medycyna · 6 min czytania
Bajeczka część II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Olga czekała zniecierpliwiona przy drzwiach sali na koniec zabiegu. Po kilku godzinach wyszedł z nich Krzysiek, jednak z jego twarzy, choć bardzo chciała, nie potrafiła nic wyczytać. - Jak moja córeczka? - zapytała Olga, gdy tylko go zobaczyła. - Dobrze. Operacja się udała... Już została przewieziona na salę pooperacyjną, teraz pozostaje pytanie, kiedy się obudzi... - Jak to? - zapytała przerażona. - Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi. - Krzysiek wymusił uśmiech, lecz widać było, że jest bardzo zmęczony. - Dziękuję Ci. - wyszeptała mu do ucha, gdy się do niego przytuliła. *** - Gdzie ty dzisiaj śpisz? Masz tu jakąś stancję? - zapytał Krzysiek z nadzieją. - Zaraz będę się zbierała do hotelu... Może jeszcze coś wynajmę tutaj, a jeśli nie, to znów pojadę na aleje, tam mam sprawdzony hotel, tylko daleko. - odparła z niepewną miną Olga. - A może byś u mnie zanocowała? - zapytał niepewnie mężczyzna. Widać było, że mu na tym zależy. - Nie chcę sprawiać kłopotu... - Jeżeli chodzi o mnie, to będzie to przyjemność zjeść rano śniadanie z kimś tak miłym. - Bardzo miło, że tak mówisz. Nie wiem, czy powinnam... - Nie powinnaś odmówić. - tym rozwiał jej wątpliwości. - Dziękuję. - Jutro rano przyjedziemy znów do Paulinki. Może już się obudzi... *** - A ty jutro rano znów masz dyżur? - zapytała w drodze do samochodu. - Nie. Rano przyjadę do Artusia. Już będzie mógł wychodzić do parku. Wsiedli do samochodu. Krzysiek jednak nie kierował się do swojego mieszkania, a do przyjemnej restauracji na kolację. - Gdzie wogóle mieszkasz? - zapytała Olga. - Na Mokotowie... - Przecież to w drugą stronę. - Oooo... jednak znasz Warszawę... - Znam... byłam tu na studiach parę lat temu. Paulisia się tu urodziła... Później niestety musieliśmy się się stąd wynieść, bo mój mąż, już teraz były mąż, dostał bardzo dobrą pracę, ale niestety musiał często wyjeżdżać, a ja wtedy jeszcze młoda, nie poradziałabym sobie, przynajmniej tak myślałam, więc wynieśliśmy się do moich rodziców. - po chwili. - A kto Ci powiedział, że nie znam? - Czy to ważne? - zapytał ze śmiechem. - No raczej... - Okej... założyłem się z kumplem, też lekarzem, na którymś z dyżurów... - Wy nie macie nic innego do roboty... - zapytała z oburzeniem, jednak tak naprawdę śmiała się z tego. Już wtedy zupełnie rozluźniła się w jego towarzystwie. - Właśnie wtedy nie mieliśmy... była bardzo spokojna noc... - W takim razie, gdzie mnie wywozisz? - A na kolację... - Ale... - już chciała zaprotestować. - Nie ma ale... musisz się posilić, a ja niestety nie umiem gotować. - Jak każdy facet.…