Fantastyka · 7 min czytania
Bajka "Porcelanowy"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W pewnym miasteczku żył sobie chłopiec. Był to młodzieniec o nadzwyczajnej urodzie. Miał piękne złociste włosy, porcelanową cerę oraz delikatne, wręcz dziewczęce rysy twarzy. Pomimo swych licznych zalet wiadome jest każdemu, że nie istnieje arcydzieło bez skazy. W tym przypadku były to jego oczy. Wiecznie podkrążone, brzydkie, przypominające dwa różne guziki przyszyte do główki szmacianej lalki. Młodzieniec nosił w sobie dużo smutku. Darzył pewną dziewczynę ogromnym uczuciem. Każdego poranka podglądał ją na miejskim rynku, jak sprzedaje kwiaty zebrane daleko za granicami miasta. Była to niewiasta o miodowych, długich włosach, delikatnie opadających na anielską twarz. Miała przepiękny, radosny uśmiech, a jej policzki ozdabiały piegi. Najbardziej jednak uwagę przyciągają magiczne oczy: ciemne, duże w blasku słońca połyskujące niczym szmaragdy. Emanowały miłością i serdecznością. Za każdym razem, kiedy patrzył w jej oczy, uśmiech sam pojawiał się na jego twarzy. Pomimo tego, że rodzice obojga nastolatków są dobrymi przyjaciółmi, chłopak zawsze bał odezwać się do rówieśniczki. Te piękne oczy nigdy nie pokochają takich szkaradnych jak moje. Chłopiec zawsze chciał mieć inne oczy. Uważał, że te okrutnie go oszpecają. Pewnego razu postanowił zatem wybrać się do starca, mieszkającego daleko za miastem, który słynął z praktykowania magii. Pomyślał, że on jest jedyną osobą, która pomoże mu z jego problemem. Jak pomyślał tak też zrobił. Pewnego ranka zrezygnował z obserwowania szmaragdowo-okiej i od razu wybrał się do chaty staruszka. Domek z zewnątrz przypominał rozpadającą się ruderę, zresztą w środku wcale nie było przytulniej. Gliniana, nierówna podłoga, kilka rozpadających się szafek, na których gdzieś między drewnianymi łyżkami, kuferkami i innymi rupieciami leżały stare, zakurzone porcelanowe lalki. Nad głową rozciągał się dziurawy dach, natomiast gdzieś w schowanym kącie stała stara prycza, pełniąca rolę łóżka. Starzec żył aż nadto skromnie. Gdy chłopiec został zaproszony do środka, ujrzał mężczyznę stojącego przy brudnym oknie. Drogi Starcze- powiedział zdecydowanie chłopiec.- Przychodzę do Ciebie w potrzebie. Spójrz na mnie, zobacz jaką szkaradą jestem. Pomóż mi Drogi Starcze i spełnij moje marzenie, daj mi nowe, wspaniałe oczy! Wiem, że potrafisz. Starzec spojrzał na chłopaka badawczym wzrokiem, uśmiechnął się lekko i powiedział: Nie rozumiem, dlaczego prosisz mnie o pomoc. Masz wszystko, jesteś zdrowym młodzieńcem, wszystko na swoim miejscu! Dwoje uszu, nos, czerwone usta... para oczu... Ale ja chcę nowe!- przerwał.- Moich oczu nikt już nie pokocha tak jak one kochają inne oczy.- dodał spokojnie po czym energicznie rzucił: - Zapłacę Ci! Starzec zaśmiał się Nie musisz mi płacić.- zamilkł na chwilę po czym na jego twarzy pojawiło się wyraźne zastanowienie.- Twoje oczy są piękne bo potrafią kochać. To niesamowity dar. Niepotrzebne Ci są nowe, skoro te działają doskonale. Chłopiec sprawiał wrażenie, jakby nie słuchał. Nadal upierał się przy tym, że potrzebuje nowych, ładniejszych oczu. Starzec poirytowany uporem chłopca nareszcie powiedział: Dobrze już! Dam Ci nowe oczy. Chociaż powinienem dać Ci nowe uszy, bo jesteś głuchy na wszystkich i na wszystko. Potrafisz usłyszeć tylko siebie.…