dla-dzieci · 7 min czytania
Bajka i nie tylko
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
– Możesz odłożyć tę gazetę i opowiedzieć bajkę Karolce?
Zimny głos małżonki wyrwał mnie ze świata gazet. Spojrzałem na wykrzywione w podkówkę usta i nie miałem wątpliwości, że dyskusja jest złym rozwiązaniem. To nie było pytanie, a niecierpiące zwłoki zadanie do wykonania. Odłożyłem gazetę i poszedłem do córki.
– Cześć kwiatuszku, opowiem ci bajkę na dobranoc – powiedziałem i uśmiechnąłem się. Wyglądała jak aniołek, pod kołderką ozdobioną niebieskimi hipopotamami.
–Dobrze tatusiu. – Karolka przytuliła się do swojego misia i przymknęła oczka.
– Dawno, dawno temu, za górami za lasami mieszkała sobie …
– … hołota brudnych karłów.
Z okna dobiegł niski głos Bździągwy.
Część 22 / 4
– Tato, co to jest, tam na oknie? – Przerażona Karolka, aż podskoczyła na łóżku.
– To Dziabąk, nie wiem, skąd się wziął. Co ty tu robisz? – zwróciłem się do kosmatego stworzonka.
Bdziągwa zeskoczył z parapetu i zupełnie bezczelnie wszedł na łóżko Karolki.
– A przyszedłem sobie. Wczoraj byłem za waszym oknem i jak słyszałem te twoje pożal się boże bajki, to mi się zrobiło żal twojej córeczki. Ta bajka była tak nudna, iż mało co nie zasnąłem za tym oknem. Prawie bym zginął przez ciebie. – Stwór oskarżycielsko spojrzał na mnie.
Już chciałem odparować i zmieszać z błotem stworka, już otwierałem usta, by zbluzgać potwora, gdy zupełnie niespodziewanie z odsieczą przyszła Karolka.
– Tata ładne opowiada bajki – powiedziała i przestraszona schowała głowę pod poduszkę.
Część 33 / 4
Kosmaty stwór przybliżył się do dziewczynki i próbował się do niej przytulić.
– Tato, on strasznie drapie, weź go stąd – płaczliwie krzyknęło moje dzieciątko.
Obserwowałem to wszystko i normalnie krew się we mnie gotowała. Ten bezczelny stwór wchodzi do łóżka córki i jeszcze się wymądrza. Podkopuje mój autorytet, bezczelny włochaty dziwak.
– Zejdź Dziabąk z łóżka i spadaj. Nie mam czasu na przepychanki z tobą. Prosił cię ktoś o radę? – ryknąłem na nieproszonego gościa.
– Jestem Bdziągwa, a nie Dziabąk – mówiąc to, nieznacznie odsunął się od dziewczynki, nie schodząc jednak z łóżka. – Teraz jej nie kłuję, to powinno być spoko, co nie?
Popatrzyłem na stworka i ręce mi opadły. Nieraz słyszałem opowieści o tych bezczelnych stworkach i zawsze w nich powtarzano, iż trzeba się z nimi obchodzić zdecydowanie, ale i ostrożnie. Jako iż nie przeszkadzał Karoli, pozwoliłem mu siedzieć na łóżku i kontynuowałem opowieść.
Część 44 / 4
– Karły mieszkały sobie spokojnie w domku nad rzeką, łowiły ryby, uprawiały ogródek …
– … a w sobotę wieczór spotykały się ze złą czarownicą Lucyllą i napadały na pobliskie wioski – w swoim stylu dokończył Bdziągwal.
Już miałem zaprotestować, gdy na parapecie pojawił się kolejny stwór. Jego srebrno zielone futerko śmiesznie sterczało na jego okrągłym ciele. Niestety była to jedyna śmieszna część. Wielkie wystające z buzi kły budziły strach, a czerwone oczy wzmacniały efekt. Szczęście w nieszczęściu było takie, iż nie był on zbyt groźny. Niestety był okropnie namolny i nie do usunięcia.
– Tato, ja się boję. Wygoń go! – Karola krzyczała, wskazując na Pruchę.
– Nie bój się kotku, on ma tylko taki niezbyt ciekawy wygląd. Tak naprawdę to bardzo spokojne stworzonko.
Tymczasem Prucha zeskoczyła z parapetu, wskoczyła na łóżko i przytuliła się do córki. Tym razem Karolka nie protestowała, gdyż futro stworka było miłe w dotyku, a jego ciałko przyjemnie…