Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 22 min czytania

Bajeczka o misiu, którzy nauczył się ryczeć

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pewnego ciepłego wieczoru, w świecie współczesnym, całkiem zwyczajnym i nudnym, w małym miasteczku pojawił się miś. Zamieszkał w zoo. Był to miś przeciętny, niczym niewyróżniający się z brunatnego tłumu. Czemu więc o nim wspominam? Bo za chwilę poznasz tego misia osobiście.

Wołali na niego Cyrus. „Cyrus, uśmiechnij się, zrobię ci fotkę!”, „Cyrus, podejdź do barierki!”, „Cyrus, bądź grzecznym misiem!”, „Cyrus, no nie wstydź się!” Ale Cyrus już taki był. Nieufny i dziki. Goście zoo patrzyli na niego krzywym okiem, wymachiwali rękoma sfrustrowani, wymieniali między sobą przykre uwagi: „Co to za niedźwiedź, który nawet nie ryczy! Odezwij się, odezwij się wreszcie!” Cyrus bał się ludzi. Nie przeszkadzały mu wielkie, czarne pająki budujące gęste sieci wokół jego legowiska, odważył się wejść na najwyższą gałąź topoli, nie przerażał go nawet ryk samochodowego silnika. Lubił wylegiwać się całymi dniami na rozgrzanym betonie, spoglądając słońcu prosto w oczy, byle tylko nie musieć ludziom, czasem dawał nura do wody, chował się za drzewami.

Pewnie gdyby wychowywał się z innymi misiami, jego reakcje byłyby zgoła inne. Niestety nasze małomiasteczkowe zoo nie mogło pozwolić sobie na sprowadzenie kolejnego niedźwiedzia. Ale… Jakże wielkie było zdziwienie małego bohatera, gdy pewnego dnia ujrzał w kącie swojej zagrody istotę wypisz wymaluj bliską. Gość krążył dostojnie wzdłuż ogrodzenia, był trochę większy, już dorosły, miał ciemniejsze futerko i oczy ciut brązowsze… Cyrus nie miał wątpliwości, że znajdą wspólny język. Czasami rozmawiali, jedli razem posiłki. Dla Cyrusa przybysz – Szamajim - stał się wzorem – był taki dojrzały, mądry, opiekuńczy, uprzejmy. Po prostu idealny. Powiedział ciepłe słowo, pomógł rozprawić się z ościstą rybą... Mały miś polubił swojego nowego przyjaciela i już po pierwszym spotkaniu doszedł do wniosku, że chciałby mieć takiego tatusia jak on.

Gdy wstawał rano i kątem oka udawało mu się wychwycić postać towarzysza, w jego serce wstępowała niewymowna radość. Nie musieli nawet rozmawiać – wystarczyła świadomość, że jest gdzieś w pobliżu istota z sercem na dłoni, porządna i prawa, która nigdy nie odmówi ci pomocy, uśmiechnie się szeroko, taka bliska duszyczka, obrońca i brat. Jeśli przez jakiś czas nie mogli utrzymywać kontaktu, bo na przykład któryś z nich został zabrany na badania do pobliskiej kliniki, Cyrus odczuwał wielką pustkę, to był taki mały koniec świata. Ale na szczęście Szamajim zawsze wracał, a wraz z nim wielka ulga i mały miś wiedział, że już nic nie będzie w stanie tego popsuć.

Któregoś dnia malec niechcący usłyszał rozmowę dwóch strażników. Okazało się, że właściciele zoo planują budowę nowego boksu – mają zamiar przenieść tam Szamajima. Jeszcze tylko trochę ponad rok… Cyrus przeraził się. Dotarło do niego, że to właśnie obecność kamrata jest dla niego największym źródłem szczęścia. Już niedługo miało ono zostać mu odebrane…

-Szamajim odejdzie do całkiem innego świata i już nigdy się nie spotkamy… - myślał gorączkowo – Co mam zrobić? Czekać z założonymi rękoma i po prostu cieszyć się z tych ostatnich chwil jego przebywania tutaj, dziękować losowi, że postawił go na mojej drodze? To przecież dużo… Ale jeśli on zniknie… Już nic nie będzie jak dawniej. Świat znów stanie się szary. Może jest jeszcze jakaś szansa, że uda mi się go zatrzymać? Jeśli dowie się, że tak mi na nim zależy, to zostanie… Chcę go adoptować, niech będzie moim tatą! Jupi! Będzie fajnie! Na pewno spodoba mu się ten pomysł!

W tym momencie ni stąd ni zowąd nad głową Cyrusa pojawiła się śnieżnobiała sowa. Usiadła po na ramieniu i zaczęła stukać go w czoło. Była jego najlepszą przyjaciółką, pomagała w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Nazywała się Zofia.

- Kochany, o czym ty w ogóle mówisz? Nie ma czegoś takiego… To rodzice adoptują dzieci, a nie dzieci rodziców, rozumiesz? Nigdy odwrotnie. Nigdy. Próbujesz łamać konwenanse. Niestety tak skonstruowane jest nasze społeczeństwo. Nie wolno zmieniać zasad, którymi świat rządzi się od wieków. Nie wolno i nie wypada. Na pewno kiedyś zostaniesz adoptowany, mogę ci to obiecać… Zobaczysz, że któregoś dnia pojawi się w twoim życiu miły niedźwiedź, który umiłuje cię serdecznie swym ojcowskim sercem. Musisz tylko trochę zaczekać… No weź, mały, nie rób z siebie debila…

- A co, jeśli ja nie chcę innego tatusia? – powiedział poirytowany i wyciągnął łapę, by wyrwać sowie jedno z jej pięknych piór. Ona jednak zniknęła – Nie będę się jej słuchał! – krzyknął sam do siebie. Wiedział już, że niedługo po raz pierwszy postąpi wbrew jej woli.– Może ma trochę racji… Ale przecież nie mogę tak się poddać… - nagle go olśniło - Już wiem, co zrobię… Jest tylko jeden sposób, by dowiedział się, że tak bardzo go lubię.

Nie miał pojęcia, że wykonanie tego drobnego gestu wiązać się będzie z wyczerpującą walką z samym sobą. I choć ciągle dodawał sobie w duchu otuchy, wciąż nie mógł zdobyć się na odwagę, by zrobić jeden maleńki krok, który przecież mógłby okazać się tym milowym. Przez wiele tygodni bił się z myślami, rozważał, analizował, zbierał siły do walki. Wiedział, że z każdym dniem ma coraz mniej czasu, jeśli nie odważy się teraz, to wszystko przepadnie. Był pewien, że to jest właśnie ta szansa, ta chwila, a jeśli ją przegapi będzie tego żałował do końca życia.

Gdy już miał otworzyć usta, by zadać Szamajimowi jedno krótkie pytanie, nagle kapitulował, jego pewność siebie i zapał, który hodował w sobie tygodniami, znikał w ciągu kilku sekund, czuł się jak balon, z którego spuszczono powietrze, niszcząc cały wysiłek, nie zważając na bariery, które musiał pokonać. Tylko w myślach wszystko było łatwe. Gdy stawał twarzą w twarz ze swoim towarzyszem, natychmiast spuszczał wzrok, język mu się plątał, nie mógł wydusić z siebie słowa. Co z tego, że Szamajim był taki dobry i miły? Cyrus wiedział, że przyjaciel na pewno go nie skrzywdzi, a mimo to lęk podążał za nim krok w krok. To zadanie było zdecydowanie ponad jego siły. A czasu coraz mniej… Całymi dniami spacerował wzdłuż muru, utyskując na swój los, pytając Boga, czemu stworzył go takim nieśmiałym, potykał się o porozrzucane kamienie, patyki. Wziął do pyska jeden drąg i zaczął pocierać nim o podłoże. Rysował kwiatki, zataczał kręgi, ósemki. Sam nie spostrzegł kiedy tuż przed nim ukazał się piaszczysty napis: „Szamajim, pobawisz się ze mną?”.

Czmychnął natychmiast, schował się w swojej norce… Tak, chciał ukryć się przed całym światem, zapaść pod ziemię, nie musieć znosić tych wścibskich, pogardliwych spojrzeń… „Ciekawe co on na to powie?”- to myśl nie dawała małemu spokoju. Wiedział już, że nigdy nie spojrzy Szamajimowi prosto w oczy. Czuł, że popełnił straszliwą zbrodnię, niewybaczalną. Złamał zasady. Wstydził się swojego czynu, ale nie żałował… Może nawet był z siebie zadowolony? Tak… Odważ się, walcz. Dzięki temu to, czego mógłbyś w swoim życiu najbardziej żałować, może stać się tym, z czego będziesz najbardziej dumny… Tak właśnie było.

Nie musiał długo czekać na odzew. Już następnego dnia ujrzał odpowiedź przyjaciela: „Cała przyjemność po mojej stronie”. Nie dowierzał własnym oczom… Oto powoli zaczęło spełniać się to, na co czekał przez wiele miesięcy. Tego dnia był najszczęśliwszym misiem na świecie, jego radości nie był w stanie popsuć nawet fakt, że podczas spacerów koło ogrodzenia pokaleczył swoje łapki. Nic, poza wizją spędzenia jednego popołudnia ze swoim ulubionym towarzyszem, nie miało dla niego najmniejszego znaczenia.

Niestety Szamajim był niedźwiadkiem bardzo zapracowanym. Cyrus nie miał pojęcia, że minie miesiąc, zanim wreszcie nadejdzie tak długo wyczekiwany przez niego dzień. Z jednej strony był to czas bardzo piękny, czas oczekiwania na chwile najbardziej wyjątkowe, z drugiej - naznaczony tęsknotą i strachem. Znowu wróciły do niego mroczne wizje, złe przeczucia, nieprzespane noce… Cierpiał bardzo. Niby Szamajim przystał na jego propozycję, ale jakoś nie spieszyło mu się, by ją zrealizować. A wszystko układało się już tak wspaniale… - A co jeśli się rozmyślił? – zastanawiał się Cyrus – Ostatnio jakoś tak mnie unika, odwraca głowę w drugą stronę… I nawet się ze mną nie wita. Coś mi tu nie pasuje… Ale przecież on taki nie jest! – szeptał mu jakiś inny głos - Jest taki uczciwy i porządny. Dał mi obietnicę, więc na pewno ją spełni. Umów przecież należy dotrzymywać… - On wcale nie ma ochoty się z tobą bawić, nie rozumiesz tego? – Cyrus poczuł na swoim ramieniu ostre pazury. To Zofia przybyła z odsieczą. - Czemu więc się zgodził?

- Naprawdę jesteś taki głupi? – pytała retorycznie. – Zrobił to tylko i wyłącznie z litości. Wiedział, że w przeciwnym razie będzie ci bardzo przykro. Przestań wreszcie się wydurniać! Gdyby naprawdę miał ochotę się z tobą pobawić to sam by podszedł i spytał, czy twoja propozycja jest nadal aktualna. Nie zrobił tego, choć miał wiele okazji. Codziennie się przecież spotykacie… Przejrzyj wreszcie na oczy… Nie ma na to w ogóle ochoty. Nie możesz się ciągle upokarzać. Niedługo stracisz całą swoją godność.

- A sio! – krzyknął Cyrus i podniósł łapę z zamiarem uderzenia Zofii prosto w twarz. – Stracę swoją godność, masz rację… Ale czymże jest ona w porównaniu do tego, co mogę zyskać? „Walczyć dalej, czy oddać sprawy w ręce losu?” – zastanawiał się nasz mały miś. Znowu doświadczył tego okropnego uczucia niepokoju i desperacji. Wiedział, że jeśli nie przypomni o sobie Szamajimowi to cały jego świat legnie w gruzach, przepadnie raz na zawsze. Chociaż to jedno spotkanie… Może najpiękniejsze i najważniejsze w życiu - „Nie pozwolę, by pokpił tę sprawę. Powiedział, że się ze mną pobawi, to musi to zrobić. Nawet z litości. Nawet. Tyle chyba mogę od niego wymagać.”

Tym razem było już jakoś łatwiej. Nie musiał nawet używać patyka, by przekazać rozmówcy, co ma na myśli. Oczywiście prób zagajenia było kilka, każda kończyła się niepowodzeniem – przerażeniem, rezygnacją i wyrzutami sumienia. Cyrus wiedział doskonale, że przyjaciel pozostaje wobec niego obojętny. Niemożliwością było, by Szamajim nie zorientował się, jak wielką sympatią darzy go współlokator. Mały miś był więc pewien, że starszy kolega wyjdzie z całej sytuacji z twarzą, powie: „Niestety, już więcej nie będę mógł się z tobą bawić. Wszystko musi zostać po staremu. Ale wiedz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem”. Cyrus wiedziałby już, że sprawa jest zamknięta, że Szamajim nigdy nie będzie jego tatusiem. Kiedyś pewnie zaakceptowałby ten fakt. Nic takiego się nie wydarzyło. Szamajim uśmiechał się tylko promieniście. Robił dobrą minę do złej gry? Nie odprawił Cyrusa, ten więc wciąż żył nadzieją. Ufał, że któregoś dnia towarzysz oznajmi mu: „Chętnie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bajeczka o misiu, którzy nauczył się ryczeć — czytnik · opowiadania