Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

duchy · 13 min czytania

Bajki – nierozłączki.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{i}Bajki – nierozłączki.{/i}

Akta policyjne przedstawiają sprawę jasno. Wskazują zaledwie garstkę świadków i jeszcze mniej jednoznacznych faktów. Jeden dowód rzeczowy. Numer sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt dziewięć w magazynie stołecznego komisariatu. Masywny nóż kuchenny z wyraźnymi plamami krwi. Na podstawie badań genetycznych stwierdzono obecność materiału biologicznego dwóch osób, przypuszczalnie właśnie poszukiwanych. Na ostrzu znajdują się także ślady spermy, złuszczonego naskórka, włosów i śliny.

Ostatnim, których ich widział, jest jakiś stary dziadek karmiący łabędzie nad stawem w parku miejskim w Buenos Aires. Podobno nie certolili się specjalnie i nie zawracali sobie głowy grą wstępną. Wesoło, ochoczo i rytmicznie zabawiali się na ławeczce, niczym jakaś pieprzona seks-maszyna. Dokładnie takich słów użył staruszek.

Pracuję już w tym zawodzie dwadzieścia lat i jeszcze nigdy nie spotkałem się z podobnie tajemniczą sprawą. I choć zastój prędzej czy później przytrafi się każdemu z nas, to naprawdę trudne dla detektywa, przeżywać kryzys zawodowy, zwłaszcza po takim stażu. Utknąłem więc w martwym punkcie, kończy mi się dofinansowanie rodziny poszukiwanych, a na domiar złego podejrzewam, że jestem śledzony.

Prawdopodobnie ktoś zamieszany w sprawę chce pozbyć się zagrożenia ze strony węszących ludzi. Drogi pamiętniczku, boję się. Boję się, że gdy mnie już dopadną i porwą, nie pozwolą mi ssać karmelków. Boję się, bo ostatnio podrożały, a przecież zawodzącemu detektywowi nikt nie wypłaci pensji.

Kupiłem sobie dzisiaj najnowszy film z Brucem Willisem i zamierzam wraz z moimi ukochanymi karmelkami spędzić wieczór na seansie nocnym. Ku poprawie humoru. Kto wie, czy nie ostatnim w życiu?

***

Poznali się na ławce w parku w Buenos Aires. Nie bawili się w gry wstępne, poszli do niej. Ot tak, bez kolacji, z papierosem zamiast śniadania, tak, by dymem uzupełnić zapasy straconych kilodżuli. Ze zbędnym pieprzeniem, za to dziesięć razy. Zgodnie najpierw doszli, potem skonstatowali, że to jest właśnie to – odnalezione połówki jabłek, pomarańczy, ćwiartki gorzkiej jak puzzle do siebie pasujące. Bo przecież o to w tej zabawie chodzi, jedno lego w drugim lego.

Zaczęli się więc spotykać, by pisać ten perwersyjny o miłości poemat. Choć być może, że miłosny o perwersji. On był przypalonym Latynosem z dużym mózgiem w spodniach, ona mleczną Europejką gdzieś tam, z jakiegoś Paryża. Dzielił ich ocean, łączyło trzydzieści centymetrów. Ale nie było wcale tak trudno, bariera kulturowa nie przeszkadzała, z języków można zrobić znacznie lepszy użytek, niż tworzenie słów.

Oboje zajmowali się tańcem towarzyskim. Dlatego, nie wahając się długo, zadecydowali, że porzucą dotychczasowych partnerów, by jeździć po świecie razem – od turnieju do turnieju prezentować będą na parkietach idealne przecież, synchroniczne swe umiejętności.

Opuścili więc Buenos, by już dwa dni później w Tokio stworzyć nowy duet. Panowie Azjaci i nie mniej skośnookie panie nie docenili jednak kipiącego w ich tańcu uczucia. Podobno poruszali się zbyt anemicznie i wyglądali na skrajnie wycieńczonych. I przyznać trzeba rację, w zasadzie to powinni się cieszyć, że mogli ustać na nogach po całonocnym nie-śnie.

Nie poszło im też w Moskwie, Warszawie, Berlinie i Londynie. Zawalali treningi, intensywnie ćwicząc za to w hotelowych pościelach. Gdzieś po drodze poznali koleżankę Perwersję. Ubrana była w skórę, nie nosiła bielizny, a zamiast ust miała suwak. Podobno śpiewała tak pięknie, że ktoś z zazdrości zaszył jej kiedyś pomalowane na czarno wargi. Teraz więc nie je, nie uśmiecha się, otwiera zamek błyskawiczny tylko po to, żeby krzyczeć.

Ale się zaprzyjaźnili. Koleżanka Perwersja nauczyła młodą parę, jak się bawić, jak korzystać z życia. Przedstawiła im kilka prostych, prymitywnych wręcz zasad. Dominacja i uległość, rozkaz i przywiązanie. Względnie związanie – kajdankami, pasami, najlepiej podwiązkami. Kto na dole, kto na górze, codziennie rzucali monetą, na kogo wypadnie, na tego bęc. Szybko w tej rodzinie dyscyplinę pomalowano na czerwony kolor, czerwony kolor knebla w ustach.

I co noc zaczynali przedstawienie od nowa. Pościel jest skórzana, smycz puchata, a poduszek nie ma. Choć być może, że na odwrót. Rysują symetryczne wzory na plecach, rytmicznie drapiąc to w górę, to w dół. Picasso może się schować, czerwona Guernica spływa krwią i lakierem jej paznokci. W górę, w dół. Raz, dwa, równają tempo, trzy, cztery, zapinają pasy, sześć, dziewięć, zmiana pozycji.

I co noc zaczynali przedstawienie od nowa. Euforia odmierzana w klapsach, wokół brzydkich myśli załóż mi obrożę i pilnuj, by nie uciekły, przywiąż do poręczy łóżka. I chodź tutaj. Słyszysz? Słyszysz, jak krzyczę, nie możesz się odezwać, bo czeka cię kara. Niegrzeczne dziewczynki kończą ostatnie, jeśli tylko pozwolą im na to niegrzeczni chłopcy.

I co noc zaczynali przedstawienie od nowa. Zaliczone wszystkie kontynenty, przegrane turnieje, ale wygrane wybory na panią prezes i pana prezesa {i}the mile high club{/i}. Dopiero w Amsterdamie dostali pocztówkę od losu, jedyne i ostatnie ostrzeżenie. W gęstych oparach założyli plastikowe torby na głowy, żeby dym tak łatwo nie uciekał w eter w ich prywatnej libacji składanej kosmosowi. Odkryli więc siostrę Perwersji – Asfiksję. Pokochali od razu, nie wypuścili już więcej, powietrza z objęć.{i} Ale, drogie dzieci, zapamiętajcie, tak niezdrowo, siny kolor już od dawna jest passé.{/i} Odpisali, podziękowali, uśmiechając się nieszczerze:

{i}Droga pani, nie spodziewaliśmy się odwiedzin. Madame zjawiła się – zresztą jak to zwykle bywa – tak nagle, a my tacy nieprzygotowani, tacy nadzy, przyłapani. Przecież nawet nic nie zauważyliśmy, nie zdążyliśmy złapać rumieńca, bo gdzieś za plecami czmychnęło nam zawstydzenie. Dziękujemy za rady, skorzystamy może innym razem.

P. S. Zapomniała pani o kajdankach, zostały na wieszaku obok parasola.{/i}

Na imię jej Panika, przyszła znowu kilka dni później. Urażona od razu zajęła się dziewczyną. Zostawiła u wrót strażnika – nieme ostrzeżenie – strach w migdałowych oczach. Przypalony Latynos myślał, że to element gry jego Europejki, wielki talent aktorski. Tymczasem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bajki – nierozłączki. — czytnik · opowiadania