medycyna · 7 min czytania
Bajeczka część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marta, Paulina, Filip, Rafał i Sebastian (ostatnia dwójka to bliźniacy) znali się niemal od zawsze. Jako dzieci chodzili razem do przedszkola. W ostatnim roku bracia wyjechali do większego miasta. Rodzice przyjaciół mieli ze sobą stały kontakt, a bliźniacy przyjeżdżali raz na jakiś czas na "stare śmieci". Wszystko odwróciło się o 180 stopni, gdy Paulina poważnie zachorowała. Została przetransportowana do Warszawy. Po kilku dniach jej lekarz prowadzący oznajmił jej rodzicielce, że niezbędna będzie operacja. - Nigdy się na to nie zgodzę. - usłyszał w odpowiedzi. - To jedyna szansa na jej dalsze życie. Bez tego Pani córka... - opowiedział jej o wszelkich skutkach ubocznych. - To co, podpisze Pani? - Nie mam wyjścia... zróbcie WSZYSTKO żeby moja córka żyła... - drżał jej głos. - Spokojnie... - podał jej szklankę z wodą. - Pan będzie ją operował? - zapytała, gdy się uspokoiła. - Będę asystował profesorowi Marcinowi Raczkowskiemu. To najlepszy lekarz jakiego znam. - zapewniał. - Panie doktorze... - przerwał jej. - Proszę mówić na mnie Krzysiek. - podał jej rękę. - Olga. - uśmiechnęła się lekko. - Piękne imię. Pięknej kobiety. Na jej bladą twarz wdarł się rumieniec. - To co, pójdziemy teraz do Paulinki? Pewnie się już obudziła. - zaproponował Krzysiek. - Jasne. *** W drodze z gabinetu Krzyśka do sali, gdzie leżała Paulina. - Wiem, co znaczy podjąć taką decyzję... Ostatnio sam musiałem podjąć podobną... - Coś z twoim zdrowiem? - Nie z moim. Mój synek jest poważnie chory już od urodzenia. Ma dopiero siedem lat, a za sobą już trzy zabiegi kardiochirurgiczne. - Bardzo mi przykro... - Na szczęście jest w Centrum, więc mogę być z nim praktycznie cały czas, gdy nie mam dyżuru. - A właśnie... tu są godziny odwiedzin? Czy matki mogą siedzieć z dzieciakami, aż te usną? - Teoretycznie nie mogą. Ale powiem oddziałowej, że ty jesteś, na wyjątkowych warunkach... - Dziękuję. Ona ma tylko mnie... kiedys powiedziałam jej, że nigdy jej nie zostawię... - A gdzie jest jej ojciec...? - Też chciałabym to wiedzieć... - Przepraszam, nie chciałem cię urazić... - Nic nie szkodzi. Już przyzwyczaiłam się do tego, że sama wychowuję swoją córkę. *** Po chwili byli w sali, gdzie leżała Paulina. Dziewczynka jeszcze spała. - Niech pośpi jeszcze trochę. A my chodźmy na kawę... A ty wogóle coś dzisiaj jadłaś. - spojrzał na jej bladą twarz. - Od kilku dni żyję na samej kawie. - przyznała się. - O nie! Tak być nie może... - oburzył się. - Idziemy na śniadanie! - zarządził. Olga nie miała wyjścia, musiała poddać się bez walki. Krzysiek i Olga zjedli spokojnie późne śniadanie, wypili mocną kawę i poszli do sali Pauliny. Dziewczynka już nie spała, a bawiła się w łóżeczku swoim misiem. - Cześć córeczko. - powiedziała Olga, gdy już weszła do sali. - Mamusia! - ucieszyła się dziewczynka. - Chodź kochanie, za chwilkę coś zjemy, tak? - Nie, nie chcę! - nie smakowało jej szpitalne jedzenie. - No chodź. Przyniosłam zupki. Co ty na to? - Tak. - wyciągnęła rączki, aby matka podniosła ją i posadziła sobie na kolanach. Zjadła bardzo szybko. - To co,…