Fantastyka · 6 min czytania
Bartemiusz Crouch Jr. ucieczka z Azkabanu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Morze tego popołudnia było nadzwyczaj spokojne. Choć słońce wisiało wysoko nad całą okolicą ogrzewając innych promieniami słońca, tu było dość zimno, a delikatna mgiełka rozpryskującej wody o skały więzienia dla czarodziejów Azkaban delikatnie pieściła twarze dwóch przybyłych tu osób.
Mężczyzna o sztywnej, nadzwyczaj wyprostowanej posturze objął troskliwie ramieniem wiotką, bardzo bladą kobietę, na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że w młodości była bardzo piękną, kobietą, ale teraz jej wychudzona twarz i siwo słomiane włosy dziwnie komponowały się w przypasowanym ciemnym garniturze męża. Kobieta była chora, a gdy wraz z mężem mijała pierwszego dementora, jej wtopione w oczodoły oczy nabrzmiały dużymi kroplami łez.
- Chcieliśmy spotkać się z Bartemiuszem Crouch'em - rzekł opanowanym głosem pan Crouch do dementora przy najbliższych drzwiach, mocniej przytulając żonę do swojego boku.
Dementor opuścił szkieletową głowę w stronę obu ludzi, sprawiał wrażenie jakby wąchał nowo przybyłych, a potem machnął od niechcenia kościstą lśniącą dłonią w stronę drzwi, które otworzyły się przed nimi. Pan Crouch wprowadził żonę do środka, a dementor, który ich wpuścił szybko ich minął machając znów obrzydliwą dłonią, co miało znaczyć, aby poszli za nim.
Wokół piętrzyło się od cel, smród, wilgoć i gnijące jedzenie było odczuwalne za każdym krokiem, więźniowie na widok Crouch'ów wołali i wrzeszczeli w ich stronę, jakaś kobieta o nadzwyczaj gęstych, czarnych włosach plunęła im pod stopy, gdy na chwilę zatrzymali się przy jej celą. Crouch spojrzał na nią spod łba, a ona znów plunęła przez swoje kraty.
Osoba do której przyszli była nieco odizolowana od reszty więźniów, dmentor zatrzymał się przed tą celą, a pan Crouch wraz z żoną spojrzeli w głąb celi. Na pierwszy rzut oka była pusta, ale gdy się lepiej przyjrzało można było dostrzec zwiniętego w kącie celi wychudzonego młodzieńca o brudnych włosach i bladej twarzy, na ich widok na czworaka podszedł do krat patrząc na nich z ziemi jak zbity pies.
Część 22 / 2
- Mama - powiedział młodzieniec wyciągając rękę za kraty, ale kobieta stała za daleko aby mógł ją dotknąć.
Dementor na to zachowanie głośno warknął, a młody Crouch szybko cofnął rękę patrząc błagalnie na dementora.
- Chcemy wejść do środka - rzekł pan Crouch.
Dementor powiedział coś bardzo szybko, ale Crouch musiał go zrozumieć bo od razu powiedział.
- Moja żona jest umierająca, jej ostatnią prośbą było odwiedzić i objąć swojego syna, przecież nie będzie tego robić przez kraty - rzekł nadal opanowanym głosem.
Słychać było tylko wrzaski innych więźniów, oraz szlochanie pani Crouch a raz czy dwa ciężki oddech…