Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 42 min czytania

Bajka-niebajka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dedykuję Geni, która nauczyła mnie jednej (ale za to ISTOTNEJ) rzeczy. "Nie sztuką jest kopiować, sztuką jest stworzyć coś nowego".

Dawno, dawno temu (ale nie aż tak dawno ;), jak to zwykle bywa w bajkach żyła sobie szczęśliwa rodzina. Król Giaur IX, jego żona Elizabeth i ich mała córeczka Diana mieszkali w dużym, ekskluzywnie urządzonym pałacu, otoczonym pięknym ogrodem. Ich szczęście rozprysło się jak bańka mydlana, gdy okazało się, że królowa zachorowała. Bettie miała raka płuc. Zaczęła palić papierosy już we wczesnej młodości, lecz nikotyna szybko płuca jej zżarła i w kwiecie wieku przedwcześnie umarła. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata. Po jej śmierci król zatopił się w rozpaczy, ale… przecież była jeszcze Diana. Czteroletnia królewna o wyglądzie aniołka i charakterze diabełka. Nie było to bynajmniej stwierdzenie przesadzone. Królewska córeczka była śliczna. Jeśli chodzi o charakterek i umiejętności, uwielbiała szaleńcze zabawy w ogrodzie oraz odznaczała się piekielną inteligencją. Poza tym była zwyczajnym dzieckiem, o ile zwyczajna może być księżniczka. Ale zwykłą niezwykłość małej Diany pozostawmy rodzącym się wydarzeniom. Trzy lata po śmierci pięknej Bettie, król zamierza poślubić podstarzałą damę dworu Coco Absces z nieślubną córcią Caroline. Wybranka Giaura jest kobietą chudą z dużym nosem, na którym jest mała brązowa brodawka, szczelnie zamaskowana fluidem, ma włosy, pofarbowane na czarno, doskonale harmonizujące się z jej zielonoszarymi oczyma. Obiektywnie rzecz biorąc panna Coco jest ładna z… daleka. Z bliska wydaje się być karykaturą, idealnym materiałem na wredną macochę. Jej córeczka, Caroline jest rówieśniczką Diany. Dziewczynki jednak nie zapałały do siebie sympatią. Dzień ślubu Giaura IX i panny Coco Absces był dniem co najmniej historycznym… Królewna Diana (nie mylić z księżna Dianą, bo to zupełnie inna bajka ;) znienawidziła od samego początku panny Absces, gdyż jak twierdziła od tej pory nie była już jedyną prelegentką do tronu. Biedactwo, jak to w każdej bajce bywa miało zostać „usunięte” na życzenie macochy. Ale o tym później. W pałacu, w przeogromnej sali balowej odbywało się właśnie wesela państwa młodych. Diana spojrzała z politowaniem na swoją nową „siostrę”, która gdy tylko zobaczyła piętrowy tort, rzuciła się na żarcie z apetytem wygłodniałej kuny. Dziewczynka przypomniała sobie słowa swojego kumpla ze szkoły (siedmiolatki zazwyczaj uczęszczają do szkoły, nawet jeśli jest to PRYWATNA SZKOŁA KRÓLEWSKO-RYCERSKA), Alexa, który na pytanie Izabeli: „Kto to jest siostra?” rzekł pewnym głosem: „To jedyna dziewczynka, którą można bić nawet kwiatkiem”. Zaśmiała się w myślach i przyrzekła chełpliwej Caroline „krwawą bójkę”. Co prawda, nie miała doświadczenia, ale… oczami wyobraźni już widziała jak stoi nad pokonaną panną. Uśmiechnęła się w duchu i lekko rzuciła: - Panno Caroline, pójdziemy się pobawić? - Tak, panienko- odparła niechętnie dziewczynka, spoglądając wygłodniałym wzrokiem na smakowity tort. Nic dziwnego, że była najdelikatniej mówiąc troszkę okrągła. Diana zaprosiła „siostrzyczkę” do królewskiego ogrodu. Przechadzały się więc po alejkach, podziwiając przepiękne róże. Obie były ubrane w niezwykle twarzowe sukienki i urocze fryzurki. Spoglądając mimowolnie na kwiaty, prowadziły niezwykle kulturalną konwersację. Tak wyglądało to jednak tylko z boku, kiedy przechodziły obok królewskich gości. Gdy tylko znikły z pola widzenia weselników, królewna niebezpiecznie zmrużyła oczy, a Abscesówna stanęła zastygła w panicznym geście. Wyglądała naprawdę idiotycznie, stojąc z szeroko otwartymi ustami przed wściekłą Dianą. Królewska córka zaczęła nieskładnie wymachiwać rękoma tuż przed nosem Caroline. Jak już wspomniałam, nie miała doświadczenia w bójkach (zwłaszcza, gdy przeciwnik stoi jak rzeźba). W końcu, jak się później zarzekała, przez przypadek trafiła w sam nos przybranej siostry, tak że przeciwniczka jęknęła w bólu, zrobiła parę kroków do tyłu i… wpadła do stawu. Diana spojrzała na nią przerażona. Caroline, wrzeszcząc jak wariatka sprawiła, że wszyscy goście przybiegli zobaczyć co się stało. Panna Coco gwałtownie wbiegła w tłum, wlokąc za sobą przestraszonego męża. Gromkim wzrokiem kazała mu ratować teraz „też jego” córkę. Król, posłuszny błaganiom ukochanej uklęknął przy stawie i wyciągnął Caroline. Dziewczynka w przypływie emocji zaczęła głośno mu dziękować oraz ( o zgrozo!) naskarżyła na stojącą nieopodal z niewinną minką, królewnę. Nowa królowa podeszła zamaszystym krokiem do winowajczyni całego zamieszania i spytała jej grobowym głosem: - To prawda? Publiczność zamarła. Diana bowiem milczała, patrząc hardo na macochę. Kobieta była blada z wściekłości (nikt jednak tego nie zauważył z powodu jej ostrego makijażu i wrzeszczała: - Jeszcze pożałujesz, że skrzywdziłaś moją córcię! Król, który dopiero teraz zrozumiał powagę sytuacji, podbiegł udobruchać nowo poślubioną żonę. Na szczęście (a może i nieszczęście, bo goście wrócili na bal bez satysfakcji) udało mu się nad wszystkim zapanować. Następnego dnia wszystkie gazety opisały, że na weselu króla Giaura IX i panny Coco Absces o mało nie doszło do tragicznego wypadku. Królewny zaś zawarły cichy układ, ze nie wchodzą sobie w drogę. Minęło parę lat od tego wydarzenia. Dziesięcioletnia panienka szła właśnie z przyjaciółmi ze szkoły. Byli wśród nich, gwoli ścisłości, odważny Alex, nieśmiała Izabela, sprytny Maciej i mała Malwina (siostrzyczka Alexa, uczennica drugiej klasy). Jak można się domyślić, ową panienką była królewna. Chodziła ona do Prywatnej Szkoły Królewsko- Rycerskiej, która słynęła z wysokiego poziomu nauczania. Jej przybrana siostrzyczka, na szczęście nie uczęszczała do tej szkoły, jej matka zapisała ją do Akademii Królewskiej. Przez nadmiar nauki, dziewczynki widywały się niezwykle rzadko, ale powróćmy do idącej piątki. Wszyscy byli radośni i roześmiani. Nagle drogę zajechał im biały samochód z czarnymi szybami i obcą rejestracją. Wysiadł z niego mężczyzna w średnim wieku i zapytał ściszonym głosem: - Znacie może królewnę mieszkającą w tamtym pałacu? - Owszem- odparła Diana z diabelskim uśmiechem, mrugając porozumiewawczo do przyjaciół.- Chodzi panu zapewne o pannę Caroline? - Niestety nie zgadłaś moja droga. Nie chodziło mi o tego bękarta. Chodzi mi o pannę Dianę, prawowitą córkę króla. Dziewczynka wybuchła śmiechem i powiedziała komicznym głosikiem: - Niestety nie miałam przyjemności jej poznać. Przyjaciele królewny również zaczęli się śmiać, wywołując konsternację na twarzy mężczyzny. - A wiecie kto ją może znać?!- wydarł się straszliwym głosem, aż mieszkańcy wioski powystawiali głowy z okien, a mała Malwina patrząc morderczym wzrokiem na faceta zatkała sobie uszy. - A po co panu ta wiadomość?- spytał Maciek spokojnie. - To tajna sprawa- rzekł mężczyzna nerwowo. - Tajna?- szepnęła najmłodsza dziewczynka z nabożnym zachwytem, wciąż jednak patrząc na faceta zabójczym wzrokiem. - Oczywiście, że tajna… - Bardzo tajna?- Malwina spytała się niewinnie. Alex chwycił siostrę za rękę, a Maciek uśmiechnął się do dziewczynki. Wiedział co mała knuje. Iza stała z boku przerażona z emocji, a Diana chichotała w najlepsze. - Oczywiście, że bardzo tajne. Dowództwo wojska mojego kraju postanowiło przeprowadzić bardzo tajną akcję uprowadzenia królewskiej córki i zrzucenia wszystkiego na inny kraj. Wtedy nasze wojsko pomogłoby waszemu i mielibyśmy sojusznika- odpowiedział mężczyzna szeptem, zadowolony z zainteresowania Malwiny. Diana uśmiechnęła się z satysfakcją. Postanowiła jeszcze się nie ujawniać. - Możemy panu pomóc?- spytała z uśmiechem, grożąc palcem pukającemu się w czoło Alexowi. - Jasne. Po prostu dajcie mi na nią namiary. - To nie jest takie proste- wyszeptała królewska córka- na dobry początek proponujemy panu pannę Caroline. Jednak… w życiu nie ma nic za darmo. Da pan dwieście dolarów, ujawnię panu tajne informacje na rzecz królewskich córek. - Chodzi mi o tylko jedną- mruknął mężczyzna, wyciągając pieniądze z kieszeni i dając je Dianie. - Nie rób tego- krzyknął Alex do przyjaciółki, gdy ta otworzyła ponownie usta. Izabela rozpłakała się natychmiast, przywołując tym samym uwagę tajniaka z zagranicy. - To ona?- spytał Diany, która z triumfalnym uśmiechem spoglądała, jak mężczyzna ze zdenerwowania podgryza i tak króciutkie już paznokcie. - Jasne, że nie. Ona po prostu nie lubi, jak ktoś chce porywać jej, jak mniemam, najlepszą przyjaciółką, czyli mnie. Bo to ja jestem ową królewną. - Ty?- mężczyzna zbladł, a całe towarzystwo (prócz przerażonej Izy) zaśmiało się. - Jasne, że ona- rzekł odważnie Alex. - Ale to na tyle. Udzieliliśmy panu informacji godnych tej kasy, którą pan mi dał, więc adieu. Pobiegli sprintem do zatoki Nowego Życia. Dopiero teraz Izabela się uspokoiła. Diana z uśmiechem zdjęła buty, podwinęła nogawki i weszła do zimnej wody. Prawdę mówiąc troszeczkę się bała, ale… ale cóż nie była w końcu idiotką i nie ujawniła się od razu. Tymczasem dzieci oddały się radosnej zabawie. Niestety ich idyllę przerwała wysoka osóbka z kruczoczarnym kokiem i zielonymi oczętami oraz jej biedny mężuś, który po latach przebywania z nią stał się pantoflarzem. Wraz z nimi była okrąglutka jak pączek w maśle dziewczynka o małych zielonych oczkach i pełnym wyższości spojrzeniu. Całe towarzystwo natychmiast wyszło z wody, żeby godnie przywitać parę królewską. Tylko prawowita córka króla stała tam nadal. - Co…- zaczął król, ale jego szacowna małżonka przerwała ostrym świszczącym tonem: - Co ty wyprawiasz? Nie przyszłaś się przywitać? - Niby z kim?- prychnęła pogardliwie dziewczynka, wywołując grymas niezadowolenia na twarzy macochy. - Ze mną, ze swoim ojcem i dziedziczką tronu. - Tak się składa, że was wszystkich już dzisiaj widziałam, a poza tym to ja… jestem prawowitą córką króla, a Caroline jest bękartem- wrzasnęła ze wzburzeniem, przypominając sobie słowa tajniaka. - Zapamiętaj sobie ostatni raz, że ja tu rządzę, a moja córka NIE JEST żadnym bękartem. - Obcy rząd uważa inaczej – mruknęła z przekąsem dziewczyna, a jej ojciec spuścił potulnie głowę. Diana poczuła, że woda zrobiła się chłodniejsza. Czuła się niepewnie. Wszyscy milczeli, a królowa Coco patrzyła na nią potępiająco. - Jak śmiesz się tak odzywać – powiedziała, podwinęła suknię i weszła do wody, przemaczając złote pantofelki. Przyjaciele Diany stali w bezruchu, a panna Caroline spoglądała na nich z wyższością. Izabela, z niewiadomych przyczyn znów zaczęła płakać, Malwina przewracała oczami, a chłopcy naradzali się cichcem. Diana myślała kurczowo jak przechytrzyć panią Coco, która niebezpiecznie się do niej zbliżała. Nagle jej uwagę przykuła wielka, tłusta plama na sukni królowej, o czym nie omieszkała jej powiedzieć. Kobieta, z natury pedantyczna, zatrzymała się próbując zmyć ją wodą. Nie wiedziała, że tłuszcze mogą usunąć tylko mydła… No, cóż… nigdy nie była orłem z chemii. Tymczasem królewna korzystając z nadarzającej się okazji zwiała na brzeg. Nagle piękne niebo się zachmurzyło i z nieba zaczęły spadać delikatne krople deszczu. Królewska rodzina udała się do pałacu, a przyjaciele do swoich domów. Od tego czasu wzajemna niechęć siostrzyczek wzrosła. Przestały się ignorować, a zaczęły okazywać sobie jawną nienawiść. Mimo, iż od spotkania tajniaka minęły dwa lata, Diana wołała na pannę Caroline per Bękart, zaś jej przyrodnia siostra nazywała ją… Prawdę mówiąc nie nazywała jej wcale, gdyż nie umiała wymyślić żadnego sensownego przezwiska. Szalę goryczy przelał też fakt, że pani Coco miała coraz większe pole do działania i zamierzała, co bystra królewna odkryła, zaglądając do sekretnych papierów królowej, delikatnie mówiąc, zlikwidować zarówno swojego zahukanego mężusia, jak i jego niewygodną dlań córeczkę. Okazało się też, że tajniak kłamał im wówczas w żywe oczy. Nie dość, że pochodził z ich kraju, jeździł wypożyczoną limuzyną, to jeszcze zamierzał ją zabić. Sprawiło to, że Diana w właściwym sobie optymizmem poczuła się dumna. Uratował ją własny spryt, inteligencja, itepe, itede. Tymczasem pani Coco wraz Giaurem i Caroline byli na zakupach, a ona miała cały pałac, nie licząc służby, dla siebie. Dlatego namówiła Lolę, kucharkę, o przygotowanie wspaniałego deseru i zaprosiła przyjaciół na całe popołudnie. Ze względu na to, że Iza miała grypę, przyszli tylko Maciek i Alex. Lokaje wprowadzili chłopców do salonu, gdzie królewna czekała z wyjątkowo poważnym wyrazem twarzy. - Co się stało? – spytał Alex ze szczerym zainteresowaniem. - Nic, po prostu szukałam jakichś informacji o mamie. - Nie znalazłaś? Kiwnęła głową i kontynuowała ściszonym głosem. - Za to znalazłam dokumenty, które świadczą o tym, że pani Coco, z domu Absces… chce zabić mnie i mojego ojca. Musimy ją jakoś powstrzymać. - Skąd wiesz? – wyrwało się Alexowi. Wówczas dziewczynka opowiedziała im o papierach swojej macochy i o podstawionym tajniaku. Przyjaciele patrzyli na nią z podziwem i strachem. Wyglądała teraz, jak prawdziwy dowódca. W szkole była najlepsza z takich zajęć, a że płynęła w niej czysto błękitna krew (chociaż Diana przysięgała, że jest zupełnie czerwona, bo kiedyś się przecięła i widziała) miała szansę pokonać zarówno macochę, jak i jej przygłupią córkę. - Czuję się jak bohaterka jakiejś kiczowatej historyjki, np. o królewnie Śnieżce. Tylko księcia mi brakuje – jęknęła, mrużąc wściekle oczy. - Zwariowałaś, w ogóle nie przypominasz Śnieżki – uśmiechnął się pokrzepiająco Alex. - No, jesteś stanowczo za mała, za chuda, twoje włosy bardziej przypominają słomę niż heban, a policzki są za bardzo rumiane jak na śnieg – dodał Maciek. - A gdzie zasady dobrego wychowania? – spytała z udawanym oburzeniem. Aż do wieczora mieli dobry humor. Rozmowa zeszła na znacznie lżejsze tematy, a Lola przynosiła im coraz to nowe owocowe smakołyki. Niestety zapach truskawek zwiódł ich zmysły, sprawiając, że nie zauważyli powrotu pozostałej części rodzinki. Królowa Coco, kurczowo ściskając dłoń męża, spoglądała na nich z wściekłością. Wyglądała, jakby miała za chwilę eksplodować. Mrugała przy tym tak przekonująco, że wyrodna pasierbica zaczęła chichotać. - Kochanie, podaj Dianie sukienkę, jaką dla niej zakupiliśmy – zarządziła po chwili, uśmiechając się złowrogo. Giaur IX posłusznie wyjął czarną, atłasową sukienkę z długimi rękawami. Nie była nasączona trucizną , jak podejrzewała królewna. Jednak zarówno Diana, jak i jej przyjaciele widzieli w tym konia trojańskiego. Co ona chciała osiągnąć? No, właśnie co? Caroline, widząc bezbrzeżne zdumienie w oczach „siostry”, zaśmiała się perliście. Zrobiła to z takim aktorskim przekonaniem, że Diana zaczęła sądzić, że ćwiczyła to miesiącami. Maciek, który zapewne myślał inaczej, spoglądał na dziewczynę z szeroko rozdziawionymi ustami. Wyglądało to tak komicznie, że królewna parsknęła śmiechem, dodając z ironią, że już wie, jak wygląda jego Śnieżka, a Alex szturchnął kumpla w ramię. - Czas już na nas – powiedział melodyjnie. – Do widzenia Wasza Wysokość, żegnaj panno Caroline, bądź zdrów panienko Diano – wyrecytował jednym tchem, wywołując na twarzy królowej „przyjazny uśmieszek”. Wyglądało na to, że zaczyna snuć kolejny niecny plan. I stało się. Wszystkie gazety rozpisywały się o „tajemniczej śmierci króla Giaura IX”. Diana jednak wiedziała, że śmierć nie była ani naturalna, ani tajemnicza. Była niemal stuprocentowo (jak nie dwieście) pewna, że zrobił to tajniak za kasę jej macochy. Pogrzeb miał odbyć się nazajutrz. Do pałacu zjeżdżali się rozmaici dalecy krewni i przyjaciele zmarłego. Wyglądali na zrozpaczonych, chociaż odwiedzali ich niezwykle rzadko. Powiedzieli obecnie piętnastoletniej Dianie, że ostatnio byli tutaj na pogrzebie jej matki, i że z wiekiem stała się bardzo podobna do Bettie. Mówili jeszcze wiele rzeczy, ale dziewczyna nie słuchała, przeniknięta dziwnym żalem. Prawie nie pamiętała swojej uroczej mamy, królowej Elizabeth. Od czasu ślubu ojciec w ogóle o niej nie wspominał. Czy Coco zamierza kogoś poślubić i wyrzucić pamięć o moim ojcu? Czy nadal zamierza zabić mnie? Myślała, przyglądając się zapłakanej macosze i jej córce. Caroline, która ostatnio wyładniała, wyglądała na naprawdę zadowoloną. Było to naprawdę bezczelnie z jej strony, ale trudno się jej się dziwić. Ta próżna nastolatka przez lata cierpiała, gdyż z powodu nieartystycznego wyglądu nikt nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Gdy w końcu miała okazję zaprezentować połowie królestwa swoje wdzięki, robiła to z głupkowatym uśmiechem i, nietypową dla niej, nonszalancją. Nie zauważała nawet pełnego nienawiści wzroku Diany, która była roztrzęsiona, nienaturalnie blada i wyjątkowo smutna. Gdyby Coco zamierzała ją zabić, teraz byłby idealny moment. Wszystkie gazety zaczęłyby się rozpisywać o samobójstwie osieroconej królewny. Naturalnie jednak mózg macochy był wielkości orzecha, więc plan mordu na zrozpaczonej pasierbicy został odłożony na inne czasy. Poza tym postanowiła wynająć dla niej innego zabójcę, bo tajniaka (po pierwsze) ona zna i nawet (po drugie) zdołała go przechytrzyć, co było nie byle jakim wyczynem, gdyż wszystkie jego ofiary kończyły jako proch w urnie. Niewiarygodny był więc fakt, że dziesięciolatka po starciu z nim nie tylko uszła z życiem, ale też zarobiła dwieście dolarów. Rozmyślając nad niesamowitym szczęściem Diany, królowa Coco nawet nie zauważyła, że pogrzeb już dawno się skończył, a obecni goście udali się na stypę, która była znacznie nudniejsza od wesela. „Siostrzyczki” milczały, każda zatopiona we własnych myślach. Diana czuła się koszmarnie samotna. Od teraz była pełnoprawną sierotą, taką, z którą okropna macocha mogłaby zrobić, co chciała. Ta myśl wywołała w duszy bunt. Królewna posłała Coco zimne spojrzenie, postanawiając, że nie da sobie w kaszę dmuchać. W jej głowie zaczęły się tlić mgliste plany zemsty… Nie, nie zamierzała nikogo zabijać, po prostu chciała doprowadzić Coco do rozstroju nerwowego i do opuszczenia królestwa. Było to trudne zadanie, zwłaszcza jeśli miało współgrać z grą o życie, ale od czego się miało inteligencję i przyjaciół. Królewna wierzyła, że w obliczu tej „wojny” może liczyć na pomoc niezawodnych przyjaciół. Niezawodni przyjaciele nie byli wcale tak niezawodni, jak przypuszczała. Izabela wolała spędzać czas na balach charytatywnych, organizowanych przez jej matkę. Maciek zdradził ich paczkę i zaczął spędzać czas na spacerach z panną Caroline, która mydliła mu oczy. Alex zastanawiał się nad wyborem między przyjaźnią z Maćkiem, czy z Dianą, co sprawiło, że nie ruszał się z domu, zajmując się czytaniem moralizujących książek psychologicznych. Jedynie dwunastoletnia, rudowłosa Malwina, siostra Alexa często zaglądała do królewskiego ogrodu, w którym od śmierci ojca miała zwyczaj przesiadywać Diana. Dziewczynka z nienagannym spokojem słuchała skarg na „przyjaciół” oraz żądała szczegółów w postępach w akcji konspiracyjnej, jaką przygotowywała, czasowo odsunięta na boczny plan, dziedziczka tronu. Piętnastolatka, zadowolona z czyjegoś zainteresowania, mówiła świszczącym, ostrym szeptem: - Trzeba ją porządnie wystraszyć. Nie jest to wcale trudne, bo jest na tyle głupia, że uwierzy w byle ducha. Zwłaszcza jeśli będzie to nienagannie rozwścieczony duch ojca. Problem w tym, że tak naprawdę nie istnieją żadne nadprzyrodzone istoty i żaden seans spirytystyczny nie przywoła tu taty. Dlatego postanowiłam, że ktoś powinien go zagrać. Myślałam, że zrobi to Maciek, ale on… - zawiesiła głos, czując się zapewne zbulwersowana przejściem przyjaciela na stronę wroga. - Może on spotyka się z nią, żeby zebrać potrzebne nam informacje – szepnęła z nadzieją w głosie Malwina. -Nie bądź naiwna. Musimy znaleźć z tej sytuacji wyjście awaryjne. Dlatego sądzę, że ty, jako że jesteś równie niezłą aktorką, zagrasz ducha króla Giaura IX – rzekła Diana głosem nie znoszącym sprzeciwu. Przyjaciółka spojrzała na nią z przerażeniem i podziwem. W oczach królewny widać było ogień, jaki towarzyszy wielkim namiętnościom, takim jak miłość, czy nienawiść. Jednak wnikliwy obserwator zauważyłby, że w niej płonie raczej to drugie. Jasne włosy rozwiewał wiatr, ona sama jednak trwała w bezruchu, przeznaczona do rzeczy wielkich i szalenie niebezpiecznych. Zadzieranie z królową Coco i płatnymi mordercami takie właśnie było. Diana, słysząc kroki w swoim azylu, nakazała Malwinie uciekać, sama zaś postanowiła stawić czoło „siostrze”. Była zdecydowana rozegrać krwawą bitkę z „jedyną dziewczynką, którą można bić nawet kwiatkiem”. Jak rozwścieczały lampart skoczyła w stronę wyższej niemal o głowę Caroline. Już chciała ją lać, gdy przypomniała sobie święte zasady o honorowym rozgrywaniu pojedynków. Podała rękę siedzącej z minką przestraszonego króliczka,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bajka-niebajka — czytnik · opowiadania