Komedia · 4 min czytania
Bardzo straszna historia I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ząb tygrysa sproszkowany, Dwa czerwone tulipany, Bukiet suchych polnych kwiatów, Trzy żarówki po 100 watów, Stary kapeć, dwie sznurówki, Pół silnika motorówki, Żabie oko, węża skóra, I kogucie cztery pióra
Wszystko w kotle już bulgocze- Będę dziś miał sny prorocze. Gdy eliksir ten się uda, Wnet zobaczę wielkie cuda...
Eliksir generalnie nie był zachwycający – ani jeśli chodzi o wygląd, ani o zapach... o smaku chyba lepiej nie wiedzieć. Miał kolor zgnilizny, a na jego powierzchnię bez przerwy wypływały jakieś zagadkowe ingrediencje. Gotował się w miarę spokojnie w kociołku nad paleniskiem, co chwilę uzupełniany o jakiś składnik przez poruszającego się tanecznym krokiem starego czarodzieja. Loch był niewielkim pomieszczeniem. Cały zbudowany z kamienia, ciemny i jeszcze bardziej brudny, niż się wydawało. Jedyne okno, prawdopodobnie nie myte od wieków, bo w ogóle nie przepuszczało światła, zasnute było pajęczynami. W środku dla równowagi paliło się kilka świec, w tym jedna o kształcie aniołka, druga bałwanka, trzecia świętego Mikołaja i kilka klasycznych podgrzewaczy. Na małym stoliczku pod ścianą stał czajnik elektryczny podłączony do gniazdka i kubek z kawą rozpuszczalną 3 w 1.
Trochę wbrew prawom fizyki, a już na pewno wbrew oczekiwaniom czarodzieja, gdzieś pod sufitem pojawiła się niebieska chmura dymu i natychmiast spadła na podłogę w postaci człowieka. Ubrany był on dżinsy i koszulkę z napisem „Ratujmy foki”. Wstał, otrzepał się i przywitał ze starym magiem
-Witaj Zygmunt!
-Ach, to ty, Maurycy... Przez ciebie…