aktualnosci · 5 min czytania
Bajka o Królu Kiju
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
" Gdyby to była bajka, powiedziałbym teraz: dawno, dawno temu... Ale to nie jest bajka." **) Tadeusz Solecki POWRÓT PAPY SMERFA (I miejsce w konkursie Poznaję świat)
****
Bajka o Królu Kiju
Kij był szanowanym królem stawu. Zgromadzone nad wodą żaby w radosnych trelach wychwalały mądrość swego króla, jego wyjątkowy polot i nieokiełznaną fantazję. Król Kij odzywał się rzadko, ale za to mówił mądrze, dobitnie i z poetyckim zacięciem. Trzciny i kłęby gęstego sitowia powtarzały echem każde jego słowo. Pszczoły na dźwięk głosu Króla Kija zastygały w pracowitym locie, wsłuchane w melodię i sens jego wierszy. Nawet wiatr cichł, nie szarpał liści, a obłoki różowiały pogrążając się w słodkiej zadumie. Król Kij był dla swych poddanych niekwestionowanym autorytetem, niedościgłym wzorem, wyrocznią. Był po królewsku hojny, rozdawał szczodre dary, chwalił, dziękował, wskazywał słuszną drogę. Stare żaby słuchały Króla Kija z nabożeństwem. Młode kijanki pieściły swego władcę ciepłym spojrzeniem szeroko otwartych oczu. Opowiadały o swoim dobrym, nieomylnym królu, starej, przygłuchej ropusze. Ropucha kiwała wielką, zeskorupiałą głową ze zrozumieniem i powtarzała ze starczym uporem.
- Żyję długo nad tym zielonym stawem i nie jedno już widziałam.
Część 22 / 2
Stan ogólnej szczęśliwości panującej w królestwie Kija długo trwał niewzruszony, aż pewnego wieczoru zielony staw ożył nowym, odmiennym od starego rechotem.
- Umarł Król Kij, mamy Króla Bociana! - rozlegało się w wysokich trzcinach.
Hałas rozchlapywanej wody i radosne trele obudziły z głębokiego snu starą ropuchę. Przetarła wyłupiaste ślepia, rozejrzała się dookoła i rzekła. - Bez poezji i muzyki nie ma dla mnie życia nad tym stawem.
Nie wiedziała, jak wygląda nowy król i nie była tego ciekawa. Popatrzyła z nadzieją w oczy spadającej gwiazdy i nie usłyszawszy odpowiedzi, pogrążona w przemyśleniach poczłapała szukać nowej jamy. Czy znalazła swój staw? Nie wiadomo.
Żaby zawsze mówiły, że potrzeba im silnego przywódcy. Cóż, teraz takiego miały. Król Bocian nie urodził się poetą, nie czuł muzyki, nudziła go proza i szara codzienność. Na początku szło mu całkiem nieźle. Zabawiał się listą, mażąc po niej flamastrem. Unikał oczu obcych, przeżywał twórcze rozterki. Jego ambicją było wymyślać nowe wątki, albo dodawać zaskakującą puentę do starych. To poszerzało zakres jego aktorskich możliwości. W oklaski klakierów osobiście się nie zaangażował. Wkrótce niezwykła