Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Bajka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ledwo zipał młody panicz. Nic nie można było zaradzić na dziwne choróbsko, które nawiedziło go w pewien zimowy poranek, gdy przebywał we dworze swojego ojca - hrabiego, z bogactwa znanego na ćwierć kraju. Kto mu dał pieniądze, nie wiadomo. Uważała drobna szlachta, że zawarł pakt z diabłem. W zamian za szczęście w interesach miał mu oddać potomka płci męskiego, dowolnego z kolejności. Pech chciał, że pierworodny był zarazem i ostatniorodnym, po którym aż sześć dziewuch nastąpiło. Zdrowych, białych jak śnieg, czerwonych jak krew. Tylko on był słabowity i w szesnastej wiośnie życia poważnie zaniemógł. Leżał bledziutki w łóżu, pod pięcioma puchowymi pierzynami i dziewki służebne przemywały gorące czoło. Hrabia sprowadził dwóch lekarzy ze stolicy, siedmiu znachorów badało jedynaka, a msze odprawiano po wszystkich pańskich wsiach – wszystko na nic. Chłopiec coraz słabszym się robił, coraz bardziej wchodził do tamtego świata - cud mógł go uratować. Co odważniejszy ukradkiem powtarzał starą historię, że to właśnie przepowiednia spełnia się. W końcu i do uszu hrabiego doszła szeptanina ludu. O umowie sobie przypomniał i przeraził się. Tego, że wraz z synem odejdzie też pomyślność w kartach, oko do koni i żona z sąsiedniego królestwa marudniejszą się stanie. Już wówczas było jej mało luksusu. Pieski, świecidełka i kosztowne suknie, jakie jej zwoził z licznych wypraw. „Gwiazdki z nieba się babie uwidziało” – pomyślał hrabia i dreszcz przebiegł mu po plecach – „jak syn umrze, skończy się mój czas złoty i znów szlachcicem z zaścianka będę”. Rozmyślał tak do późnej nocy w bibliotece wypełnionej zdobycznymi księgami, pochylony nad wielkim dębowym stołem, siedząc w miękkim fotelu, który był wart tyle, ile trzy lata ciężkiej pracy chłopa przy żniwach. Wygodne życie prowadził, niestety, dobiegające końca. Ile jeszcze tchnień dziecięciu pozostało - tego nie wiedział, ale wiedział, że zrobi wszystko, aby zatrzymać to, co dostał tak po prawdzie bez wysiłku.

Diabeł przez szesnaście, długich lat wywiązywał się z umowy. Czego hrabia nie dotknął, zmieniało się w złoto. Że ma zmysł do interesów, mówiono, z Turkami, z Ormianami, z Żydami. Za nosy wszystkich wodził. Konie w jego stajni ze szkap stawały się rączymi rumakami. Mógł mieć każdą piękną kobietę, czy to pannę czy zamężną. Żona nigdy nie dowiedziała się, co szanowny małżonek po polowaniach porabia. O tak, diabeł był idealnym kontrahentem. Przynajmniej do czasu. Kiedy tak przez hrabiowskie mózgowe uzwojenie przebiegały myśli złe o przyszłości ciemnej, rozległo się skrzypienie mosiężnych drzwi. Wszedł wysoki, szczupły młodzian o niemożliwie gładkiej twarzy i tak samo niemożliwie czarnych włosach. Obcasami stukająci, podszedł do biurka hrabiego i popukał trzy razy w blat. Hrabia powoli podniósł głowę, ale nie krzyknął. Za wiele w życiu widział, aby przerazić się młodego. Światło świec oświetliło twarz przybysza i gospodarz od razu wiedział z kim do czynienia przyszło. To był ten sam czart, z którym przed laty własną krwią podpisał cyrograf. Nawet poczuł ból w serdecznym palcu, tym z którego utoczył wtedy trzy czerwone krople. Czarta nie tknął ząb czasu, wciąż był dwudziestoletni, podczas gdy hrabiemu z dobrobytu urósł brzuch, wąsy i stracił prawie wszystkie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bajka — czytnik · opowiadania