Fantasy · 13 min czytania
Bandycka przygoda
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Słońce ustępowało powoli miejsca ksieżycowi, kiedy młoda, rudowłosa dziewczyna siedziała ukryta wśród lisci i gałęzi starego lasu. Ubrana jak łowczyni, w lekki, maskujacy strój, z kołczanem strzał na udzie i skórzanym, wytartym do połysku ochraniaczem na lewym przedramieniu.Jedną ręką trzymała łuk, pięknie wykonany kompozyt, utwardzony rogiem jelenia. Czekała, nasłuchiwała, nie poruszając się ani na chwilę. Wiedziała, że prędzej czy później zwierze musi tędy przejść, to jest dobre miejsce – pomyslała. Nie musiała długo czekać. W oddalonych o jakies 40 kroków paprociach dostrzegła ruch, następnie usłyszała ciche pochrumkiwanie. Dzik. Nie ucieszyła się zbytnio z tego faktu, nie raz i nie dwa zdażyło sie, że niezbyt szczęśliwie ugodzony dzik stawał do szarży i atakował napastnika. Rayla miala juz pamiątke po takim zdarzeniu, w postaci paskudnej blizny na lewej łydce. Tym razem był to jednak podrostek, jeszcze bez kłów. Dzik zbliżał się, Rayla pewnym, wyćwiczonym ruchem dobyła strzały i naciągnęła cięciwę, na chwile wstrzymując oddech. Wystrzeliła, strzała bezszelestnie poszybowała pomiędzy gałęziami i ugodziła zwierze w samo serce. Dzik zawył głośno, odbiegł kilka kroków i zwalił się bez życia, przebierając jeszcze tylnymi nogami w posmiertnych konwulsjach. Rayla nie lubiła tego momentu, szanowała zwierzęta I kochała je, zabijanie zwierząt przychodziło jej wielką trudnoscią, czego nie mogła powiedzieć o zabijaniu ludzi. Często zarzekała się, że będzie żywić się jedynie tym co znajdzie w lesie, ale kiedy przychodził głód, szybko zmieniała zdanie. Oprawiła swoją zdobycz, precyzyjnie i zręcznie - robiła to już setki razy, po czym zarzuciła dzika na plecy i ruszyła w gęstwinę. Z gracją omijała kolejne przeszkody, wąziutkie, ledwo dostrzegalne ścieżki, wiły się przed jej stopami niczym splecione węże, gdzieniegdzie musiała się wspinać, coś przeskoczyć, by znowu stanąć na ścieżce. Ciche pohukiwanie sowy oznajmiło jej, że robi się już naprawde późno. Znała ten las jak własną kieszeń, wychowała się tu, ale nie chciała spędzic tej nocy w dziczy. Przyspieszyła kroku, gdy po niedlugim czasie dostrzegła dwa wielkie głazy, przystanęła i zagwizdała na palcach – trzy krótkie sygnały i jeden długi, znajomy gwizd odpowiedział dwoma długimi i jednym krótkim. Znała ten sygnał, oczekiwała go...
Z pomiędzy głazów, jak duch wyłoniła się sylwetka mężczyzny. Był wysoki, dosyc chudy, ale żylasty, wprawne oko od razu mogło wydedukować, że jest zabójczo sprawny. Na jego kruczoczarnych, sięgającyh ramion włosach , dało się zauważyć rzadkie paski siwizny. Twarz miał groźną, pociągłą, z orlim nosem i przenikliwym, błyskającym spojrzeniem.Odziany w niekompletną zbroję, dzierzył u pasa duży, dwuręczny miecz.
Psia krew, nie masz ty domu dziewczyno ? Już się martwiliśmy, chciałem wysłać po ciebie Thorira, ale te cholerniki znowu sie schlali i ktos musiał ich przypilnować! Dzięki, Herstein, ty jeden się o mnie troszczysz, - usmiechnęła się - ale niepotrzebnie, przedłuzyło mi sie troche, to fakt, ale opłacalo się. Rayla zwaliła dzika na ziemię – Wreszcie coś normalnego do żarcia – dodała z usmiechem – Choćmy, jestem głodna jak wilk.
Obóz Rayli i Hersteina, był czymś więcej niz tylko obozem. Dostać się tam można było tylko ukrytym przejściem, tunelem wykopanym pod runem leśnym, bardzo dobrze zamaskowanym, dla niewprawnego oka niemal niewidocznym. Przejście ciągneło sie na jakieś 500 kroków i prowadziło do naturalnie zamaskowanej jaskini. Jaskinia była ogromna, właściwie nie mozna było jej nazwac jaskinią, to był wręcz pałac. Na ścianach migotały liczne lampy oliwne, na podłodze spoczywały kunsztownie haftowane kolorowe dywany, wokół pełno było mebli, pieknych misternie zdobionych, z najszlachetniejszego drewna. Na jednej ze ścian wisiała broń. Od krótkich sztyletów i puginałów, przez egzotyczne sejmitary i trójzęby aż po ogromne młoty bojowe i dwuręczne miecze ceremonialne, zbyt ciężkie żeby nimi walczyć. W samym rogu pomieszczenia, znajdowało się źródełko krystalicznie czystej wody, która wolniutko spływała ze skał, nadmiar leciał dalej wgłąb skały, a część zostawała w zagłebieniu.U wylotu jaskini stało palenisko z rożenem.
Część 22 / 2
Wstawać, pijackie gęby, żarcie przyszło! - krzyknął Herstein, gdy on i Rayla znaleźli się juz na miejscu. No nareszczie kurwa! - odpowiedział jakiś głos, z dalszej częśc jaskini. - Sigurd, ile razy ci mówiłem, żebys nie przeklinał przy damie, to nie przystoi, nawet takiej kanalii jak ty – powiedział Herstein, puszczając oko do Rayli. Herstein nie lubił hamstwa i prostactwa, był człowiekiem inteligentnym i taktownym, kierował się w zyciu swoimi zasadami, ponadto bardzo lubił i szanował Raylę, była dla niego trochę jak córka.
Mężczyzna wstał ze swojego posłania, był niski i krępy, głowę miał zgoloną na łyso, twarz owalną, pucołowatą. W małych oczkach dało się dostrzec zbójecki błysk, a nad nimi rozciągały się obfite, krzaczaste brwi, które pozornie dodawały ich właścicielowi cech wielkiego mysliciela. - Dobra już szefie, daruj mi , głodnym to i przeklinam, zawsze tak mam, psia mać. Dobrze cie widzieć mała, co ty tam sie bawisz w ciuciubabke z tymi jelonkami czy na nie polujesz ? Nastepnym razem wróć przed zmrokiem bo cie wilcy przywitaja, hehe... - Sigurd, prędzej ty żone znajdziesz niż mnie wilki zaskoczą, zapewniam cię... - odpowiedziała z przekąsem Rayla. Sigurd nic nie odpowiedział, był zbyt głodny.
Usiedli we trójkę przy palenisku i nadziali dzika na rożen. Po chwili dołączyli do nich pozostali towarzysze. Było ich pięciu. Ogromny Thorir zwany Dębem, prawa ręka Hersteina, zawsze siadał obok niego, niechętnie rozmawiał z innymi, nigdy nie krzyczał, nie upijał się, był oazą spokoju. Nigdy nie rozstawał się ze swoim dwuręcznym toporem, spał w kolczudze, a pod poduszką zawsze trzymał sztylet. Był też Szybki Kalev, a szybki był dlatego, że po mistrzowsku władał sztyletami, potrafił przebić dwoje oczu, dwoma sztyletami na raz , z odległosci czterdziestu kroków. Nikt tez nigdy nie widział, w którym momencie Kalev wyciąga i wkłada swoje zabawki do pochew, on ma je od razu w rękach, albo nagle znikają mu z rąk i są juz w pochwach. Obok Szybkiego Kaleva zawsze, ale to zawsze siadał Ingvar, zwany przez resztę Młodym, bo był najmłodszy z całego towarzystwa, nie włączając Rayli. Młody przyjaźnił się z Kalevem, mieli podobne poczucie humoru i obaj nie przepadali za Sigurdem, który nie bardzo im…