Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Bajeczka^^

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno, dawno temu, w zamku za siódmą górą i siódmą rzeką, żył sobie król. Miał on ogromny pałac, tłum służących. Siał postrach wśród wrogów państwa, lud szczerze go kochał. Mógł dostać wszystko na każde skinienie. Jednak nie był szczęśliwy. A dlaczego nie był? Po prostu, urodził się. Pewnego czwartku (ale czy to na pewno był czwartek? Rzecz dzieje się tak dawno, że nawet najstarsi górale tego nie pamiętają), król siedział na swoim złotym tronie i przyjmował audiencje. Beznamiętnie przysłuchiwał się od rana wieśniakom walczącym o kury czy krowy. - Na dodatek - awanturował się wieśniak nr 1 - ten bałwan nie chce mi oddać dwunastu miedziaków, które pożyczył w zeszłym roku! A przysięgał, że zwróci jak tylko będzie miał! - No ale nie miałem, do kroćset! - darł się wieśniak nr 2 - czy ty myślisz, że ja pieniądze z kapelusza wyciągnę? Nie mam i tyle! Dałem w zastaw dwie kury, które zabiłeś w zeszłą niedzielę! - Nie miałem co do gęby włożyć, bo brakowało mi tych dwunastu miedziaków do zakupów na targu! - Dość! - zirytował się król - dosyć tego! Wieśniaka nr 2, to znaczy... hmm, no, ten, tego... Stanisława! Stanisława skazuję na trzy dni w dybach za krzywoprzysięstwo! Natomiast ty, wiesniaku nr 1, masz mi nie zawracać głowy więcej takimi bzdurami jak krzywoprzysięstwo sąsiada! Następny, proszę! Do sali tronowej weszła dziewczynka w czerwonym kapturku na głowie i wilk na dwóch nogach. Ukłonili się. - Witaj królu, sława i chwała dla ciebie, niechaj cię gwiazdy mają w opiece swojej i Opatrzność chowa od wszelkiego nieszczęścia. Czerwony kapturek, do usług waszej łaskawości, oraz obywatel Zły Wilk Z Lasu- wyrecytowała dziewczynka wspomagając się wypisaną na dłoni ściągawką. - Właśnie - skinął wilk. Robiło się coraz dziwaczniej. Wilk na dwóch nogach? Dziewczynka o imieniu Kapturek? - Otóż odważyliśmy się przeszkodzić waszej łaskawości i zabrać cenny czas, bo mamy wyjątkowo nietypową sprawę. Gajowy nie umiał jej rozwiązać. Chodzi o karę dla tego oto stwora - Kapturek wskazał na wilka. - No cóż, jeśli Gajowy nie umiał rozwiązać, to ja zaszcycę was swoją uwagą i radą - przerwał jej król. - No więc było tak. Szłam sobie SpOkOjNiE przez lasek, śpiewałam tralalalala wymachując swym koszyczkiem i tworząc idyllyczny widok dziecięcej niewinności i czystości. Nagle, zza drzewa wyszedł on. Mamy więc przewinienie numer jeden - napaść. Z bronią w łapie. - Z bronią? - zdziwił się wilk - Pazury. Kły. - wyjaśnił Kapturek. - Ale kłów to ja nie niosłem w ręku. Były bezpieczne w mojej paszczy. - zwierzę wyglądało na szczerze oburzone - Kapturka za składanie fałszywych zeznań skazuję na grzywnę dwunastu sztuk złota to skarbu państwa. Wilka, za napaść, pożarcie, zdewastowanie cudzej własności i wszystkie inne wykroczenia skazuję, opierając się na prawach ustanowionych i zapisanych do kodeksu postępowania karnego w prawie cywilnym Zasiedmiogórogrodu, na 12 sztuk srebra grzywny. Koniec audiencji. - Wasza wysokość! - krzyczał Eugeniusz gdy pół godziny później minęli drogowskaz prowadzący do Wschodniej Jadalni - Wasza wysokość spisała się na audiencji dzisiaj na medal! Ach, sprawiedliwość, mądrość i doświadczenie przez każdy Wasz ruch i przez każde Wasze słowo przemawiały! - Tak, wiem. Zaraz... Gdzie my jesteśmy? - We wschodnim skrzydle, wasza wysokość. Zostało nam zaledwie pięć kilometrów do jadalni. Wynik podać mam w milach, milach morskich, centymentrach, mikrometrach...? - Dziękuję. Kilometry wystarczą. Ale... Ach, każ poszerzyć korytarze tak, by bryczki zmieściły się w przejściach. Mam dosyć tego chodzenia dwa kilometry po pantofle. - Wedle życzenia. No, i jesteśmy na miejscu! Eugeniusz otworzył ogromne, dębowe wrota prowadzące do Wschodniej Jadalni. Wschodnia Jadalnia była doprawdy Wschodnia. Obita jedwabiem pomalowanym w różne "śmieszne znaczki", jak zwykł je nazywać królewicz Jęczybuł, świeżo ożeniony z Kopciuszkiem. Obiady serwowane były, oczywiście, w porcelanach. Cała rodzina zasiadła już przy półtorakilometrowym stole z drewna różanego. Dookoła poustawiane były krzesła w liczbie 5000, każde z osobna obite aksamitem i wysadzane brylantami. Król usiadł u szczytu stołu. Koło jego miejsca zawsze stała klatka z gołębiami pocztowymi, by mógł wysyłać wiadomości swojej żonie, siedzącej półtora kilometra dalej. - Cześć tato! - wrzasnął Jęczybuł. Śpiąca Królewna tylko ziewnęła

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bajeczka^^ — czytnik · opowiadania