Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 20 min czytania

Bajda

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

BAJDA Dawno, dawno temu w małej chatce na skraju lasu nieopodal Babiej Góry żyła kobieta. Nikt nie wiedział skąd ona pochodzi, ile ma lat, jak się nazywa. Kiedy ktoś pytał o jej imię wzruszała ramionami i kazała mu odejść. Nie mówiła nic o swoich rodzicach, rodzeństwie. Na próżno pytali ją o nich. Zbywała ich pytania milczeniem. Skąd przyszła tego też nie wiedzieli. Pewnego razu nagle pojawiła się w wiosce i w niej została. Zamieszkała u staruszki Tomiły nad potokiem i zaopiekowała się nią. Kiedy Tomiła umarła ona została. Była dobra i mądra. Żyła jednak samotnie. Mówiła, że z samotnością trzeba się zaprzyjaźnić i ją polubić. Trudniła się zbieraniem ziół, robieniem lekarstw. Ludzie często przychodzili do niej po radę, gdy byli chorzy, zagubieni. Ona starała się im pomóc, i w chorobie i w nieszczęściu. Lubili ją ludzie z okolicznych wsi za jej serce, zrozumienie, pomocność. Zawsze była uprzejma, miła i uśmiechnięta. Toteż gdy wieczorem po ciężkiej pracy w polu zbierali się przy ognisku, aby odpocząć zapraszali i ją do swojego grona. Ona zawsze przyjmowała zaproszenie. Lubiła być wśród ludzi, z nimi rozmawiać. Przychodziła zawsze ostatnia. Siadała ze starszyzną i patrzyła na rozentuzjazmowanych młodzików. Uśmiechała się. Każdy z nich szukał najładniejszej panny, aby z nią zatańczyć. Każda białogłowa szukała przystojnego kawalera, aby go zatrzymać na długie lata. Śmiechów, radości i dokazywania przy ognisku było dużo. Ona młodość miała już za sobą. Tym nie przejmowała się. Lata swojego życia spędzała tak jak chciała i nigdy tego nie żałowała. Miała jeszcze jeden niezwykły dar – dar słowa. Opowiadała ludziom piękne historie o lesie, dalekich krajach, o konstelacjach gwiazd, o ludziach z gwiazd, którzy przestworza przemierzali na swoich stalowych rumach, o krainach wiecznej i soczystej trawie, o pięknie Ziemi. Tym razem również przyszła ostatnia i jak zwykle usiadła wśród starszyzny. - Przychodzisz ostatnia, a wychodzisz pierwsza. Wybacz, że cię zapytam, ale dlaczego ciągle jesteś sama? Wśród naszej gawiedzi znajdzie się mężczyzna, który chciałby z tobą przemierzać ścieżki życia. Nie musisz być sama. Nie wiemy nawet jak cię zwą. Nigdy nie chcesz wyjawić swojego imienia. Nie godzi się tak przecież. - Zdajesz trudne pytania, więc i odwlekę na nie odpowiedź. Zaczekaj jeśli łaska a zaspokoisz swoją ciekawość. - Trudno. Zaczekam. Zbliża się już północ. Co nam dzisiaj opowiesz droga przyjaciółko bez imienia na dobranoc? - Ostatnią rzeczą jaką poznacie jest moje imię. Opowiem wam co zdarzyło się wiele lat wcześniej i dlaczego jestem sama. Zrobiło się cicho, cichuteńko i tylko żaby kumkały nad potokiem. Dzieci przytuliły się do swoich matek. Młodzi przestali tańczyć. Rao dołożył drewna do ognia. Zasępiła się na chwilę kobieta i łza popłynęła po policzku. - Jeśli to dla ciebie za trudne, to nie opowiadaj. Widzę łzę na policzku – znak to, że smutne to przeżycie skoro ona się pojawiła. - Opowiem. Było to dawno. Kiedy byłam jeszcze młoda. Krajem wówczas rządził kniaź Lesław. Miał on syna, na którego wołali Pomir. Pomir jako jedyny spadkobierca tronu po ojcu przygotowywany był do rządzenia krajem od dziecka. Nie taką była jednak jego natura. Nie lubił dni spędzonych przy ojcu i dowódcach. Nudził się. Jego natura ciągnęła do zabaw, rówieśników, swawoli. Czasami kniaź pozwalał mu na jego ulubione rozrywki. Często jednak wzdychał patrząc na syna. Mówił wówczas do żony. - Pomir jakby nie mój syn. Chyba nie nauczy się nigdy panowania. Woli swawolić niż walczyć. - Tak on jest jakiś inny, ale to twój syn. Z czasem przywyknie i do rządzenia i do wojaczki. Jest jeszcze młody – odpowiadała Dobrusia. - Jest bardziej podobny do ciebie. - Może tak mężu, albo nie. Macie takie same oczy, budowę ma po tobie. To jedyny nasz syn. Córki nie mogą przecież rządzić księstwem. - Tak Dobrusio, ale Oda – przyznaj jest lepsza od Pomira. Może czas byłoby zmienić ustalony porządek przez przodków.. A tak naprawdę to, gdzie jest teraz nasz syn? - Szykuje się na polowanie. - Co? - Przecież pozwoliłeś mu. - Tak. Znowu nic nie upoluje, tylko czas zmarnuje. Ale, zaraz przyjdą posłańcy od kniazia Zamira. Dobrze, żeby przysłuchiwał się i uczył, jak należy rozmawiać z posłańcami. - Pozwoliłeś mu. Już przygotowują się do odjazdu. Możesz go jeszcze cofnąć. - Trudno. Przyjrzy się następnym razem. - Pozwól, że cię opuszczę drogi mężu. Pójdę wydać ochmistrzyni dyspozycje co do obiadu. - Idź droga żono. Uwzględnij posłańców na obiedzie. - Dobrze mężu. Matka jeszcze chwilę patrzyła przez okno na syna. Pomachała mu ręką na pożegnanie. - Rządzenie to nie jego przeznaczenie- powiedziała i odeszła. Pomir z drużyną rychło odjechali. Czuł, że jak jeszcze zostanie chwilę, to ojciec go zawróci i będzie musiał siedzieć w sali tronowej i asystować ojcu. Nienawidził tego. Jechali już ponad godzinę, gdy młody książę postanowił zapuścić się jeszcze bardziej w głąb puszczy. - Pomirze, czy nie za daleko jedziemy. Ta część puszczy jest zbyt dzika i nikt tutaj nie poluje. Tędy rzadko jeżdżą ludzie. Różne gusła tutaj mogą być. To zbyt niebezpieczne. - Obleciał cię strach? Nie boję się. - Nie, ale rozsadek mi mówi, aby zawrócić. - To zawracaj. - Jadę z tobą dalej. - My też. Minęła druga godzina. Dojechali do wielkich dębów. Zatrzymali się na chwilę, nie zsiadając z koni. Na drodze pojawiła się stara niewiasta niosąca chrust na plecach. Popatrzyła w kierunku Pomira i uśmiechnęła się. - Jedziesz młody rycerzu po swoje przeznaczenie. Niebezpieczną droga wybrałeś młody lwie. Musisz być czujny i przygotowany na najgorsze – powiedział i zniknęła. - Czy wy też ją widzieliście? Psy nawet nie zaszczekały. - Tak, ale przejmuj się gadaniem starej kobiety. Może zmysły postradała. Wyśmieli przepowiednię starej kobiety i zeskoczyli z koni. Zrobili małą przerwę. Nikt nie myślał o niebezpieczeństwie, przed którym ostrzegała stara kobieta. Wiek młody i rozum zbyt młody, aby potrafił przewidywać i wyczuwać niebezpieczeństwo. Przechwalali się, kto jakiego zwierza upoluje. - Dopadnę jelenia. - Ja dzika. - E tam mi i sarna wystarczy. - A ja upoluję niedźwiedzia. - Może jaka łania mi się zdarzy. - Taka na dwóch nogach i z długim warkoczem. Tobie już czas zmienić stan kawalerski. I wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. Zamarli. Na drodze znów pojawiła się stara kobieta. Zaśmiała się szyderczo i znikła. Kiedy staruszka zniknęła na drodze pojawiła się biała łania. - Widzicie to co ja? - Tak. - No takiej nie widziałem jeszcze. - Ale piękna. Nie strzelać do niej. Może to znak od Boga powiedział Pomir. - Nie widziałem nigdy białej łani - powiedział Gniewosław. - Ani ja. - Podejdę do niej. Może zobaczę warkocz – powiedział Pomir. - Nie. Zostań. Może przepowiednia staruszki jest prawdziwa. Może to nie łania tylko jaka Oborota albo i jeszcze gorzej. Może to Wilkołak zatrzymywał Pomira Jaromir. - Wy zostańcie. Jaromirze nic mi się nie stanie. Podejdę tylko kawałek. Cóż ona mi może zrobić? Jeśli poczuję zagrożenie wrócę. - Nie dokazuj Pomirze. Pomir nie posłuchał przyjaciół i ruszył w kierunku białej łani. Kiedy był już blisko łania znikła. Zatrzymał się. I zobaczył piękną kobietę, która po chwili zmieniła się w łanię. Znowu ruszył w jej kierunku. Wtedy dopadli go przyjaciele i siłą powalili na ziemię. - Jesteś w amoku. To Oborota. Nie widzisz. - Puszczajcie mnie. - Nie. Nie jesteś sobą. - Wracamy do zamku. - Nie. Ja jadę jej odszukać. - Pomirze ona nie istnieje. To tylko chora wyobraźnia. - Czuję, że spotkam ją. Nie zapomnę o niej. - Jedziemy zatem z tobą. Na drodze pojawiła się staruszka, która powiedziała: - Pomir musi jechać sam. Rzuciła zaklęcie i dzielni wojownicy zamienili się w dębowe drzewa. Pomir został sam. Jechał cały dzień i noc. Nad ranem dojechał do polany, na której stała mała chatka. Zsiadł z konia. Zapukał do drzwi, ale nikt mu nie wychodził na przeciw. Nacisnął klamkę. Powoli otwierał drzwi . Wszedł do izby. Na środku izby było palenisko. Czuć było zapach palonego drzewa. Na stole stały misy z jadłem, ale nikogo wokół niego nie było. Zdziwił się. Dom nie wyglądał na opuszczony. - Czy jest tutaj kto? - Jestem zmęczony i zgubiłem drogę do domu. Głodny jestem. - Więc rozgość się – powiedział głos. - Kto tutaj jest? Znowu cisza, Mody książę usiadł za stołem . Zjadł i pokrzepił się co nieco piwem. - Skoro sobie podjadłem, to dobrze byłoby i legnąć na spoczynek. Dzień i noc jechałem bez spoczynku. - Życzenie twoje jest dla mnie rozkazem. - Kto to powiedział? - Ja. - Nie widzę ciebie. - Jestem dobrym duchem tego domostwa. - A gdzie ludzie? - Przyjdą jak nadejdzie ich czas. Idź na górę. Później prosto. Staniesz przed zielonymi drzwiami. Za nimi twoja komnata. Tam spoczniesz Pomirze. - Skąd znasz moje imię? - Wszak jestem duchem. I Pomir zasnął. Śniła mu się białogłowa z długim warkoczem. Na głowie miała wianek z leśnych kwiatów. Suknia na niej była zwiewna z białego lnu. Na nogach białe łapcie. Uśmiechała się. Widział ją jak biegała wśród drzew, jak rozmawiała z ptakami, jak tańczy. Chciał ją dogonić, ale kiedy był blisko, ona znikła. - Wstawaj. Co robisz w mojej chacie? Nad Pomirem stał staruszek o bladej twarzy z długą brodą. Miał ze dwa metru wzrostu. W ręku trzymał sękaty kij i nim wymachiwał. - Poczywam - odpowiedział Pomir mocno przestraszony. - Kto cię wpuścił? - Duch. - Jaki duch? - Nie widziałem go, tylko słyszałem. Głos niewiasty. - Pewnie Wyszymora - pomyślał, a głośno powiedział - Za to, że jesteś w mojej chacie bez mojego przyzwolenia, zostaniesz u mnie przez rok na służbę .Jeśli jesteś dobrym człowiekiem i dobrze będziesz mi służył odejdziesz w pokoju. Bez nagrody też nie ostaniesz. I Pomir został.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bajda — czytnik · opowiadania