, przez wzgląd na to, iż w tej strefie klimatycznej lwy żyją wyłącznie w zoo, są więc bezpiecznie ode mnie oddzielne.

Podsumowując mój strach, aby był strachem z pierwszego zdarzenia musi spełniać trzy założenia: 1. musi posiadać przyczynę; 2. musi mieć rzeczywiste odniesienie; 3. musi istnieć realna, stanowiąca zagrożenie możliwość kontaktu z obiektem. Dopiero po spełnieniu tych trzech koniecznych warunków, można się zaczynać bać. Wciąż jednak pozostaje pytanie zasadnicze: „Czego?”

Na myśl przychodzi mi, że we współczesności to już nie ma się czego bać. Gdybym przynajmniej żył w epoce lodowcowej, mógłbym się bać np. tygrysa szablastozębnego, bo przecież taki mógłby mnie pożreć zanim bym w jakikolwiek sposób zdążył zareagować. Mógłbym się bać ognia, piorunów, mamuta i wielu innych rzeczy, bo przecież człowiek pierwotny musiał się bać wszystkiego co go otaczało, gdyż niczego do końca nie rozumiał. A jeśli się czegoś nie rozumie to bać się tego należy. Albo gdybym żył w średniowieczu, mógłbym się bać smoka ziejącego ogniem, pod warunkiem oczywiście, że urodziłbym się urodziwą księżniczką – potencjalną ofiarą porwania przez smoka, albo też byłbym rycerzem, co prawda rycerzowi nie godziło się bać, niemniej jednak od dawna wiadomo, że strach wspomaga mężne czyny, a…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bać się czy się nie bać? — czytnik · opowiadania