Kryminał · 5 min czytania
Bandyta - Praca (1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Południowe Los Angeles, godzina 6:27
Zadzwonił budzik w telefonie. Barry Resney nie otwierając oczu sięgnął po telefon. Nacisnąć wyłączenie budzika, ale musiał jeszcze dotknąć ekranu kilka razy za względu, że ten model Samsunga był już "zacofany" o trzy lata i ścinał się za każdym użyciem, czym nie wzbudzał zazdrości kolegów. Otworzył oczy i zmęczony wstał z małego łóżka. Do niedużego pokoju weszła matka dwudziestopięciolatka. - Barry! Ubieraj się szybko! Musisz iść przecież do pracy! Masz tu ubrania! - rodzic wyjął z wąskiej szafy granatową koszulkę i czarne dżinsy. Rzuciła ubrania na łóżko obok przeciągającego się chłopaka. - Nie traktuj mnie jak dzieciaka! - ubrał koszulkę - Sam sobie umiem wyjąć ubrania! - Biegnij do pracy! - Wyjdź, bo się chcę ubrać. Mamk! - Już idę, już, już! - wybiegła wolno.
Pół godziny później
Wszedł przez drzwi do średniej wielkości salonu samochodowego. Od miesiąca pracował tu mając samochody na wystawie i przeparkowując je. Jego szefem był dwa razy starszy mężczyzna z bogatego domu. Po umyciu srebrnego mercedesa poszedł do biura przełożonego. - Można wejść? - zapytał pukając. - Tak, tak. Wchodź! - samemu otworzył drzwi uśmiechnięty i ponownie siadł za czarne drewniane biurko - Coś się stało? - Czy mógłbym dostać tą zaległą wypłatę sprzed tygodnia? Zbliża się niedziela i potrzebowałbym... - Oczywiście! Proszę! - wręczył chłopakowi białą kopertę. Ten otworzył i wyjął banknoty. - Ale... to tylko 250 dolców. Tylko pół wypłaty! - schował ponownie pieniądze. - Barry, ostatnio mało się starasz... - próbował uciec od wypłaty nieuczciwy szef. - Ja się mało staram? Nie! Pracuję tak jak zawsze, a pan jest po prostu zwykłym oszustem! - Nie krzycz, bo zawołam ochronę. - Wołaj! Może się dowiedzą kim jest 'wzorowy' szef, co!?! - Ochrona! Ochrona! Do biura weszło dwóch byków w białych koszulach. - Wyprowadźcie go stąd! Już tu nie pracuje i nie ma wstępu do salonu! - Wisisz mi 750 dolarów, ty złodzieju! - Nic ci nie wiszę. Odejdź ode mnie! Ochroniarze złapali go za ramiona i dosłownie wyrzucili z budynku.…