Komedia · 5 min czytania
Bary Hotter i trzecia wieża - odcinek 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Informuję, że tekst jest pisany wyłącznie w celach rozrywkowych, bez zwracania uwagi na zasady interpunkcji, ortografii, sztuki pisarskiej, a miejscami wręcz celowo je gwałcąc.
Dlatego też wszelkie komentarze, że są jakieś orty, czy coś mijają z celem, bo tekst jest pisany dla jaj, by udowodnić grafomanom, którzy twierdzą, że nie nikt nie umie pisać tak jak oni i dlatego ich się krytykuje. Owszem może, a nawet gorzej, czego dowodem jest poniższy tekst.
Jest to pastisz fantastyczny. Autor (czyli ja :) ma nadzieje, że czytelnik będzie się bawił podczas lektury, tak samo dobrze jak on podczas pisania.
-Pisanie o sobie w trzeciej osobie to bardzo niepokojący symptom wiesz?:) -Dialog z samym sobą również :)
Oceniać proszę sam zamysł, a nie błędy, które są czasem (a niekiedy wynikają z braków warsztatowych - zręczny wybieg nie ?:) popełniane celowo. A zresztą „róbta co chceta”, obyście tylko mieli z tego zabawę.
Tekst jest tworzony w odcinkach, spontanicznie, bez harmonogramu publikowania kolejnych odcinków (jak weny staje to autor pisze), czy terminu zakończenia.
Jeśli nie możecie się doczekać najnowszych odcinków, to zapraszam na forum kwartalnika qfant.pl gdzie ukazują się od razu po napisaniu, lecz nie koniecznie w ostatecznej formie.
Adres tematu na forum: http://www.qfant.pl/forum/viewtopic.php?t=229
Część 22 / 2
Zapraszam do lektury.
---------------------------------------------------------
„Bary Hotter i trzecia wieża”
Odcinek 1 – i miejmy nadzieję, że nie ostatni
Ciemnymi zakamarkami świtu przemieszczał się na gniadym, czarnym koniu, jeździec, dzwoniąc podkowami, niczym dzwonkami u baranów. Był niewysoki, no może nie niski, ale na tyle niewysoki, że można było o nim tak powiedzieć. U boku miał mecz w swojej pochwie. Dostał go od ojca, który dostał go od ojca, który dostał go od ojca, który dostał go od dziadka, który znalazł go na polu, gdy sadził kapustę, pogwizdując skoczną melodie ludową, o dziewce, co nie chciała Niemca, gdyż nie znała języka niemieckiego.
Był to ogromy miecz, o ostrym ostrzu jak brzytew, lecz nieco wyszczerbionym przez ostry ząb czasu. Koń stukał nogami o glebę, jak gdyby mu nie zależało, gdzie zmierzają.
Barry Hotter, bo o nim mowa, wolałby podróżować miotłą, ale szary obślizły stwór skradł mu ją był ubiegłej nocy, oświetlany księżycem w pełni.
Ni z tego ni z…