Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Bajkowy bohater

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Historia, którą opowiem, wydarzyła się, gdy miałem 6 lat. Choć od tego incydentu minęło sporo czasu, pamiętam wszystko z najmniejszymi szczegółami. Było Halloween. Moi rodzice, Amerykanie tradycjonaliści, wybierali się na huczne obchody Święta Zmarłych. Zabawa była przeznaczona dla dorosłych, więc musiałem zostać w domu. Zawsze przychodziła do mnie opiekunka. W owym czasie była nią starsza pani, która (w przeciwieństwie do swoich poprzedniczek) chętnie się ze mną bawiła, nie narzekając, że musi się schylać, jest na to za stara, a w ogóle to grzeczne dzieci bawią się same. Jednak w ostatniej chwili złamała nogę, spadając ze schodów w swojej piwnicy. Czekała ją długa rehabilitacja, gdyż złamanie było poważne. Rodzice panikowali. Z jednej strony chcieli iść na bal, z drugiej nie mieli mnie z kim zostawić. Mama dzwoniła do burmistrza, by zrobił wyjątek i pozwolił na moją obecność na zabawie. Nie zgodził się, tłumacząc, że inni goście chcieliby wtedy zabrać swoje dzieci. Na rodzinę nie było co liczyć. Większość także wybierała się na zabawę, a ci, którzy nie mieli żadnych planów, zasłaniali się nadmiarem obowiązków. Jedyne, co pozostało, to agencja opiekunek. Mama bardzo stroniła od tego rozwiązania, ale w ostateczności tam zadzwoniła. Wszystkie kobiety były już zaangażowane do opieki nad dziećmi, głównie na tę jedną noc. W noc poprzedzającą dzień zabawy, nie mogłem spać. Gdy wstałem się napić, zobaczyłem, że rodzice siedzą w kuchni i nadal myślą nad rozwiązaniem sprawy. Zrobiło mi się głupio, że przeze mnie mieliby zrezygnować z przyjemności. Postanowiłem przedstawić im moją propozycję. - Mamusiu, możecie iść na bal - wdrapałem się na kolana rodzicielki. - Bardzo byśmy chcieli, ale nie mamy cię z kim zostawić. - Zostanę sam. Jestem już duży i sobie poradzę. Będę się bawił, oglądał bajki, a jak się zmęczę, pójdę spać. Tata spojrzał porozumiewawczo na mamę. Odesłali mnie do łóżka, by rozważyć tę opcję. Rano rodzice byli w zdecydowanie lepszych humorach. Przy śniadaniu powiedzieli mi, że przemyśleli wszystko dokładnie i zostanę sam. Odbyło się kazanie: nie wolno odkręcać wody, bawić się gazem, wychylać za okno oraz otwierać drzwi nieznajomym. Następnie wymieniłem listę rzeczy, które chciałbym na wieczór: smakołyki, dużo bajek (koniecznie z wypożyczalni pana Levofsky'ego) i wiele innych. Po skończonym posiłku zaczęła się wielka krzątanina. Mama w kreacji z piekła rodem i ostrym makijażu, pomagała tacie zapiąć guziki w kształcie trupich czaszek, z którymi nie mógł sobie poradzić. Ostatnie poprawki w ubiorze, „ułożenie” fryzury. Byli gotowi do całonocnych pląsów na parkiecie. Zgrzyt klucza w drzwiach. Błysk świateł samochodowych. Warkot silnika. Pojechali. Postałem chwilę w zadumie, beznamiętnie patrząc w okno, a następnie poszedłem do salonu, żeby zobaczyć, jakie bajki przywiózł tata. Płyt było dziesięć. Przewracałem je powoli, wnikliwie przyglądając się obrazkom na okładkach. Dobre dla dziewczynek – odrzuciłem kilka już na samym początku. Najbardziej zaciekawiła mnie ostatnia płyta. Na opakowaniu nie było żadnego obrazka. Pewnie wyleciał – pomyślałem. Jednak to ta bajka mnie zaintrygowała i postanowiłem ją włączyć. W momencie, gdy nacisnąłem na pilocie klawisz PLAY, na zewnątrz zaczęło wiać, a potem padać. Podszedłem do okna, by je zamknąć. Gdy odwróciłem się ponownie, z telewizorem i pilotem działo się coś dziwnego. Wokół nich była taka... magiczna poświata. Wziąłem pilota do ręki. Klawisz NEXT był otoczony takim samym światłem, jak telewizor. Zaciekawiony tym zjawiskiem, wdusiłem go. W tej samej chwili dziwna poświata pojawiła się dokoła mnie. Stałem jakieś 5 metrów od telewizora. Nagle poczułem, jak przesuwam się do przodu, niczym opiłek żelaza przyciągany przez magnes. Następnie nieznana mi siła podnosiła powoli moją rękę, przybliżając ją do ekranu telewizora. Dopiero teraz zauważyłem, że znikła z niego bajka, a pojawiły się zakłócenia. Psst! Dłoń dotknęła ekranu i poczułem na niej mrowienie. Psst! Teraz to samo mrowienie obeszło całe moje ciało! To bardzo bolało, chyba straciłem przytomność. Czułem się, jak na diabelskim młynie. Nic nie widziałem, tylko kręciłem się w jakimś... tunelu. Droga dłużyła się niemiłosiernie. Tunel się skończył. Lądowanie było bolesne. Kiedy odzyskałem świadomość, nie wiedziałem, gdzie jestem. Leżałem na jakiejś maleńkiej polanie, a nade mną była rura, z której prawdopodobnie wypadłem. Spojrzałem w jej otwór. Nagle pojawił się w nim... pan Levofsky z wypożyczalni wideo! - Ha ha ha... spodoba ci się tu. Tylko nie myśl sobie, że to wakacje! – patrzył z góry, żując gumę, jak to miał w swoim zwyczaju. - Dlaczego tu jestem? I po co? – byłem grzeczny, a kto wie, może tylko strach tak mnie paraliżował. Okazało się, że jestem w bajce z płyty bez okładki! Okładka zniknęła, dlatego że do wioski wkradł się potwór, który chce ją zniszczyć! Pan Levofsky specjalnie dał taką płytę mojemu tacie, z nadzieją, że ją włączę i dzięki temu tu się znajdę! Byłem przeznaczony do ratowania bajkowego świata! Otrząsnąłem się i zacząłem szukać wyjścia z lasu. Tyle, że ja wiedziałem, gdzie ono jest... wiedziałem też, gdzie jest osada Gremlinów, postaci z bajki. Doszedłszy do osady, udałem się do domu Wodza Wu, ojca i pana bajkowej krainy. Otworzył mi drzwi, lecz nie mogłem wejść w gościnę. Jak na swój wiek, byłem bardzo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%